Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 20.04.2026
Kosmetologia potrzebuje dziś nie wojny kompetencyjnej, lecz jasnych regulacji i współpracy między środowiskami – uważa Urszula Jesionowska, kosmetolog, która otwarcie mówi także o własnym powikłaniu po zabiegu wykonanym przez lekarza. W rozmowie z Katarzyną Bochner mówi o bezpieczeństwie zabiegów, odpowiedzialności, potrzebie ciągłego kształcenia, ale także o presji, jaką branża beauty może wywierać na kobiety.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Szkołę skończyłam 15 lat temu i nie pracowałam w zawodzie. Zajmowałam się zupełnie czymś innym i około dwa lata temu wróciłam do zawodu. Zbieg różnych okoliczności i sytuacji sprawił, że zdecydowałam się otworzyć własny gabinet kosmetologiczny. Pierwotnie miałyśmy działać wspólnie z koleżanką, która jest stomatologiem, natomiast obecna sytuacja, animozje pomiędzy lekarzami a kosmetologami sprawiły, że jednak finalnie do tego nie doszło.
Działam w imieniu dziewczyn, które nie mają odwagi mówić o tym szeroko. Mam naprawdę ogromny podziw dla kobiet, które poświęciły życie, karierę kosmetologii, i bardzo często mam wrażenie, że to one powinny mówić głośno o obecnej sytuacji kosmetologów. Ale mimo wszystko brakuje takiego głosu. A skoro ja mam tę odwagę, chętnie o tym mówię.
Przede wszystkim jest to bardzo krzywdzące z tego względu, że powikłania owszem są, ale powikłania są po każdej ze stron. Ja osobiście doświadczyłam powikłania po lekarzu. Udałam się do lekarki, która w mojej ocenie wykonała zabieg poprawnie. Pomimo tego pojawiło się powikłanie.
To pokazuje, że po obu stronach te powikłania się zdarzają. Lekarze bardzo często też nie potrafią sobie poradzić z powikłaniami, w szczególności jeśli są to powikłania po twardych stymulatorach, bo pewnego działania stymulatorów nie da się już zahamować.
Tutaj nawet trudno powiedzieć, co się stało, bo nie widziałam, jak lekarz naciska na tłoczek, więc nie chcę rzucać absolutnie żadnych oskarżeń. Wiem, że zabieg był wykonany w dobrej wierze. Natomiast są preparaty, które niosą większe ryzyko powikłania, nawet u osoby zdrowej, niezależnie od osoby wykonującej ten zabieg. I najprawdopodobniej tak było właśnie w tym przypadku. Udałam się na USG, miałam podawane leki – bezskutecznie. Nie udało się tego wyleczyć, aczkolwiek będę podejmowała kolejne próby, żeby wyjść z tego powikłania.
Chętnie mówię o tym też na TikToku. Dzielę się tym z kobietami, ponieważ muszą mieć świadomość, że takie rzeczy mogą się po prostu wydarzyć, niezależnie od tego, który gabinet wybiorą. Chodzi o to, żeby były świadome, a nie podejmowały decyzji pochopnie, pod wpływem obrazków „przed i po”, pięknych efektów, rezultatów.
To musi być przemyślana decyzja, podjęta z pełną świadomością. Ważne jest również, żeby czytały dokumenty, które podpisują przed zabiegiem. Tam są wszystkie informacje. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek straszyć, tylko żeby podejmować świadomą decyzję i wziąć odpowiedzialność za powikłanie, które może się pojawić. Być świadomą, że może to dotknąć właśnie nas.
To prawda. I ja w ogóle widzę tutaj bardzo duże pole do współpracy pomiędzy lekarzami i kosmetologami. Osobiście uważam, że trudniejsze zabiegi i odpowiedzialność za nie powinna być po stronie lekarzy. Natomiast problem tkwi bardziej w tym, że lekarze próbują – nie chciałabym, żeby to też źle zabrzmiało, ale tak to wygląda – nawet te najprostsze zabiegi odebrać nam i sprowadzić nas do poziomu kładzenia maseczki, co jest po prostu, w mojej ocenie, bardzo nie fair, nawet biorąc pod uwagę sam program studiów, to, że są to studia akredytowane. To też już powinno w jakimś stopniu potwierdzać, że jesteśmy gotowe na to, żeby te zabiegi wykonywać.
Sama miałam problemy z dysmorfofobią i jestem przekonana, że branża beauty mnie w nią wpędziła. Wychodzę z założenia, że każda kobieta jest piękna i pomagam jej w swoim gabinecie z problemem, z którym do mnie przyszła. To znaczy, że nie zawsze kończy się to jakimkolwiek zabiegiem. Czasami jest to po prostu rozmowa na temat wyjątkowości urody i akceptacji siebie. Po to, żeby nie czuła tej presji wykonywania zabiegów. Wiele kobiet mówi o tym, że właśnie czuje taką presję, czuje się w obowiązku wykonywania zabiegów. A to nie powinno tak wyglądać.
Wydaje mi się więc, że najlepszym balansem w branży beauty jest połączenie psychologii klinicznej, którą studiuję, z kosmetologią, w której się rozwijam. Dalej się kształcę i jeżdżę na rozmaite szkolenia. To jest branża, w której cały czas trzeba się szkolić. A biorąc pod uwagę to, że szkołę kończyłam już tyle lat temu, trzeba tę wiedzę uzupełniać, bo technologie idą do przodu i branża mocno się rozwija.
Przede wszystkim regulacje, czyli jasne wytyczne. I tutaj środowisko lekarskie powie, że takie regulacje istnieją, ale w naszej opinii jest to takie „zwapniałe” prawo, które nie nadąża za rozwijającą się branżą beauty. Tutaj należałoby na nowo usiąść do stołu, podjąć dialog i wypracować konsensus dotyczący kompetencji technika usług kosmetycznych, kompetencji kosmetologa i lekarza. Żeby to wszystko było bardzo jasne i czytelne. Żeby była też szansa dla dziewczyn, które świetnie pracują, które mają już 20-letni staż w wykonywaniu zabiegów, a mają braki w wykształceniu, żeby mogły się dokształcić.
Jeśli jest potrzeba jakiegoś dodatkowego kształcenia medycznego, to myślę, że wiele z nas – ja też – jest na to gotowych. Wręcz czuję, że cały czas muszę się kształcić. Im dłużej jeżdżę na szkolenia, im dłużej uczę się po tym powrocie, tym bardziej czuję taki głód wiedzy. To naprawdę obszerny temat i wymaga nauki, ale też jakiegoś organu, który tę wiedzę by weryfikował.

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty
Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.
Zobacz ofertęDziękuję bardzo za to pytanie, bo to jest bardzo szeroki temat i dotyczy wielu aspektów. Ministerstwo Zdrowia reguluje liczbę studentów na medycynie, więc mamy potrzebę tych lekarzy. Ciągle mówi się o tym, że lekarzy jest mało i trzeba ich kształcić. I teraz: czy chcemy kształcić tych lekarzy właśnie po to, żeby robili botoks? No nie. Chcemy, aby pracowali w szpitalu, diagnozowali, leczyli, pomagali ludziom, bo jest to przepiękny zawód i bardzo ciężkie studia.
Myślę, że niektóre z zabiegów, o które obecnie toczy się ta – nazwijmy to w cudzysłowie – „wojna”, są w mojej ocenie poniżej kompetencji lekarza. Lekarz jest na tyle wykształcony, że inna jest jego misja, tak byśmy to powiedzieli. I tutaj pojawią się na pewno głosy o lekarzach chirurgach plastycznych, dermatologach – i zgadza się, naprawdę, bo to też są ich kompetencje.
A z kolei branża beauty to nie tylko zabiegi. To też psychologia, to budowanie pewności siebie kobiet, a nie jej podkopywanie.
Uważam, że pewne zabiegi nie powinny być też masowo wykonywane. I nie chcę zaszkodzić swojemu środowisku, jednak mimo wszystko uważam, że dużo łatwiej byłoby nam obronić się przed oskarżeniami i przerzucaniem na nas odpowiedzialności za powikłania, gdyby faktycznie te – nazwijmy to – najpoważniejsze zabiegi z kosmetologii estetycznej czy medycyny estetycznej, żeby to rozdzielić, wykonywali lekarze i wzięli na siebie tę odpowiedzialność.
Przyznam, że nie jest to miłe. W jakiś sposób na pewno każdą kobietę dotknęłaby sytuacja, w której obrażają jej wygląd, inteligencję, kompetencje, próbują je za wszelką cenę podważyć. Natomiast wydaje mi się, że mówienie o tym to coś więcej niż budowanie sobie zasięgów. To właśnie pokazywanie, że wśród nas są też ludzie, którzy chcą rozwijać tę branżę w zdrowy sposób, na dobrych relacjach i jasnych, przejrzystych zasadach.
Wywalczyć ustawę o zawodzie kosmetologa. Bo ona jasno określi kompetencje i nie będzie tej walki, tych dyskusji. Widzimy, co się dzieje w mass mediach i to jest dla nas bardzo krzywdzące.
TAGI
Przeczytaj także