Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 11.06.2026
Coraz większa liczba lekarzy – również tych pracujących w najbardziej deficytowych specjalizacjach – decyduje się na rozwój kariery w medycynie estetycznej. Zjawisko, które jeszcze kilka lat temu traktowano jako margines rynku medycznego, dziś coraz częściej staje się przedmiotem poważnej debaty także wewnątrz środowiska lekarskiego.
Przyzwyczailiśmy się, że medialną walkę o zabiegi estetyczne prowadzą lekarze ze światem beauty. Tymczasem już wewnątrz środowiska lekarskiego zaczyna się mówić coraz głośniej o tym, że system zdrowia systematycznie uszczupla się o niezbędnych specjalistów, którzy przechodzą do beauty, by zajmować się zabiegami estetycznymi.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Publicznie głos w tej sprawie zabrał niedawno reumatolog Bartosz Fiałek, który w opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie zwrócił uwagę na rosnący odpływ specjalistów z kluczowych dziedzin medycyny do sektora beauty. Zauważył, że jest to niepokojące zjawisko. Nie chodzi wyłącznie o kwestie finansowe, lecz także o bezpieczeństwo pracy, stabilność zawodową i kondycję całego systemu ochrony zdrowia. Wyszczególnił kilka powodów takiej migracji lekarzy do gabinetów zajmujących się medycyną estetyczną, a pod jego postem wywiązała się bardzo gorąca dyskusja.
Zdaniem lekarza jednym z głównych powodów takiego trendu jest coraz większe obciążenie pracą w publicznym systemie ochrony zdrowia. Fiałek wskazuje, że codzienność wielu specjalistów oznacza dziś ogromną odpowiedzialność, presję i funkcjonowanie w permanentnym kryzysie organizacyjnym.
Jak zauważa, medycyna estetyczna jawi się dla części lekarzy jako przestrzeń znacznie spokojniejsza i mniej obciążająca psychicznie. Nie wymaga prowadzenia wielogodzinnych, ryzykownych operacji ani mierzenia się z wyjątkowo skomplikowanymi przypadkami klinicznymi, od których zależy ludzkie życie.
– W obecnych realiach praca w sektorze publicznym polskiego systemu opieki zdrowotnej jest niezwykle odpowiedzialna, a w niektórych przypadkach wręcz niebezpieczna – podkreśla lekarz.
To właśnie poczucie większej przewidywalności i komfortu pracy ma sprawiać, że nawet doświadczeni specjaliści coraz częściej decydują się na zmianę zawodowego kierunku.
Ta diagnoza wywołała burzę w komentarzach. Są tacy, którzy uważają, że lekarze przechodzący do medycyny estetycznej równają się z fryzjerem i kosmetyczką, a ich jedyną motywacją są pieniądze:
– Czy większy spokój? To trudna „klientela”. Totalnie roszczeniowa, traktująca lekarza jak fryzjera czy kosmetyczkę. Podziwiam ludzi pchających się w ten biznes.
– Jedyna motywacja to hajs. A ten dla młodych lekarzy jest najważniejszy, co obserwuję wśród swoich stażystów. Oni mają w nosie medycynę i pacjenta. Zero zainteresowań, zero chęci rozwoju.Tylko na horyzoncie auta klasy premium itp. Przepraszam za uogólnienie. Mowa o sporej części.
Wraca temat powołania w medycynie:
– 100% racji. Szkoda że kończyli medycynę. Lekarz bez powołania to krzywdzący ludzi biznesmen.
– Na pewno jest to zmarnowanie lat studiów. Ale lepiej żeby taki biznesmen w fartuchu zajął się zmarszczkami niż pracą z chorym pacjentem, jeśli nie ma do tego serca i powołania. Takie moje zdanie.
Ale na drugim biegunie jest codzienność rozpatrywana bez nakładki „powołanie”:
– Więcej szacunku otrzymuję za dobrze zrobiony botox niż za uratowanie komuś zdrowia i życia w poz. Trzeba szanować swoje życie, mamy je jedno i do tego bardzo krótkie.
– (…) politycy nas ciągle szczują, pacjenci nas nie szanują. (…). Taśmowy typ pracy, bez przerwy na jedzenie czy siku. Brak chwili by się zastanowić. Zostawanie po godzinach bez rekompensaty. Osobiście pracuję w POZ i jadę na oparach. Średnio raz w tygodniu chcę się zwolnić i pójść do prywaty, albo gdziekolwiek indziej, i rzucić to wszystko w diabły. Zatrzymują mnie tylko pacjenci, których mam fajnych, ale rozumiem tych kolegów, którzy stwierdzili, że ich zdrowie fizyczne i psychiczne jest ważniejsze niż „powołanie”. Skoro społeczeństwo woli „glonojada” zamiast prawdziwej medycyny to chyba czas ich posłuchać. Polak zawsze mądry po szkodzie.

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty
Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.
Zobacz ofertęDrugim – być może najważniejszym – czynnikiem jest dynamiczny rozwój branży medycyny estetycznej. Popyt na tego typu usługi rośnie zarówno w Polsce, jak i na świecie, a sam rynek postrzegany jest jako stabilniejszy niż publiczna ochrona zdrowia.
Fiałek zwraca uwagę, że lekarz posiadający prawo wykonywania zawodu, po odpowiednim przeszkoleniu, może wykonywać większość procedur estetycznych. Jednocześnie sektor ten pozostaje stosunkowo słabo uregulowany i mniej podatny na częste zmiany organizacyjne czy prawne.
W opinii reumatologa dla wielu medyków oznacza to możliwość budowania bardziej przewidywalnej kariery zawodowej – bez konieczności funkcjonowania w systemie, który zmienia się „co kilka miesięcy”.
W komentarzach pojawia się też koronny argument – pieniądze. Sektor beauty jest szalenie intratny finansowo. Widać to, gdy zestawi się pracę na ciężkich oddziałach szpitalnych z „robieniem ust” w gabinecie. Na szczęście wielu lekarzy pozostaje przy swoich specjalizacjach, ale widzą irracjonalne dysproporcje w zarobkach.
– Jestem położnikiem. Pracuje na oddziale III st. Trakt porodowy. Każdy 1 dyżur to kilka porodów, ciąż wysokiego ryzyka. Około 20 -30 przyjęć. 10-20 konsultacji. Poziom stresu, możliwość powikłań, komplikacji i roszczeń prawnych za cenę 160 zł za godzinę jest nieporównywalna. Moja doba pracy jest warta mniej niż godzina a nawet 30 minut w gabinecie medycyny estetycznej. Mój mąż jest chirurgiem onkologiem. Za hemicolectomię laparoskopowa trwającą 2-3 godziny zarobi mniej niż lekarz „medycyny estetycznej” za lwią zmarszczkę zrobioną w 5 minut.
– Po prostu zrobienie jednego nosa opłaca się lepiej, niż cztery hemikolektomie. Potem jest zdziwienie, że nie ma chirurgów. No nie ma. Robią nosy.
O tym, że obszar związany z medycyną estetyczną cieszy się ogromnym zainteresowaniem młodych lekarzy, świadczą także dane Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. W jesiennej sesji naboru 2025 najtrudniej było dostać się na chirurgię plastyczną i dermatologię z wenerologią. Na jedno miejsce przypadało odpowiednio 7,47 oraz 6,94 kandydatów. Specjalizacje te są bezpośrednio związane z wykonywaniem procedur estetycznych, a ich ukończenie automatycznie daje certyfikat umiejętności lekarskiej „medycyna estetyczno-naprawcza”.
Jednocześnie warto zauważyć, że wysoka konkurencja wynika również z ograniczonej liczby miejsc szkoleniowych. W zestawieniu CMKP chirurgia plastyczna i dermatologia należą do specjalizacji, na których kształci się stosunkowo niewielu lekarzy.
Czytaj więcej: Chirurgia plastyczna i dermatologia na czele najbardziej obleganych specjalizacji lekarskich
Lekarz zaznacza jednocześnie, że nie uważa medycyny estetycznej za zbędną. Problem dostrzega jednak w skali zjawiska oraz w tym, kto decyduje się na odejście od klasycznej medycyny.
– Widząc neurologów, reumatologów, hematologów czy świetnych chirurgów, którzy odchodzą od swoich korzeni, czuję pewien niepokój – podkreśla.
W jego ocenie sytuacja jest szczególnie niebezpieczna w kraju, który już dziś zmaga się z niedoborem lekarzy specjalistów i wielomiesięcznymi kolejkami do świadczeń.
Widzą to niebezpieczeństwo także komentujący, którzy włączyli się w dyskusję:
– Nikt nie chce obecnie robić trudnych specjalizacji, a w szczególności specjalizacji, które są ściśle związane z pracą na NFZ w szpitalu. Nie chcą w nie wspierającym systemie, ogólnej nagonce na lekarzy, tracić swojego życia prywatnego i zdrowia na pracę ponad siły, w tym na pracy nocnej czy weekendowej. Wolą spokój.
– Osobiście uważam, że roczniki 70 i w górę powinny się martwić, kto będzie ich leczył, bo internistów, onkologów i chirurgów będzie jak na lekarstwo. Niezwykle potrzebne specjalizacje, niedoceniane, niedofinansowane od lat. (..)
Wiele dziedzin uznawanych za kluczowe dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia od lat ma problemy z zainteresowaniem kandydatów. Według danych CMKP podczas jesiennego naboru więcej miejsc niż chętnych było m.in. na rehabilitacji medycznej, chorobach wewnętrznych, medycynie ratunkowej, geriatrii czy chorobach zakaźnych. To właśnie te specjalizacje są często wskazywane jako najbardziej potrzebne w starzejącym się społeczeństwie.

Fiałek krytycznie odniósł się również do sposobu, w jaki w debacie publicznej przedstawia się temat wynagrodzeń lekarzy. Jak zauważa, część komentarzy medialnych sprowadza problemy ochrony zdrowia wyłącznie do wysokości pensji personelu medycznego. Według reumatologa to uproszczenie, które odwraca uwagę od rzeczywistych problemów systemu: niedofinansowania, chaosu organizacyjnego i braku stabilnych warunków pracy. Lekarz przywołał sytuację, w której nawet powrót medyka z emigracji – motywowany względami osobistymi – stał się pretekstem do publicznej dyskusji o zarobkach lekarzy.
– Jeżeli dalej będziemy wmawiać ludziom, że problemem ochrony zdrowia są pensje lekarzy, a nie zła organizacja, niedofinansowanie i brak stabilności systemu, to nie dziwmy się, że coraz więcej specjalistów będzie wybierać spokojniejsze życie poza klasyczną medycyną – podsumował.
Wypowiedź Bartosza Fiałka wpisuje się w coraz częściej powracającą dyskusję o kondycji polskiej ochrony zdrowia i o tym, czy system jest dziś w stanie zatrzymać najbardziej potrzebnych specjalistów. Pokazuje także, jakie konsekwencje niesie to, że medycyną estetyczną może zajmować się dziś każdy lekarz. Do medycyny estetycznej/estetyczno-naprawczą wchodzą anestezjolodzy, radiolodzy, ortopedzi… W szpitalach i przychodniach na wizyty u specjalistów czeka się już nie miesiące a nawet lata.
– Ostatnio natknęłam się w internecie na lekarza radiologa wykonującego zabiegi medycyny estetycznej. Dla mnie to mało wiarygodny lekarz i jako radiolog i jako lekarz medycyny estetycznej…
– Szukaliśmy niedawno anestezjologa / specjalisty od leczenia bólu dla taty, który skończył 90 lat i zmaga się z bólem stawów. Rejon Toruń-Bydgoszcz-Włocławek. Mowa o wizycie prywatnej. Każdy z tych specjalistów przyjmuje, a i owszem, ale w zakresie botoks etc. Strasznie smutne…

Wesprzyj ochronę zawodu kosmetologa
Bronimy interesów branży, reagujemy na projekty ustaw i działania instytucji.
Każda wpłata realnie wspiera działania prawne i eksperckie. Wesprzyj BLIK-iem.
Tel: 506 224 225
Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe
W dyskusji pojawia się wątek kosmetologów i walki o rynek estetyczny, który wkrótce nasyci się specjalistami o większych lub mniejszych kompetencjach. Dziś nikt, kto odpowiada za regulację rynku, zdaje się nie widzieć różnic pomiędzy chirurgią plastyczną (absolutnie zarezerwowaną dla lekarzy) a tzw. medycyną estetyczno-naprawczą (której podstawę stanowi de facto kosmetologia), skutków przechodzenia lekarzy do estetyki oraz braku nadzoru nad rynkiem – jesteśmy na etapie, w którym praktycznie każdy, kto skończy kurs może „robić usta”, lasery i wypełniać zmarszczki – także przy użyciu inwazyjnych metod.
– W końcu zrobią wszystkie nosy, biusty, lwie zmarszczki. Wszyscy lekarze nie zmieszczą się w tej niszy, wtedy i tam zarobki zaczną spadać, będzie większe wysycenie lekarzy niż popyt na ich usługi. To nie tędy droga. System jest zły, możliwość pracy na kilku etatach też jest zła i nie tylko dla pacjenta – dla lekarza też. Prawie wszyscy w ochronie zdrowia pracują na kilku etatach, lekarze, pielęgniarki, elektroradiolodzy, radiolodzy, kto tylko może. To jest chore.
– Tu nie chodzi o chirurgię plastyczną. Akurat chirurgami plastycznymi wszyscy nie będą. Chodzi o tak zwaną medycynę estetyczną, która z chirurgią plastyczną nic wspólnego nie ma. To łatwy chleb dla osób z tytułem lek. med. i bez żadnego innego doświadczenia bowiem lobby lekarskie w tym kraju bardzo zadbało, żeby nikt inny poza lekarzem niczego w zakresie szeroko pojętej kosmetologii nie robił. Po co się dzielić z mgr kosmetologii po różnych dodatkowych szkoleniach i wieloletnim stażu, jak można wszystko wziąć dla siebie. (…)
W Sejmie toczy się obecnie debata nad uregulowaniem zawodu kosmetologa i rynku usług estetycznych. Dzięki Fundacji Beauty Razem temat trafił na posiedzenie Komisji Gospodarki i Rozwoju a w rezultacie do Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Obecnie jednak zarówno Ministerstwo Rozwoju, jak i Ministerstwo Zdrowia twierdzą, że nie ma potrzeby ustawowej regulacji. Szefowie obu resortów chcieliby jedynie „podziału kompetencji” pomiędzy kosmetologów i lekarzy, nie widząc innych problemów wynikających z nieuregulowania rynku.
Czytaj więcej: Kosmetolodzy walczą o wyodrębnienie zawodu, MRiT sceptyczne. Minister Jaros: chcemy podziału kompetencji
Na konsekwencje gospodarcze i społeczne, w tym brak zabezpieczenia kadr medycznych, a tym samym bezpieczeństwa pacjentów, zwraca uwagę Fundacja Beauty Razem. Mówił o tym podczas niedawnego posiedzenia Komisji Gospodarki i Rozwoju Michał Łenczyński, prezes Beauty Razem.
Fundacja oszacowała, że wprowadzenie zakazu wykonywania usług estetycznych przez kosmetologów – będące skutkiem rozporządzenia Ministra Zdrowia i certyfikacji lekarskiej umiejętności zawodowej „medycyna estetyczno-naprawcza” – może doprowadzić do szeregu negatywnych konsekwencji na polu gospodarczym i społecznym:
Raport „Likwidacja kosmetologii estetycznej” został skierowany premiera RP i wszystkich kluczowych ministerstw.
TAGI
Przeczytaj także