Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 05.08.2026
Branża beauty należy do najszybciej rozwijających się segmentów usług. Coraz więcej uczelni oferuje studia na kierunku kosmetologia, a w kontekście planowanych regulacji zawodu dyplom wyższej uczelni będzie miał bardzo duże znaczenie. Problem w tym, że wyższe wykształcenie coraz mniej przekłada się on na wyższe zarobki. Nie jest to tylko problem branży beauty.
Karta Członkowska to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB. Anna Kowalska
Beauty Razem
W branży beauty dyplom wyższej uczelni ma coraz istotniejsze znaczenie w kontekście planowanych regulacji w zawodzie. Kosmetolodzy walczą o prawa do wykonywania zabiegów estetycznych – iniekcyjnych i z użyciem energii. A głównym argumentem są wiedza i umiejętności zdobyte w ciągu lat studiów. To poziom wykształcenia odróżnia kompetencje kosmetologów od kompetencji przedstawicieli innych, pokrewnych zawodów, do których należą kosmetyczka i technik usług kosmetycznych.
Sama branża oraz przedstawiciele środowiska akademickiego dążą do tego, by nadać zawodowi kosmetologa odpowiednią rangę i zakazać posługiwania się tym tytułem osobom bez formalnego wykształcenia. Jeśli powstanie ustawa o zawodzie kosmetologa z pewnością znajdą się w niej zapisy regulujące ścieżkę kształcenia.
Również rząd pracuje nad rozporządzeniem, które ma docelowo podzielić kompetencje w zakresie usług estetycznych pomiędzy środowisko lekarskie i branżę beauty. Dużo zależy od tego, kto w Polsce będzie określany mianem profesjonalisty (taki zwrot używany jest w instrukcjach urządzeń medycznych). Eksperci z uczelni, którzy pracują nad regulacjami w zespole zorganizowanym przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii – uważają, że oprócz lekarzy pod uwagę mogą być brani jedynie kosmetolodzy po studiach.
Coraz częściej także w postępowaniach sądowych dotyczących zabiegów estetycznych znaczenie mają dyplom oraz sylabusy (czyli opis zajęć akademickich, który zawiera cele kształcenia, wymagania oraz zasady oceniania), które pozwalają ocenić zakres zdobytych kompetencji.
Zarazem posiadanie wyższego wykształcenia w branży coraz mniej przekłada się na dobre warunki zatrudnienia i wyższe zarobki. Młode absolwentki kosmetologii mówią o ofertach pracy opartych na płacy minimalnej i prowizji, doświadczone kosmetolożki przyznają, że mimo wieloletniego stażu ich wynagrodzenia niewiele się zmieniły.
To nie tylko problem branży beauty. Badanie ekonomistek z Uniwersytetu Łódzkiego pokazuje, że wyższe wykształcenie daje dziś znacznie mniejszą przewagę płacową niż jeszcze dwie dekady temu.

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty
Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.
Zobacz ofertę– Dopiero skończyłam studia z kosmetologii. Byłam już na kilku rozmowach o pracę i najczęściej proponowano mi 30,50 zł brutto za godzinę na umowie zleceniu oraz 15 proc. prowizji dopiero po przekroczeniu 15 tys. zł obrotu. Nawet przy wyrobieniu 160 godzin wychodzi do wypłaty jakieś 3800 zł. (…) Przy takich stawkach samodzielne utrzymanie jest praktycznie niemożliwe – mówi absolwentka kosmetologii. Zastanawia się, czy to norma w branży, bo nie na takie zarobki liczyła.
Niestety, doświadczone osoby potwierdzają, że o dobre warunki zatrudnienia i płacy w branży jest coraz trudniej.
– Na umowie mam najniższą krajową, reszta wynagrodzenia to prowizja. Miesięcznie wypracowuję dla salonu od 17 tys. do 30 tys. zł obrotu. Najwyższa pensja, jaką otrzymałam, wyniosła 6400 zł – zdradza kosmetolożka z doświadczeniem, po wielu szkoleniach i poza przyjmowaniem klientek mająca wiele obowiązków w salonie.
– Kiedyś stawki w zawodzie były znacznie lepsze, teraz są bardzo niskie. Na każdym rogu powstaje salon, zawód nie ma już też takiej renomy jak kiedyś – stwierdza osoba pracująca od lat w branży, pomagająca otwierać gabinety kosmetyczne.
Branża beauty należy do najszybciej rozwijających się segmentów sektora usług w Polsce. Jest także jednym z największych sektorów usług opartych na mikroprzedsiębiorczości. Według danych Fundacji Beauty Razem obejmuje około 170 tys. działalności gospodarczych (dane GUS wykorzystywane przez PARP wskazują na ok. 150 tys. podmiotów) i zapewnia około 300 tys. miejsc pracy. Aż 85,8 proc. firm stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze, a przeciętny salon zatrudnia 2,65 osoby. Około 90 proc. branży to kobiety.
Prowadzenie działalności w beauty utrudniają rosnące koszty pracy, nieprzewidywalne prawo oraz coraz ostrzejsza konkurencja o rynek usług estetycznych. Wzrost jakości usług wymusza coraz większe inwestycje w biznes – w urządzenia, edukację. Część salonów traci płynność finansową. Według danych Krajowego Rejestru Długów z 2025 r. zadłużenie salonów beauty sięgnęło już niemal 55 mln zł, jest o 14 proc. wyższe niż rok wcześniej.
Większa liczba salonów oznacza większą liczbę osób świadczących podobne usługi i silniejszą konkurencję. To wprost przekłada się na sytuację pracowników i przedsiębiorców w sektorze beauty.
– To jest smutne w zawodzie kosmetologa – kończysz studia, a potem pracujesz wieczorami i zarabiasz minimalną krajową – skarżą się kobiety, które marzyły o pracy w tym zawodzie.
Właściciele salonów zdają sobie sprawę z tego, że pracownicy chcieliby zarabiać więcej i że za wykształceniem powinny iść wyższe pensje. Jednak większość stwierdza, że po prostu ich nie stać na to, by zaoferować lepsze stawki.
– Rynek jest przesycony, koszty zatrudnienia są bardzo duże. Podatek VAT, dochodowy, lokal, ogrzewanie, prąd, system rezerwacji, urządzenia, kosmetyki, prowizje terminala… To nie jest łatwa branża – mówi Marta, właścicielka salonu.
– Studia w tej branży to miły dodatek, nie gwarancja, że się jest pożądanym specjalistą, zwłaszcza że co druga dziewczyna – licząc na łatwą i miłą pracę – wybiera kosmetologię. Rynek jest przesycony, koszty zatrudnienia duże – stwierdza Anna, także prowadząca salon i zatrudniająca pracowników.
To, o czym mówią kosmetolożki i właściciele salonów, znajduje potwierdzenie w badaniach ekonomistek z Uniwersytetu Łódzkiego. Dyplom uczelni i wieloletnie doświadczenie zawodowe nie gwarantują już takiej przewagi płacowej jak jeszcze dwie dekady temu. Najsilniej zmiany odczuwają kobiety.
– Wzajemna zastępowalność kobiet na rynku pracy jest zdecydowanie wyższa niż mężczyzn. Może to wynikać z faktu, że mężczyźni częściej wybierają kierunki techniczne, a ich kwalifikacje są trudniejsze do zastąpienia. Kobiety częściej kończą kierunki ekonomiczne i inne kierunki „miękkie”, przez co mają bardziej zbliżony profil kompetencji i z punktu widzenia rynku pracy są bardziej zastępowalne – wyjaśnia dr hab. Aleksandra Majchrowska, prof. Uniwersytetu Łódzkiego, która wypowiedziała się dla redakcji Newseria.
Ekonomistka wskazuje dwa główne powody malejącej przewagi płacowej wynikającej z wyższego wykształcenia. Pierwszym jest znaczący wzrost liczby osób z dyplomem uczelni, szczególnie kobiet, które w ostatnich dwóch dekadach weszły na rynek pracy. A im większa podaż pracowników o podobnych kwalifikacjach – tym mniejsza przewaga płacowa wynikająca z samego wykształcenia.
Opisywany mechanizm dobrze widać także w branży beauty. Coraz liczniejsza grupa absolwentek kosmetologii konkuruje nie tylko między sobą, ale również z osobami, które zdobyły kwalifikacje podczas kursów i szkoleń. Sam dyplom – choć jest istotnym czynnikiem branym pod uwagę przy zatrudnieniu – przestał być rzadkim zasobem, a tym samym coraz słabiej przekłada się na wysokość wynagrodzenia.
Drugi czynnik, który wpływa na spłaszczenie wynagrodzeń, to szybki wzrost płacy minimalnej. W ciągu ostatnich dwóch dekad minimalne wynagrodzenie rosło znacznie szybciej niż płace osób z wykształceniem średnim i wyższym, przez co różnice między grupami pracowników wyraźnie się zmniejszyły.
– Płaca minimalna ma ogromne znaczenie. Wynagrodzenia osób z wykształceniem średnim i wyższym nie rosły w tym samym tempie, co doprowadziło do silnego spłaszczenia rozkładu płac w Polsce. Kiedyś osoba z wyższym wykształceniem zarabiała trzy- lub czterokrotność płacy minimalnej, dziś jest to najczęściej dwu- lub dwuipółkrotność – podkreśla prof. Aleksandra Majchrowska.
Dla kosmetolożek oznacza to, że zdobycie dyplomu i kolejnych certyfikatów nadal zwiększa szanse na znalezienie pracy, ale nie gwarantuje wynagrodzenia odpowiadającego poziomowi kwalifikacji. Właściciele salonów przekonują, że przy rosnących kosztach prowadzenia działalności i zatrudnienia coraz trudniej im oferować wyższe pensje, szczególnie początkującym pracownikom.
– Ciągle podnoszenie najniższej krajowej i stawki godzinowej sprawiło, że pracownik to dziś ogromny koszt, szczególnie początkujący, po studiach. Taka osoba zazwyczaj przez pierwszych kilka miesięcy nie zarabia na swoje stanowisko pracy. Młodym osobom będzie bardzo trudno osiągać satysfakcjonujące zarobki, bo pracodawców nie stać na płacenie więcej niż wymagane prawem stawki, a i te są za wysokie.
Warto jednak podkreślić, że pracodawcy, którzy oferują w gabinetach zabiegi iniekcyjne i z udziałem urządzeń wkrótce będą musieli wziąć pod uwagę w rekrutacji wykształcenie pracowników i zaoferować im dobre warunki pracy i płacy. Wszystko wskazuje na to, że jedynie osoby po kierunkowych studiach będą mogły wykonywać zabiegi i pracować na urządzeniach medycznych dopuszczonych do stosowania dla profesjonalistów innych niż lekarz lub lekarz dentysta.
TAGI
Przeczytaj także