Data publikacji: 13.08.2025
Irlandia kusi polskie kosmetyczki i fryzjerów świetnymi zarobkami i wysokim popytem na usługi beauty. Nazywam się Michał Łenczyński i podróżuję po świecie beauty – tym razem odwiedziłem Zieloną Wyspę, by przygotować dla Ciebie praktyczny przewodnik. Dowiesz się z niego, jak otworzyć salon kosmetyczny w Irlandii lub znaleźć tam pracę: od formalności i podatków, przez ceny zabiegów i koszty życia, po różnice kulturowe.
Poniżej czekają konkrety – realne stawki, wymagania oraz gotowa checklista na start. Sprawdź, jak wygląda branża beauty w Irlandii i co zrobić, by odnieść sukces (poniżej znajdziesz m.in. ceny, wymogi i checklistę!)
Materiał opracowałem na podstawie źródeł lokalnych z Irlandii oraz informacji od Polonii z grup Beauty Razem.
Irlandia, nazywana Zieloną Wyspą, to kraj o prężnej gospodarce i wysokim standardzie życia. Dla branży beauty oznacza to wysoki popyt na usługi kosmetyczne i fryzjerskie – Irlandczycy chętnie wydają pieniądze na wygląd i dobre samopoczucie. Klientela jest zróżnicowana: zarówno lokalni mieszkańcy, jak i liczni imigranci (w tym ok. 93 tys. Polaków) oraz turyści odwiedzający Dublin czy malownicze klify i miasteczka. Szczególnie w dużych miastach możesz liczyć na stały napływ klientów poszukujących nowoczesnych zabiegów i trendów.
Irlandzki rynek beauty dynamicznie się rozwija. Po okresie pandemii salony kosmetyczne i fryzjerskie notują odbicie – wiele osób nadrabia zaległości w dbaniu o siebie. Rośnie popularność zabiegów takich jak manicure hybrydowy, przedłużanie rzęs czy profesjonalne zabiegi na twarz. Jednocześnie klasyczne usługi (strzyżenie, koloryzacja, makijaż) cieszą się niezmiennym zainteresowaniem. Irlandczycy lubią też opaleniznę – bardzo popularne są spray tan (opalenizna natryskowa) oraz solaria (wiele salonów oferuje łóżka opalające).
Trendy: W Irlandii obserwujemy zapotrzebowanie na zabiegi typu „wellness” i spa. Klienci chętnie korzystają z masaży relaksacyjnych, rytuałów spa czy zabiegów łączących urodę z relaksem (np. facial + masaż). Dużym trendem są też naturalne kosmetyki i usługi eko (np. salony „cruelty-free”, organiczne farby do włosów). Wiele osób poszukuje usług mobilnych – fryzjer czy kosmetyczka dojeżdżająca do domu (zwłaszcza w mniejszych miejscowościach).
Sezonowość: Najgorętszy okres to listopad-grudzień (przed świętami Bożego Narodzenia salony przeżywają oblężenie podobnie jak w Polsce), a także wiosna (komunie, rozpoczęcie sezonu ślubnego). Latem popyt nieco spada, bo wielu klientów wyjeżdża na urlopy, ale za to przed wakacjami popularne są paznokcie, pedicure i depilacja. Irlandia ma też swoje święta – np. w okolicach Dnia Św. Patryka (17 marca) wzrasta zainteresowanie stylizacją paznokci w zielone motywy, makijażami na parady, itp. Ogólnie jednak, dzięki stałej bazie mieszkańców o stabilnych dochodach, salon może liczyć na względnie równomierny ruch przez większą część roku.
💼 Dla pracownika: Rynek beauty w Irlandii jest chłonny – dobra wiadomość, jeśli interesuje Cię praca kosmetyczki w Irlandii lub fryzjera. Przygotuj solidne portfolio i śledź trendy (np. brow lamination, balayage), bo klienci lubią nowinki. Twój wysoki poziom usług szybko zyska stałych klientów.
🏢 Dla pracodawcy: Konkurencja w dużych miastach jest spora, ale dzięki temu rynek jest świadomy jakości. Inwestuj w szkolenia personelu i wysokiej klasy produkty – zadowolony klient poleci Twój salon dalej. Wykorzystaj trendy (np. wprowadź ekologiczne kosmetyki czy modne zabiegi), by wyróżnić się na tle innych.
📈 Dla przedsiębiorcy: Planując biznes, zrób research lokalizacji. W Dublinie czynsze są wyższe, ale i klientela liczniejsza (także biznesowa i turystyczna). W mniejszym mieście koszty niższe, jednak warto zbadać, jakich usług brakuje lokalnie. Być może mniejsze miasteczko potrzebuje właśnie mobilnej kosmetyczki lub specjalisty od paznokci – to może być Twoja nisza.
💡 Pro tip w Irlandii od Michała: Sprawdź lokalne grupy na Facebooku (np. dzielnicowe fora), by wybadać potrzeby. W Dublinie popularne są grupy expatów, gdzie ludzie pytają o polecane salony – tam możesz podejrzeć, jakie usługi są najbardziej poszukiwane i jaką jakość chwalą klienci.
⚠ Uważaj w Irlandii na to: Pogoda! Deszczowa aura wpływa na frekwencję – klienci czasem przekładają wizyty w ulewie. Warto mieć elastyczny system rezerwacji online i przypomnienia SMS, by zminimalizować „no-show” w gorszą pogodę. Zapewnij też w salonie miejsce na parasole i ciepłą herbatę – drobiazg, a buduje lojalność w deszczowy dzień.
Jedno z pierwszych pytań, jakie się nasuwa: czy w Irlandii potrzebna jest oficjalna licencja, by pracować jako kosmetyczka, fryzjer czy stylistka paznokci? Dobra wiadomość – większość zawodów beauty w Irlandii NIE jest prawnie regulowana. Oznacza to, że państwo nie wymaga od Ciebie konkretnej licencji czy nostryfikacji polskich dyplomów, abyś mogła wykonywać swój zawód. Branża beauty na Zielonej Wyspie, podobnie jak w wielu krajach Europy, długo funkcjonowała bez ścisłych regulacji. W praktyce więc wystarczy, że masz umiejętności i ewentualnie dyplom ukończenia szkoły kosmetycznej lub kursów – to dla klientów i pracodawców znak, że jesteś kompetentna.
Oczywiście brak rządowych licencji nie oznacza, że edukacja się nie liczy. Wręcz przeciwnie – w Irlandii cenione są międzynarodowe kwalifikacje branżowe. Popularne certyfikaty to m.in. CIDESCO, CIBTAC, ITEC – są to dyplomy szkół i organizacji kosmetycznych uznawane na całym świecie. Jeśli masz polski dyplom technika kosmetycznego czy ukończone kursy (np. stylizacji paznokci), warto je przetłumaczyć na angielski i mieć ze sobą kopie. Nie jest to wymóg formalny, ale może pomóc w zdobyciu zaufania pracodawcy czy klientek. W CV możesz śmiało wpisać polskie szkoły i kursy, dopisując w nawiasie ich odpowiedniki po angielsku.
Wyjątki – zabiegi medyczne: Pewne usługi z pogranicza kosmetologii i medycyny estetycznej podlegają ograniczeniom. Na przykład toksyna botulinowa (Botox) jest lekiem na receptę, więc zgodnie z prawem w Irlandii może ją zaaplikować wyłącznie uprawniony lekarz lub pielęgniarka z uprawnieniami (najczęściej odbywa się to w klinikach medycyny estetycznej, gdzie lekarz nadzoruje zabiegi). Z kolei wypełniacze (kwas hialuronowy) nie są uregulowane – formalnie każdy może je podawać, co budzi kontrowersje w środowisku lekarskim. Organizacje medyczne apelują o uregulowanie tej kwestii, bo brak wymogów szkoleniowych rodzi ryzyko komplikacji. Niemniej na dziś, wiele kosmetyczek w Irlandii wykonuje zabiegi typu wolumetria twarzy czy powiększanie ust – kluczowe jest tu doświadczenie i ubezpieczenie, bo prawo tego nie zabrania.
Regulacje dla innych specjalizacji: Wizaż, stylizacja paznokci, masaż, stylizacja rzęs, makijaż permanentny – te wszystkie usługi również nie mają centralnie nadawanego tytułu zawodowego czy koncesji. Jeśli chodzi o tatuaż i piercing, również brak państwowych licencji. W praktyce tatuatorzy i piercerzy muszą dbać o higienę i bezpieczeństwo, ale nie ma egzaminu państwowego. Co ciekawe, w Irlandii nie ma nawet obowiązku rejestrowania studia tatuażu w urzędzie – w przeciwieństwie np. do Irlandii Północnej, gdzie wymagane jest pozwolenie lokalnych władz. Oczywiście istnieją przepisy ogólne (np. zakaz tatuowania nieletnich poniżej 18 r.ż. bez zgody rodzica), ale brak formalnej „licencji tatuażysty”.
Podsumowując: zawody beauty w Irlandii są nieregulowane. Możesz pracować jako kosmetyczka czy fryzjerka bez specjalnego pozwolenia rządowego. Twoje polskie kwalifikacje są mile widziane, choć nie są urzędowo weryfikowane. Warto jednak stale podnosić swoje umiejętności – ukończenie lokalnych kursów czy zdobycie międzynarodowych certyfikatów (np. CIDESCO) zwiększy Twoją konkurencyjność. Irlandczycy zwracają uwagę na profesjonalizm, więc choć nikt nie poprosi Cię o „licencję kosmetologa”, to dobrze widziane jest portfolio, referencje i certyfikaty z odbytych szkoleń.
💼 Dla pracownika: Brak licencji to mniej barier – możesz od razu aplikować o pracę kosmetyczki lub fryzjera w Irlandii. Przygotuj jednak przetłumaczone dyplomy i certyfikaty. W rozmowie o pracę podkreśl praktyczne umiejętności i pokaż zdjęcia prac. Irlandzcy pracodawcy docenią fach w ręku nawet bardziej niż „papier”.
🏢 Dla pracodawcy: Zatrudniając personel, sam musisz ocenić ich kwalifikacje – państwo nie robi tego za Ciebie. Warto organizować dni próbne lub poprosić kandydatkę o wykonanie próbnego zabiegu. Dobrze też dofinansować szkolenia – inwestując w rozwój zespołu, podnosisz poziom usług w salonie.
📈 Dla przedsiębiorcy: Jeśli chcesz prowadzić własny salon, brak regulacji oznacza mniej formalności przy starcie. Nie musisz uzyskiwać koncesji ani nostryfikować dyplomów. Skup się na spełnieniu wymogów sanitarnych i BHP, bo te aspekty są ważniejsze niż „papierki”. Zainwestuj też we własne umiejętności – np. kurs zarządzania salonem czy marketingu beauty, bo licencja nie jest wymagana, ale wiedza biznesowa już tak.
Choć Irlandia nie wymaga licencji zawodowych, to wymogi sanitarne i bezpieczeństwa w salonie są bardzo istotne. Każdy biznes usługowy, w którym dochodzi do kontaktu ze skórą, krwią czy wydzielinami, musi przestrzegać ogólnych przepisów BHP i zdrowia publicznego. W praktyce oznacza to, że Twój salon powinien być prowadzony higienicznie, a personel – przeszkolony z zakresu sanitarnych procedur.
Sanepid w irlandzkim wydaniu: W Polsce czuwają nad nami stacje Sanepidu, a jak to wygląda w Irlandii? Nie ma bezpośredniego odpowiednika polskiego Sanepidu, ale rolę nadzoru pełni HSE (Health Service Executive) – Environmental Health oraz HSA (Health and Safety Authority). Inspektorzy HSE mogą pojawić się, by sprawdzić warunki higieniczne, szczególnie jeśli dojdzie do skargi klienta lub incydentu (np. zakażenia). Z kolei HSA nadzoruje ogólnie warunki pracy i bezpieczeństwo (chemikalia, urządzenia, przeciwpożarowe kwestie). Nie ma jednak obowiązkowej wizyty inspektora przed otwarciem salonu – to raczej kontrole wyrywkowe lub interwencyjne.
Dlatego to na Tobie spoczywa odpowiedzialność, by od początku urządzić salon zgodnie z zasadami higieny. Co jest kluczowe? Czystość narzędzi i powierzchni – sterylizacja lub jednorazowe przybory (np. sterylizator kulkowy, autoklaw do narzędzi, jednorazowe pilniki, igły itp.). Dezynfekcja: obowiązkowo środki do dezynfekcji rąk, stanowisk, narzędzi (spirytus, Barbicide, itp.). W salonie kosmetycznym powinien być dostęp do umywalki z ciepłą wodą, mydłem i środkiem dezynfekującym.
Wyposażenie i przepisy: Nie ma szczegółowej „instrukcji” od państwa, co musi być w gabinecie kosmetycznym, ale warto kierować się zdrowym rozsądkiem i standardami branżowymi. Europejska norma I.S. EN 17226 (dobrowolna norma dla salonów beauty) podaje wytyczne m.in. dot. higieny: używanie rękawiczek jednorazowych przy zabiegach naruszających ciągłość skóry, właściwe przechowywanie kosmetyków, procedury utylizacji odpadów. W Irlandii np. zużyte igły (przy mikroigłowaniu, makijażu permanentnym) powinny być wyrzucane do specjalnego pojemnika na odpady medyczne (tzw. sharps container) i utylizowane przez specjalistyczną firmę. To samo dotyczy zużytych ostrzy (np. do brzytwy) czy innych potencjalnie skażonych materiałów.
Przy otwieraniu salonu nie musisz zdobywać osobnej zgody sanitarnej, ale warto skontaktować się z lokalnym urzędem (Environmental Health Office) dla pewności, czy potrzebna jest jakaś rejestracja działalności. W niektórych hrabstwach może być wymóg zgłoszenia np. studia tatuażu czy miejsca, gdzie wykonuje się akupunkturę, do lokalnej władzy – by mogli Cię wpisać do rejestru i ewentualnie skontrolować. Ogólnie jednak dla standardowego salonu fryzjersko-kosmetycznego nie ma takiego obowiązku.
Kontrole: Jeśli pojawi się inspektor HSE lub HSA, na co zwróci uwagę? Zwykle na:
Irlandia jest generalnie przyjazna przedsiębiorcom i inspekcje nie szukają dziury w całym – jeśli działasz rozsądnie, to prawdopodobnie nigdy nie będziesz mieć problemów. Jednak w razie rażących naruszeń (np. wybuchnie ognisko zakażeń grzybicą od pedicure, albo ktoś zgłosi poważne skaleczenie i brak higieny), inspektorzy mają prawo nawet nakazać wstrzymanie działalności do czasu poprawy warunków. Dlatego dbajmy o higienę nie tylko z troski o klienta, ale i by spać spokojnie.
Szkolenia z pierwszej pomocy i BHP: Choć nieobowiązkowe, warto je odbyć. Udzielenie pierwszej pomocy (np. w przypadku reakcje alergicznej klientki czy zasłabnięcia) to cenna umiejętność. HSA organizuje szkolenia i wydaje materiały – dobrze mieć w salonie apteczkę i procedurę na wypadek np. skaleczenia klienta (odkażenie, założenie opatrunku, udokumentowanie zdarzenia).
💼 Dla pracownika: Pamiętaj, że to także Twoja odpowiedzialność dbać o higienę stanowiska. Irlandzkie klientki są przyzwyczajone, że pilniczek jest nowy lub wysterylizowany, a ręczniki świeżo wyprane. Nie zdziw się, jeśli klientka zapyta, czy igła do microbladingu jest jednorazowa – po prostu pokaż jej, że otwierasz sterylne opakowanie. Tak buduje się zaufanie.
🏢 Dla pracodawcy: Wyszkol personel z procedur sanitarnych. Nawet najzdolniejsza stylistka rzęs musi wiedzieć, jak bezpiecznie utylizować zużyte waciki czy aplikatory (np. w specjalnym zamkniętym koszu na odpady skażone). Sporządź wewnętrzny regulamin higieny salonu i trzymaj się go – ułatwi Ci to również wdrożenie nowych osób.
📈 Dla przedsiębiorcy: Już na etapie projektu salonu zaplanuj kwestie higieny: płytki łatwe do mycia, oddzielny zlew do mycia narzędzi, szafa na czyste ręczniki i pojemnik na brudne do prania, dobra wentylacja. Zainwestuj w autoklaw lub umów się z pobliską kliniką na sterylizację narzędzi – profesjonalizm w tej kwestii wyróżni Cię i zapewni spokój przy ewentualnej kontroli.
W niektórych krajach (np. we Włoszech czy w Niemczech) istnieją izby rzemieślnicze czy cechy fryzjerskie, do których przynależność bywa wymagana albo bardzo powszechna. W Irlandii nie ma obowiązkowych izb rzemieślniczych dla branży beauty. Nie musisz więc zapisywać się do żadnej izby fryzjerów ani stowarzyszenia kosmetyczek, aby legalnie pracować czy prowadzić salon.
Istniały organizacje branżowe, takie jak Hair and Beauty Industry Confederation (HABIC), która w latach 2019–2023 zrzeszała profesjonalistów i walczyła o ich interesy. Jednak HABIC ogłosiło zakończenie działalności w 2023 roku (m.in. z powodu braku wystarczającego wsparcia finansowego branży). Mimo to działają pomniejsze stowarzyszenia, np. Irish Hairdressers Federation (IHF) dla branży fryzjerskiej czy Irish Spa Association. Członkostwo w nich jest dobrowolne, ale może dawać pewne korzyści: dostęp do szkoleń, zniżek u dostawców, informacji o trendach czy wspólne lobbowanie np. w sprawach podatkowych.
W praktyce wielu irlandzkich przedsiębiorców beauty nie należy do żadnej formalnej organizacji branżowej. Zamiast tego, salony chętnie korzystają z platform wymiany wiedzy (takich jak fora internetowe, grupy na Facebooku) oraz prywatnych firm oferujących certyfikacje jakości. Przykładowo, istnieje program akredytacji PHAB Standard, który ocenia standardy usług salonu i przyznaje gwiazdki jakości. Salony mogą dobrowolnie przystąpić do takiego audytu, by potem chwalić się odznaką jakości – to działa marketingowo, choć nie jest obowiązkiem.
Dla polskich specjalistów emigracja do Irlandii nie niesie konieczności wstępowania do żadnej izby. Warto jednak być na bieżąco z branżą: uczestniczyć w targach, szkoleniach, wydarzeniach integracyjnych. W Dublinie corocznie odbywają się targi typu Professional Beauty czy Irish Beauty Show, gdzie spotykają się profesjonaliści – to świetna okazja do networkingu. Można tam też spotkać stowarzyszenia branżowe i ewentualnie rozważyć dołączenie, jeśli oferują interesujące benefity.
Wyjątkiem od braku formalnych wymogów mogą być sytuacje, gdy starasz się o ubezpieczenie zawodowe (OC zawodowe). Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe oferują lepsze stawki dla członków uznanych organizacji. Np. członkostwo w IHF mogło zapewniać zniżkę na polisę odpowiedzialności cywilnej dla salonu fryzjerskiego. Ale nie jest to regułą – równie dobrze możesz dostać ubezpieczenie jako indywidualna firma.
Podsumowując: nie ma obowiązkowych członkostw dla kosmetyczek czy fryzjerów w Irlandii. Możesz działać samodzielnie. Jednak warto utrzymywać kontakty w środowisku – czy to poprzez dobrowolne stowarzyszenia, czy chociażby grupy Polonii beauty (o czym więcej w sekcji Polonia i networking). Wspólnota branżowa da Ci wsparcie i poczucie, że nie jesteś sama w zmaganiach z irlandzkimi realiami.
💼 Dla pracownika: Nie musisz zapisywać się do żadnego oficjalnego spisu kosmetyczek. Skup się na dołączeniu do społeczności branżowych online. W Irlandii są grupy Facebookowe dla stylistów, warto też śledzić profile Irish Beauty na Instagramie – często publikują oferty pracy i nowinki.
🏢 Dla pracodawcy: Rozważ członkostwo w Irish Hairdressers Federation lub podobnej organizacji, jeśli działasz w fryzjerstwie. IHF oferuje np. doradztwo prawne dla salonów, szkolenia z zarządzania czy konkursy branżowe (możesz zdobyć tytuł Salon Roku w ich konkursie). To inwestycja w renomę i rozwój.
📈 Dla przedsiębiorcy: Jeśli planujesz rozwijać biznes i sieć kontaktów, uczestnicz w wydarzeniach branżowych. Nawet bez obowiązku izbowego, networking z innymi właścicielami salonów (np. przy kawie na targach) może zaowocować cennymi poradami lub nawet współpracą (np. wspólne zamówienia produktów hurtowo taniej).
Przechodzimy do konkretów biznesowych. Jeśli myślisz o otwarciu salonu w Irlandii lub chcesz działać jako freelancer (np. mobilna kosmetyczka), musisz wybrać formę działalności. Na szczęście Irlandia ma dość prosty i przyjazny system. Dostępne opcje to m.in. sole trader (jednoosobowa działalność gospodarcza), partnership (spółka osobowa) lub company (spółka kapitałowa, najczęściej Limited – Ltd).
Jednoosobowa działalność (Sole Trader): To odpowiednik polskiej działalności gospodarczej osoby fizycznej. Najprostsza forma – rejestrujesz się na swoje nazwisko i działasz. W Irlandii, żeby zostać sole traderem, wystarczy zgłosić się do Urzędu Skarbowego (Revenue). Robisz to przez formularz TR1 (dla osób fizycznych) – podajesz swoje dane, opis działalności i prosisz o rejestrację na cele podatku dochodowego i ewentualnie VAT. Nie ma opłaty za taką rejestrację podatkową. Jeśli chcesz prowadzić salon pod własnym nazwiskiem, to w zasadzie tyle formalności.
Jeżeli jednak chcesz używać nazwy biznesowej (np. „Beauty by Anna”), która nie zawiera Twojego nazwiska, musisz zarejestrować tę nazwę w CRO (Companies Registration Office). To tzw. Business Name Registration. Procedura jest prosta: składasz formularz RBN1 (dla osoby fizycznej) i opłacasz drobną opłatę (20 € online lub 40 € w formie papierowej). Rejestracja nazwy nie tworzy spółki, ale zabezpiecza unikalność nazwy na terenie Irlandii. Po rejestracji dostajesz certyfikat z CRO i możesz posługiwać się oficjalnie nazwą salonu.
Spółka Limited (LTD): To odpowiednik polskiej sp. z o.o. Wymaga nieco więcej zachodu – musisz zarejestrować spółkę w CRO, co kosztuje standardowo 50 € (przy elektronicznej rejestracji). Potrzeba co najmniej jednego dyrektora (może być nim Polak rezydent w Irlandii) i adresu w Irlandii. Zalety spółki: ograniczona odpowiedzialność (chroni Twój prywatny majątek) i łatwiej o pewne kwestie (np. większe kontrakty, leasing). Wady: więcej biurokracji – sprawozdania roczne do CRO, księgowość, możliwe koszty obsługi księgowej. Dla małego salonu jednoosobowego spółka LTD zwykle nie jest potrzebna; wiele salonów działa latami jako sole trader. Natomiast jeśli planujesz większy biznes, z pracownikami i poważnymi inwestycjami, LTD może być sensowne.
Partnership (spółka osobowa): Jeśli otwierasz salon z koleżanką czy partnerem biznesowym, możecie działać jako partnership – to de facto dwie (lub więcej) osoby jako wspólny sole trader. Rejestrujecie się razem do podatków (formularz TR1 dla partnership i TR2 dla spółki). Każdy wspólnik płaci podatek od swojej części zysku. Trzeba zarejestrować nazwę spółki w CRO (RBN1A dla spółki). Partnership ma sens, gdy obie osoby chcą współprowadzić biznes bez tworzenia spółki LTD – to tańsze, ale wadą jest, że każdy wspólnik odpowiada majątkiem za całość zobowiązań (solidarna odpowiedzialność).
Polacy w Irlandii – status prawny: Jako obywatelka Polski (UE) masz prawo do pobytu i pracy w Irlandii bez dodatkowych pozwoleń. Nie potrzebujesz wizy pracowniczej ani pozwolenia na pobyt – wystarczy ważny dowód osobisty lub paszport. Po przyjeździe warto dopełnić kilku formalności: najważniejsza to uzyskanie PPS Number (Personal Public Service Number). PPS to odpowiednik numeru PESEL/NIP – służy do systemu podatkowego i ubezpieczeń społecznych. Wyrobisz go w lokalnym Intreo Centre (urząd pracy i opieki społecznej) – musisz umówić wizytę, przedstawić dokument tożsamości i dowód adresu w Irlandii (np. umowa najmu lub rachunek na Twoje nazwisko). PPS jest potrzebny, aby legalnie otrzymywać wypłatę czy zarejestrować działalność gospodarczą.
Drugą kwestią jest ewentualna rejestracja pobytu. W Irlandii nie ma obowiązku meldunkowego jak w niektórych krajach UE. Jeśli jednak planujesz zostać dłużej niż 3 miesiące, zgodnie z prawem UE powinnaś spełniać warunki pobytu (pracować, prowadzić biznes lub mieć środki i ubezpieczenie). Irlandia nie wymaga od obywateli UE żadnego pozwolenia ani karty pobytu – po prostu jesteś i tyle. Warto natomiast otworzyć konto bankowe w irlandzkim banku (do wpływów z tytułu pracy/działalności) oraz jeśli planujesz firmę – zgłosić się do Revenue po numer podatkowy (TRN – Tax Reference Number, który dla osób fizycznych jest po prostu Twoim PPS, a dla spółek generowany osobno).
Zatrudnienie jako pracownik: Jeśli wolisz pracować na etat/umowę w czyimś salonie, sprawa jest prosta – Twój przyszły pracodawca po prostu Cię zatrudnia, a Ty dostarczasz mu swój PPS. Musisz też podpisać formularz Starter Checklist (dawniej P45/P46) dla Revenue, byś dostała odpowiednie ulgi podatkowe. Pracując na etat masz prawo do minimalnej płacy (ok. 11,30 € brutto/godz w 2023, 12,00 € w 2024 i zapowiedziane dalsze podwyżki – rząd planuje dojść do 80% mediany krajowej), płatnego urlopu (minimum 20 dni rocznie przy pełnym etacie) i innych świadczeń pracowniczych jak wszyscy pracownicy w Irlandii.
Zatrudnienie na samozatrudnieniu (kontrakt B2B): Część salonów może proponować Ci współpracę jako „self-employed contractor”, czyli zamiast umowy o pracę – samodzielna działalność i faktura. W Irlandii jest to rzadziej spotykane niż w Polsce, bo przepisy są surowe wobec udawania samozatrudnienia (tzw. bogus self-employment). Jeśli pracujesz jak etatowiec (masz ustalone godziny, szef dyktuje warunki), to powinnaś mieć etat. Niemniej, wynajem stanowiska (o czym w sekcji 15) lub praca na prowizji w formie B2B istnieje w branży fryzjerskiej i beauty, szczególnie gdy wynajmujesz fotel/stolik w czyimś salonie i działasz na własny rachunek.
💼 Dla pracownika: Jako Polka masz pełne prawo pracować w Irlandii – wykorzystaj to! Zadbać musisz tylko o PPS i konto bankowe. Gdy podpisujesz umowę o pracę, dopytaj o warunki: stawkę godzinową (czy spełnia wymogi minimum wage), urlop, ewentualne prowizje od sprzedaży produktów. Upewnij się, że pracodawca zgłosi Cię poprawnie do Revenue – wtedy będziesz płacić niższy podatek korzystając z ulg przysługujących rezydentom.
🏢 Dla pracodawcy: Zatrudniając pracownika z Polski, upewnij się, że ma PPS (jeśli nie – pomóż mu w procedurze, bo bez tego nie ustawisz go w payrollu). Jako pracodawca musisz zarejestrować się w Revenue jako employer (PAYE/PRSI) – to proste, online na koncie Revenue. Pamiętaj o obowiązku odprowadzania składek PRSI za pracownika i podatku PAYE. Ustal warunki na piśmie (choćby prosty kontrakt), bo w Irlandii po 2 miesiącach pracy pracownik musi dostać pisemne potwierdzenie warunków zatrudnienia.
📈 Dla przedsiębiorcy: Jeśli zakładasz własny biznes, raczej wystartuj jako sole trader. To najmniej skomplikowane – rozkręcisz salon, a ewentualną spółkę LTD założysz później, gdy biznes się rozrośnie. Zgłoś nazwę firmy w CRO (żeby nikt inny nie działał pod podobnym szyldem) i zarejestruj się w Revenue. Pamiętaj, że jako jednoosobowy przedsiębiorca odpowiadasz całym majątkiem – wykup dobre ubezpieczenie OC, by chronić się przed ewentualnymi roszczeniami (o ubezpieczeniu piszemy w dalszej części).
Nikt nie lubi podatków, ale trzeba je znać, by uniknąć kłopotów. Irlandzki system podatkowy różni się nieco od polskiego, ale jest dość przejrzysty. Omówimy najważniejsze: podatek dochodowy (Income Tax), ubezpieczenia społeczne (PRSI), powszechna opłata USC oraz VAT.
Podatek dochodowy (Income Tax): W Irlandii jest progresywny, dwustopniowy. Stawki na rok 2025 to:
Podane kwoty mogą co roku minimalnie rosnąć (rząd często podnosi band o 1000–2000 € w budżecie). Dzięki temu więcej dochodu łapie się na niższy podatek. Co ważne, w Irlandii każdy rezydent ma prawo do Credits – kwoty wolnej w formie ulg podatkowych. Podstawowy Personal Credit to 1775 € (w 2024 ma wzrosnąć do 1900 €), co w praktyce obniża Twój podatek należny. Nie zagłębiając się za bardzo: pracując na etacie, podatek dochodowy realnie poczujesz dopiero zarabiając sporo powyżej minimum, bo ulgi pokrywają podatek od pierwszych ok. 8–9 tys. € dochodu.
Jako przedsiębiorca (sole trader) podlegasz tym samym stawkom. Rozliczasz się rocznie (do 31 października nast. roku, elektronicznie do 15 listopada) składając zeznanie Form 11 i płacąc podatek samodzielnie. W pierwszym roku działalności płacisz podatek po jego zakończeniu, ale uwaga – w systemie irlandzkim jest mechanizm preliminary tax: musisz wpłacić zaliczkę na następny rok w wysokości 90% przewidywanego podatku lub 100% podatku z roku bieżącego. Trochę to skomplikowane, ale księgowy Cię przez to przeprowadzi. W praktyce planuj, że część dochodu trzeba odłożyć na podatek, by potem nie zabrakło.
Składki na ubezpieczenia społeczne (PRSI): W Irlandii nie ma tak rozbudowanego systemu jak ZUS, ale jest PRSI – Pay Related Social Insurance. Dla pracownika etatowego wynosi 4% pensji (potrącane z wypłaty) plus ok. 8,8% płaci pracodawca (dla pensji poniżej 441 €/tydz) lub 11,05% dla wyższych pensji – to Class A. Dla Ciebie jako pracodawcy to ważne – zatrudniając kogoś, dolicz do kosztów ~10% jego wypłaty w formie składek pracodawcy.
Jeśli jesteś samozatrudniona (sole trader), płacisz PRSI Class S – stałe 4% od dochodu, ale tylko gdy zarobisz powyżej 5000 € rocznie. Minimalna składka roczna wynosi 500 € (więc jak dochód mały, i tak zapłacisz 500). Składka Class S daje Ci prawo m.in. do emerytury państwowej (odprowadzając 20+ lat składki, nabędziesz prawo do proporcjonalnej emerytury) oraz zasiłku macierzyńskiego, ale nie daje prawa np. do zasiłku dla bezrobotnych (to różnica vs. pracownik). Ważne: PRSI opłaca się razem z podatkiem dochodowym w rocznym rozliczeniu – nie ma miesięcznych przelewów jak ZUS, co jest ulgą dla cashflow.
USC (Universal Social Charge): To dodatkowa danina wprowadzona kryzysowo, ale została na stałe. Stawki USC są niskie dla niskich dochodów, wyższe dla wyższych:
Dla osób samozatrudnionych z dochodem ponad 100 tys. € jest dodatkowa stawka 3% (czyli dochód ponad 100k obłożony efektywnie 11% USC). Brzmi skomplikowanie, ale większość drobnych przedsiębiorców zapłaci USC średnio 2–4% od swoich dochodów – wlicza się to w rozliczenie roczne. Pracownikom USC potrącane jest co płaca. Nie ma ulg jak przy podatku dochodowym – każdy płaci USC od pierwszego euro zarobku, chyba że rocznie zarobisz mniej niż ~13 000 € (wtedy jesteś zwolniona z USC).
VAT (podatek od towarów i usług): Standardowa stawka VAT w Irlandii to 23%. Usługi kosmetyczne i fryzjerskie generalnie podlegają VAT w stawce standardowej. ALE – i to ważne dla małych salonów – istnieje próg zwolnienia z VAT. Jeśli Twoje obroty roczne nie przekraczają 42 500 € (dla usług, od 2025), nie musisz rejestrować się jako płatnik VAT. W praktyce wiele jednoosobowych salonów i stylistek paznokci w Irlandii działa poniżej tego progu i fakturują bez VAT, co upraszcza sprawy (nie musisz doliczać VAT klientom, składać deklaracji kwartalnych etc.). Jeśli jednak przekroczysz próg – musisz zgłosić się do Revenue i od kolejnej sprzedaży doliczać VAT.
Co jeśli prowadzisz sprzedaż produktów w salonie? Próg VAT dla sprzedaży towarów jest wyższy (85 000 €). Ale uwaga – jeśli masz miks usług i towarów, a usługi stanowią >90% obrotu, stosujesz niższy próg 42 500 €. Gdy jesteś poniżej progu, możesz też dobrowolnie zarejestrować VAT (np. żeby odliczać VAT od zakupów wyposażenia). Jednak rejestrowanie się bez potrzeby rzadko ma sens – lepiej korzystać ze zwolnienia, chyba że obsługujesz głównie klientów biznesowych, którym i tak wszystko jedno (bo odliczą VAT). Dla klientów indywidualnych bycie poza VAT to niższe ceny brutto u Ciebie.
Kwestie płacenia podatków jako pracownik vs przedsiębiorca: Jeśli pracujesz na etat, podatki (Income Tax, USC) i PRSI odlicza za Ciebie pracodawca w systemie PAYE. Dostajesz wypłatę „na rękę” i nie musisz się martwić rozliczeniami rocznymi, chyba że chcesz np. odzyskać nadpłacony podatek przy wspólnym rozliczeniu z mężem czy odliczyć jakieś ulgowe rzeczy (np. koszty edukacji). Jako przedsiębiorca – musisz sama pilnować podatków. Warto zainwestować w księgowego albo chociaż używać oprogramowania do rozliczeń (np. płatne serwisy online). Mała firma zwykle raz w roku robi rozliczenie, ale musisz też co roku opłacać Preliminary Tax jak wspomnieliśmy. Nie ma comiesięcznych zaliczek (chyba że VAT, jeśli jesteś vatowcem, to co 2 miesiące lub kwartał).
Podatki lokalne: Jeżeli wynajmujesz lokal użytkowy, zwróć uwagę na Commercial Rates. To odpowiednik podatku od nieruchomości płaconego gminie. W umowie najmu często jest zapisane, czy płaci je właściciel, czy przerzuca na najemcę. Stawki zależą od lokalizacji i wielkości lokalu – mogą wynosić od kilkuset do kilku tysięcy € rocznie. Warto to ustalić z landlordem, by nie być zaskoczonym dodatkową fakturą od County Council.
Na szczęście nie ma tu czegoś takiego jak obowiązkowe składki zdrowotne – system opieki zdrowotnej finansowany jest z ogólnych podatków i PRSI, choć i tak wizyta u GP czy wykup leków jest częściowo płatna (brak bezpłatnej służby zdrowia jak w Polsce, ale to temat na inną rozmowę). Dla Ciebie jako przedsiębiorcy oznacza to, że nie płacisz osobnej składki zdrowotnej – tylko te 4% PRSI. Możesz jednak rozważyć prywatne ubezpieczenie medyczne, bo wiele osób w Irlandii je ma – ale to dobrowolne.
Podsumowanie liczb (2025):
💼 Dla pracownika: Upewnij się, że pracodawca odprowadza za Ciebie podatek i PRSI – możesz to sprawdzić na pasku płacowym (powinieneś go otrzymywać co tydzień lub miesiąc). Sprawdź też, czy zastosowano Twoje ulgi podatkowe – jeśli w pierwszych tygodniach pracy pobrano Ci dużo podatku (bo nie miałeś jeszcze PPS/ustawionych ulg), możesz odzyskać nadpłatę po uzupełnieniu danych w systemie Revenue (konto MyAccount).
🏢 Dla pracodawcy: Zaplanuj budżet salonu, uwzględniając tzw. koszty zatrudnienia. Pensja 2000 € brutto dla pracownika to ok. 2170–2220 € kosztu wraz z Twoim PRSI. Pamiętaj rozliczać PAYE/PRSI/USC miesięcznie poprzez system Revenue (pełna automatyzacja przez payroll software). Skorzystaj z ulg – np. jeśli zatrudniasz kogoś kto był długotrwale bezrobotny, możesz mieć ulgi w składkach (Program Employer PRSI Incentive).
📈 Dla przedsiębiorcy: Odkładaj co miesiąc część zarobku na podatek, aby uniknąć stresu przy rozliczeniu rocznym. Dobrym nawykiem jest odkładanie ~20-25% przychodu na osobne konto – to pokryje podatek, USC i PRSI. Jeśli masz prawo do jakichś ulg (np. Startup Relief – przez pierwsze 2 lata nowej firmy możesz płacić mniejszy podatek dochodowy do pewnej kwoty zysku, warto sprawdzić w Revenue aktualne zachęty), skorzystaj z nich. Nie bój się korzystać z usług księgowego – koszty księgowe wrzucisz w firmę, a zaoszczędzisz sobie błędów i nerwów.
Ile tak naprawdę potrzeba pieniędzy, by otworzyć salon kosmetyczny lub fryzjerski w Irlandii? Odpowiedź zależy od skali i standardu, ale spróbujmy oszacować dwa warianty: ekonomiczny start („lean”) i salon premium. Poniżej rozbijamy koszty na kluczowe kategorie w lokalnej walucie (euro) oraz podajemy orientacyjne równowartości w złotówkach (przy kursie 1 EUR ≈ 4,60 PLN). Pamiętaj, że ceny mogą się różnić w Dublinie (drożej) i w małych miasteczkach (taniej zwłaszcza najem).
Pozycja | Wariant “start lean” | Wariant “premium” |
---|---|---|
Depozyt i czynsz za lokal (np. 20–30 m²) | Dublin: depozyt 2 mies. + 1 mies. z góry ≈ 3 000 €; czynsz miesięczny ok. 1 500 € (mniejsze miasto: depozyt+czynsz ok. 1 500 €, czynsz 750 €) | Dublin centrum: depozyt + z góry ≈ 10 000 €; czynsz za lokal 60 m² nawet 4 000 € mies. (poza Dublinem: np. Cork 60 m² ~2 500 € mies.) |
Remont i wykończenie lokalu | Minimalny odświeżenie: malowanie, podstawowe prace – ok. 3 000 € (13 800 zł) | Generalny remont, designerski wystrój – 15 000–20 000 € (69–92 tys. zł) |
Wyposażenie stanowisk (meble, sprzęt) | 1 stanowisko fryzjerskie: fotel 300 €, lustro 150 €; 1 stanowisko kosmetyczne: łóżko 500 €, taboret 100 €; manicure: stolik 200 €, lampa UV 100 €; drobny sprzęt (frezarka 200 €, sterylizator 150 €) – razem ok. 2 000–3 000 € (9–14 tys. zł) przy polowaniu na promocje/ używane meble | Wysokiej klasy meble i sprzęt (np. elektrycznie regulowane łóżko kosmetyczne 2000 €, markowe fotele 1000 € szt., kombajn kosmetyczny 3000 €) – łatwo 20 000 € (92 tys. zł) i więcej |
Materiały i kosmetyki (startowy zapas) | Podstawowe produkty pracy: farby do włosów, maski, cleaner, lakiery do paznokci, henna, kremy do zabiegów twarzy itd. – startowo ok. 1 500 € (6 900 zł) | Pełna linia renomowanych kosmetyków do twarzy i ciała, szeroki wybór kolorów lakierów, itp. – 5 000 € (23 000 zł) lub więcej |
Ubezpieczenie salonu (rocznie) | Pakiet podstawowy OC działalności + ubezp. od zdarzeń losowych: ok. 300–500 € rocznie (1 400–2 300 zł) | Szersza polisa (wyższe sumy gwarancyjne OC, ubezpieczenie sprzętu, od przerwy w działalności) – ok. 1 000 € rocznie (4 600 zł) |
Licencje, pozwolenia | Zawody nieregulowane – brak opłat licencyjnych; rejestracja nazwy firmy 20 € (90 zł); drobne opłaty urzędowe ~50 € | Podobnie – brak dodatkowych kosztów; ewentualnie doradztwo prawne przy tworzeniu spółki LTD ~500 € (2 300 zł) jednorazowo |
Marketing i strona WWW (start) | Profil Facebook/Instagram (0 €), wizytówki 50 €, reklama lokalna ulotki 100 € – razem ~150 € (690 zł) | Profesjonalna strona internetowa z rezerwacją online 1000 €, logo i branding 500 €, kampania promocyjna otwarcia (billboard, influencerzy) 2000 € – razem ~3 500 € (16 100 zł) |
Suma inwestycji początkowej | ok. 10 000–12 000 € (46–55 tys. zł) – przy oszczędnym starcie w niedużym lokalu poza centrum, z używanym sprzętem | ok. 40 000–50 000 € (184–230 tys. zł) – salon premium w topowej lokalizacji |
Źródło: szacunki własne na podstawie cen rynkowych w Irlandii 2025.
Oczywiście można zacząć jeszcze taniej – np. pracując mobilnie z dojazdem do klientek (wtedy odpada koszt najmu lokalu, inwestujesz tylko w sprzęt przenośny i materiały) albo podnajmując fotel/stolik w istniejącym salonie (często zamiast czynszu płacisz procent od utargu lub stałą opłatę tygodniową, co bywa tańsze niż utrzymanie całego lokalu). Z drugiej strony, można też wydać więcej, jeśli planujesz od razu duży salon z kilkoma stanowiskami i zatrudnionym personelem – wtedy budżet może przekroczyć i 100 tys. €. W naszym zestawieniu chodziło o rząd wielkości dla małego biznesu.
Koszty bieżące prowadzenia salonu to głównie: czynsz (omówiony wyżej; pamiętaj też o mediach – prąd, gaz, woda: mały salon ~150–200 € mies., większy z pralkami, suszarkami do ręczników może 300 €+), wynagrodzenia pracowników (o stawkach w sekcji o pracy), zakup materiałów (będzie to kilka-kilkanaście procent obrotu, zależnie od specjalizacji – np. kosmetyczka zużyje więcej kosztownych ampułek, a fryzjer trochę tańszych farb), marketing (Facebook Ads, ulotki itp. – budżet wg uznania), księgowość (można samemu lub księgowy ~1000 € rocznie za ogarnięcie papierów), oraz podatki i ubezpieczenie.
Ubezpieczenie OC jest bardzo ważne – chroni Cię, gdyby klient doznał szkody (np. poparzenie przy zabiegu, reakcja alergiczna, poślizgnięcie na mokrej podłodze). Polisa na 300–500 tys. € sumy gwarancyjnej to minimum. Ceny ubezpieczeń dla branży beauty w Irlandii zaczynają się już od ~200 € rocznie dla pojedynczej mobilnej kosmetyczki, a dla salonu stacjonarnego z personelem ~400 € wzwyż. Warto porównać oferty kilku brokerów (np. „salon insurance Ireland” – są dedykowane pakiety). Niektóre polisy oferują też ubezpieczenie sprzętu od zniszczenia/kradzieży czy OC pracodawcy (Employer’s Liability) jeśli masz personel.
Na koniec pamiętaj, że prawie wszystkie wydatki biznesowe możesz wliczyć w koszty firmy, obniżając swój dochód do opodatkowania. Inwestycje w wyposażenie rozlicza się jako amortyzację (zwykle 12,5% rocznie przez 8 lat w Irlandii dla sprzętu), ale mniejsze rzeczy, materiały eksploatacyjne idą od razu w koszty. Dobrze jest zachować faktury za wszystko – od farb do włosów po ekspres do kawy dla klientów – bo to legalnie pomniejszy Twój podatek.
💼 Dla pracownika: Świadomość kosztów otwarcia salonu uświadamia, dlaczego czasem pracodawcy ostrożnie podchodzą do podwyżek. Sprzęt, czynsze – to wszystko drogie. Jeśli jednak myślisz w przyszłości o własnym gabinecie, już teraz zacznij odkładać drobne kwoty i inwestować w swój zestaw narzędzi (np. własne dobre nożyczki fryzjerskie, pędzle do makijażu). Własny sprzęt przyda Ci się na start i może być atutem w negocjacjach o pracę (pokazujesz, że jesteś profesjonalistką z własnymi narzędziami).
🏢 Dla pracodawcy: Sporządź szczegółowy kosztorys przed startem – i dodaj 20% rezerwy na nieprzewidziane wydatki. W trakcie remontu zawsze coś wyjdzie (np. trzeba dodatkowo podciągnąć instalację hydrauliczną pod myjnię fryzjerską). Staraj się negocjować z dostawcami – przy większych zamówieniach (meble, urządzenia) można uzyskać rabaty lub gratisy. Warto też szukać sprzętu z drugiej ręki – np. zamykany salon sprzedaje wyposażenie – można upolować okazje i zaoszczędzić sporo pieniędzy.
📈 Dla przedsiębiorcy: Jeśli brakuje Ci funduszy na start, sprawdź opcje dofinansowania. Lokalny Local Enterprise Office (LEO) czasem oferuje tzw. Priming Grant dla start-upów (do 50% kosztów, max kilkanaście tys. €, choć priorytet mają firmy innowacyjne i tworzące zatrudnienie – standardowy salon może nie kwalifikować się łatwo, ale warto popytać). Dostępny jest też Trading Online Voucher – do 2500 € dofinansowania na zbudowanie strony internetowej z systemem rezerwacji. Poza tym, można rozważyć niskooprocentowane pożyczki dla mikroprzedsiębiorstw (np. Microfinance Ireland). Pamiętaj: inwestycja w salon to duży koszt, ale dobrze zaplanowana szybko zacznie się zwracać wraz z rosnącą bazą klientów.
Wynajem lokalu to często największy comiesięczny koszt salonu. Ceny w Irlandii potrafią przyprawić o zawrót głowy, zwłaszcza w Dublinie. Zróbmy przegląd: ile kosztuje wynajęcie miejsca na Twój salon w różnych zakątkach Zielonej Wyspy.
Dublin: Stolica jest najdroższa. W ścisłym centrum (Dublin 1, Dublin 2) mały lokal 15–20 m² potrafi kosztować 1500–2000 € miesięcznie. Przykładowo, ogłoszenie z 2025 roku: gabinet 15 m² w Dublinie 8 oferowany za 600 € miesięcznie – to okazja, bo standardowe stawki w dzielnicach o dużym ruchu pieszym (np. Dublin 7 Stoneybatter lub Dublin 15 Blanchardstown) za 30 m² to ok. 1200–1500 € miesięcznie. Im bardziej prestiżowa ulica handlowa (np. Grafton Street, Wicklow Street), tym drożej – tam lokalu 50–100 m² potrafią sięgać 3000–5000 €+ miesięcznie czynszu.
W Dublinie dochodzą też opłaty serwisowe w centrach handlowych – jeśli wynajmujesz unit w centrum, płacisz za sprzątanie części wspólnych, ochronę etc. Np. mały lokalik w centrum handlowym na przedmieściach może mieć czynsz 1000 € + service charge 200 €. Poza centrami handlowymi zazwyczaj płacisz tylko czynsz + media.
Cork, Limerick, Galway (duże miasta regionalne): Ceny niższe niż Dublin o ok. 20–30%. W Cork centrum lokal 30 m² można znaleźć za ~1000 € mies., na obrzeżach miasta 500–700 €. Galway bywa drogie ze względu na turystykę – w sezonie letnim salony tam mają pełne ręce roboty dzięki turystom z USA i Europy, więc i czynsze np. przy Shop Street są wysokie (mały lokal 800–1200 €). Limerick, Waterford – tu może być taniej, rzędu 600–800 € za 30–40 m² w centrum.
Małe miejscowości: Tu rynek jest bardzo różny – w niektórych miasteczkach lokal po sklepie czy banku stoi pusty miesiącami, więc właściciele są skłonni negocjować. Przykładowo, w miasteczku 5-10 tys. mieszkańców, lokalik 20 m² znajdziesz nawet za 300–400 € miesięcznie. Oczywiście, to nie będzie topowa lokalizacja przy głównej ulicy handlowej (choć w małych miasteczkach często niewielka konkurencja pozwala i na głównej ulicy dostać lokal za kilkaset euro). W hrabstwach jak Mayo, Donegal, Kerry – generalnie poza aglomeracjami – koszty najmu są niskie. Znajdziesz też ogłoszenia podnajmu pokoju w istniejącym salonie (np. kosmetyczka podnajmie pokój u fryzjera) za 100–200 € tygodniowo w mniejszych miejscowościach.
Depozyty i warunki najmu: Standardem jest kaucja (depozyt) w wysokości 2–3 miesięcznych czynszów. Często płatny jest też czynsz z góry za pierwszy miesiąc. Umowy najmu lokali komercyjnych zazwyczaj podpisuje się na określony okres (np. 4 lata 9 miesięcy – to popularny okres omijający pewne wymogi prawne) lub na czas nieokreślony z okresem wypowiedzenia. Warto negocjować „rent-free period” – czyli np. pierwszy miesiąc lub dwa bez czynszu na remont i rozkręcenie biznesu. W Irlandii to dość powszechne, zwłaszcza gdy lokal wymaga odświeżenia – landlord może zgodzić się na niepłacenie czynszu przez X tygodni w zamian za to, że Ty go odnowisz.
Co wpływa na wysokość czynszu? Lokalizacja (miasto, ulica, ciąg handlowy vs. boczna uliczka), stan lokalu (wykończony „pod klucz” z witryną vs. surowy do remontu), wielkość i czy posiada udogodnienia (np. zaplecze z wodą, WC, czy musisz sama doprowadzać instalacje). Czasem lokale są oferowane w systemie „shell & core” – czyli gołe ściany, a Ty robisz całą resztę; są tańsze, ale inwestujesz więcej na start. Lokale po innym salonie fryzjerskim/beauty mogą już mieć np. przyłącza pod myjkę fryzjerską, kabinę kosmetyczną – warto polować na takie okazje, bo oszczędzasz na adaptacji.
Przykładowe stawki z 2025:
Wynajem to obszar, gdzie warto skorzystać z usług agenta nieruchomości komercyjnych lub dobrze przeanalizować umowę. Pamiętaj, by sprawdzić, czy czynsz jest netto czy brutto (czasem w ogłoszeniach podawana kwota netto, do której dolicza się VAT 23% – dotyczy to głównie wynajmu gdy właściciel jest vatowcem; wynajem nieruchomości sam w sobie może być zwolniony z VAT, ale niektórzy właściciele wybierają opodatkowanie, aby odliczać sobie VAT od kosztów). Zapytaj też, kto płaci za utrzymanie budynku (czy jest service charge), no i za prąd/gaz oczywiście płacisz Ty według liczników.
Alternatywa: coworking beauty? Pojawiają się w dużych miastach koncepty typu salon suites – przestrzenie podzielone na prywatne gabinety, które wynajmujesz na miesiąc lub nawet na dzień. W Irlandii to jeszcze raczkuje (bardziej popularne np. w USA). Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by np. kilka Polek w Irlandii zrzuciło się razem i wynajęło wspólnie większy lokal, dzieląc koszty. Wtedy każda ma swój pokój/stanowisko, a płacicie proporcjonalnie czynsz i rachunki – to sposób, by mieć lepszą lokalizację za ułamek ceny (współdzielone koszty).
💼 Dla pracownika: Jeśli planujesz przeprowadzkę do innego miasta za pracą, pamiętaj, że wysokie czynsze dotyczą nie tylko lokali usługowych, ale i mieszkań. W Dublinie wynajem pokoju to 600–800 € mies., kawalerki 1300 €+. W mniejszych miastach ~30% taniej. Warto negocjując pensję w salonie wziąć pod uwagę lokalizację – praca w stolicy powinna dawać nieco wyższą płacę, by zrekompensować droższe życie.
🏢 Dla pracodawcy: Budując markę salonu, wybierz najlepszą lokalizację na jaką Cię stać, ale nie przeceniaj się. Czasem lepiej zacząć w tańszej bocznej uliczce i wyrobić renomę, niż od razu pakować się w luksusowy lokal, którego czynsz Cię przytłoczy. Twoje klientki i tak będą Cię szukać, jeśli masz dobrą opinię – a wiele z nich przyjedzie autem, więc parking i dogodny dojazd mogą być ważniejsze niż prestiżowy adres.
📈 Dla przedsiębiorcy: Zanim podpiszesz umowę najmu, przejdź się po okolicy i zrób własne footfall survey – ile potencjalnych klientek przechodzi obok w godzinie? Czy w pobliżu są konkurencyjne salony? Czasem lokal koło ruchliwego supermarketu, choć mniej „glamour”, wygeneruje więcej spontanicznych klientek niż elegancki salon na cichej uliczce. Weź też pod uwagę demografię – okolica z młodymi profesjonalistami to klientki na paznokcie i rzęsy, a dzielnica starszych ludzi może bardziej potrzebować fryzjera klasycznego czy podologa.
Czas na konkrety cenowe. Poniżej zestawiamy orientacyjne ceny najpopularniejszych usług beauty w Irlandii, z podziałem na duże miasto (na przykładzie Dublina) oraz mniejszą miejscowość. Ceny podane w euro, w nawiasie przybliżona kwota w PLN. Dane pochodzą z cenników salonów i platform rezerwacyjnych z 2025 roku. Pamiętaj, że to widełki – salony premium mogą być droższe, a początkujące freelancerki oferować niższe stawki.
Usługa | Duże miasto (Dublin) | Mała miejscowość | Uwagi |
---|---|---|---|
Strzyżenie damskie + modelowanie | 50–70 € (230–320 zł) | 30–45 € (140–205 zł) | Włosy długie drożej; topowe salony w Dublinie nawet 80–100 € |
Strzyżenie męskie | 20–30 € (92–138 zł) | 15–20 € (69–92 zł) | Barber w Dublinie średnio 25 €; małe miasta często 15 € |
Koloryzacja włosy średnie (jednolity kolor) | 80–100 € (368–460 zł) | 60–80 € (276–368 zł) | Wraz z cięciem: w Dublinie ~130–150 € pakiet; odrost taniej ~50–60 € |
Balayage / pasemka (pełna głowa) | 120–170 € (552–782 zł) | 90–120 € (414–552 zł) | W Dublinie często +cięcie w cenie ~150–180 €; region ~100 € |
Manicure klasyczny (bez malowania) | 25–30 € (115–138 zł) | 20–25 € (92–115 zł) | |
Manicure hybrydowy (Shellac) | 35–45 € (161–207 zł) | 25–35 € (115–161 zł) | Zdejmowanie poprzedniej hybrydy czasem +5–10 € |
Pedicure (pełny, z malowaniem) | 45–60 € (207–276 zł) | 30–45 € (138–207 zł) | SPA pedicure w Dublinie nawet 70–90 € |
Stylizacja rzęs 1:1 (pełna aplikacja) | 60–80 € (276–368 zł) | 45–60 € (207–276 zł) | Uzupełnienie ~40–50 € w mieście |
Przedłużanie rzęs objętościowe (2-3D) | 80–100 € (368–460 zł) | 60–80 € (276–368 zł) | Metody mega volume (5-6D) nawet 120 € w top salonach |
Regulacja brwi + henna | 15–20 € (69–92 zł) | 10–15 € (46–69 zł) | Threading (nitkowanie) często w tej cenie w mieście |
Laminacja brwi (z koloryzacją) | 40–50 € (184–230 zł) | 30–40 € (138–184 zł) | |
Makijaż dzienny/okazjonalny | 50–70 € (230–320 zł) | 40–50 € (184–230 zł) | Makijaż ślubny drożej: 80–100 € z dojazdem |
Masaż relaksacyjny (60 min) | 70–90 € (322–414 zł) | 50–70 € (230–322 zł) | W spa hotelowych w Dublinie nawet 120 € |
Pełna depilacja bikini (Hollywood wax) | 35–50 € (161–230 zł) | 25–35 € (115–161 zł) | Wosk lycon może być +5 € do ceny |
Depilacja łydek woskiem | 20–25 € (92–115 zł) | 15–20 € (69–92 zł) | Całe nogi ~40 € miasto, ~30 € prowincja |
Zabieg oczyszczania twarzy (60 min) | 70–100 € (322–460 zł) | 50–70 € (230–322 zł) | Zależy od kosmetyków – zabiegi z kwasami/ampułkami drożej |
Mikrodermabrazja (twarz) | 60–80 € (276–368 zł) | 45–60 € (207–276 zł) | Często w pakiecie z maską/ampułką jako pełny zabieg facial ~100 € |
Źródło: cenniki salonów (Dublin: Salon 42, Fresha; region: przykładowe salony w Meath, Mayo) – stan na 2025.
Jak widać, ceny usług beauty w Irlandii są wyższe niż w Polsce – nieraz 2-3 razy. Wynika to z wyższych kosztów prowadzenia biznesu (czynsze, płace) oraz z siły nabywczej klientów. Dla polskiej kosmetyczki czy fryzjera oznacza to potencjalnie lepsze zarobki, ale i klientki mają swoje oczekiwania. Wysoka cena idzie w parze z oczekiwaniem wysokiej jakości obsługi.
Warto też zauważyć, że cenniki w Irlandii często podają zakresy lub „od X €”. Szczególnie w usługach fryzjerskich – cena zależy od długości i gęstości włosów, zużycia produktu, czasu pracy. Podobnie paznokcie: zdobienia czy french mogą być extra płatne. Masaże – czasem podają cenę za 30 min/60 min. Dlatego klientki są przyzwyczajone, że ostateczna cena może być ustalona po konsultacji w salonie.
Napiwki: Irlandczycy zostawiają napiwki w salonach beauty, choć nie jest to tak sztywna zasada jak np. w USA. W hair & beauty przyjęte jest zostawić ok. 5–10% jeśli jesteś zadowolona. Np. przy rachunku 50 € za fryzjera, wiele osób zaokrągla do 55 €. Dla pracowników to miły dodatek – warto o tym pamiętać obsługując klientów, by podziękować za tip. Pamiętaj, że napiwki w gotówce należą się w całości pracownikowi, a te płacone kartą też powinny trafić do personelu (w 2023 w Irlandii wprowadzono prawo zobowiązujące pracodawców do dystrybuowania napiwków bez potrąceń, z ewidencją).
💼 Dla pracownika: Zapoznaj się z lokalnym poziomem cen, żebyś wiedziała, jak wyceniać swoją pracę. Jeśli np. potrafisz zrobić laminację brwi, a Twój salon tego nie oferuje, podsuwając pomysł szefowi możesz zwiększyć swoje godziny pracy i zarobki (skoro klientki płacą 50 € za laminację, to warto wprowadzić ją do oferty). Pamiętaj też o takcie – nie komentuj przy klientach, że w Polsce coś kosztuje ułamek tej ceny. Dla nich te irlandzkie ceny są normalne, a dyskutowanie o tym może podkopać postrzeganą wartość usługi.
🏢 Dla pracodawcy: Analizuj cenniki konkurencji w okolicy. Irlandzkie klientki są dość lojalne, ale nowe klientki często porównują ceny online. Jeśli masz wyższą cenę, zadbaj, by komunikować jakość (np. najlepsze produkty, wyróżnienia). Z kolei unikaj bycia najtańszym – to może budzić podejrzenia co do jakości. Lepiej konkurować wartościowym pakietem (np. „manicure + pedicure combo w cenie X, taniej o 10%”) niż samą niższą ceną jednostkową.
📈 Dla przedsiębiorcy: Ustalając ceny, licz lokalne koszty. Częsty błąd Polaków – przeliczać z złotówek („w Polsce biorę 100 zł za usługę, to tu 20 € starczy”). Tymczasem 20 € w Irlandii może nie pokryć Twoich kosztów. Policz: materiały + czas pracy + udział kosztów stałych + marża. Jeśli farba i kosmetyki do zabiegu kosztują Ci 5 €, godzina Twojego czasu jest warta np. 15 € (bo tyle byś zarobiła u kogoś) a godzina czynszu i reszty kosztów to kolejne 5 €, to już masz 25 € kosztu. Dołóż zysk i stawkę za markę – wyjdzie np. 40 €. Nie bój się ustawić cen rynkowych – jeśli będziesz za tania, klientów może to wręcz odstraszyć, a Ty będziesz się zaharowywać bez godnego zysku.
Irlandzkie klientki (i klienci) mają swoje ulubione zabiegi. Częściowo pokrywają się one z trendami globalnymi, ale warto wiedzieć, co cieszy się największym popytem, bo to często oznacza dobrą opłacalność dla Ciebie jako usługodawcy. Oto lista top usług w Irlandii i krótka analiza ich rentowności:
Generalnie, opłacalność usług beauty w Irlandii jest wysoka, ale warunkiem jest odpowiednie obłożenie klientami. Stałe koszty (czynsz, płace) są duże, więc musisz mieć ruch, by się to kalkulowało. Wiele salonów pracuje np. 6 dni w tygodniu po 10h dziennie – bo w tych godzinach generują przychód, który pokrywa koszty nie tylko bezpośrednie ale i ogólne. Widać też trend łączenia usług, by klient zostawił więcej za wizytę: np. pakiety „hair + nails” czy „brows + lashes” w jednej wizycie, co zwiększa wartość koszyka.
W odniesieniu do polskich realiów – czas pracy i intensywność jest podobna, ale w Irlandii za tę samą pracę dostajesz wielokrotnie więcej pieniędzy. Trzeba jednak pamiętać, że i Twoja stawka godzinowa jako specjalistki jest wyższa (bo musisz się utrzymać w droższym kraju). O tym więcej w kolejnej sekcji o zarobkach vs kosztach życia.
Porównajmy, jak ma się przeciętna wypłata czy dochód w irlandzkim salonie do codziennych kosztów życia, i jak to wygląda na tle Polski. To ważne, bo same wysokie kwoty nic nie znaczą, jeśli wszystko drogie – istotna jest siła nabywcza.
Zarobki pracowników salonów: Jak wspomniano, średnia stawka kosmetyczki/fryzjerki w Irlandii to ok. 15 € na godzinę. Pracując pełen etat (40h tygodniowo), brutto daje to 600 € tygodniowo, około 2 500 € miesięcznie. Na rękę (po podatkach) wyjdzie ok. 2 200 € (przy uwzględnieniu ulg i składek). Czy da się z tego żyć? Tak, choć kokosów nie ma – wynajem pokoju w Dublinie to 700 €, dojazdy i jedzenie 400 €, inne wydatki 300–400 € – sumarycznie ok. 1 500 € znika na podstawy. Zostaje ~700 € na przyjemności lub oszczędności. To porównywalnie jak zarobki np. nauczyciela czy recepcjonistki. Jeśli natomiast jako stylistka rzęs masz własną działalność i obsługujesz np. 4 klientki dziennie po 60 €, pracując 20 dni w miesiącu – przychód 4 800 €, koszty powiedzmy 1 000 €, zostaje 3 800 € brutto, czyli po podatkach np. 3 000 € na rękę. To już bardzo wygodne pieniądze (jak na Irlandię, to powyżej średniej krajowej).
Koszty życia w Irlandii: Główne wydatki to mieszkanie, transport, jedzenie. Średnio: – Mieszkanie: pokój 600–800 €, kawalerka 1200–1600 € (Dublin górne widełki, prowincja dolne). – Rachunki: prąd 50–100 €, gaz 50 €, internet 40 € (miesięcznie). – Jedzenie: zakupy spożywcze dla 1 osoby ~250–300 € mies., obiad na mieście 15 €, kawa 3–4 €. – Transport: miesięczny bilet Dublin 140 €, paliwo droższe niż w PL (1,7 €+/l), ubezpieczenie auta młodego kierowcy nawet 100 € mies. – Inne: wizyta u lekarza GP 60 €, piwo w pubie 6 €.
W efekcie, żyjąc oszczędnie w Dublinie, singlem, można zamknąć wydatki w ~1 800–2 000 €. W mniejszych miastach w 1 500 €. Rodzina (np. para z dzieckiem) – to już sporo wyższe koszty, ale i dochody zwykle łączą. Dla porównania, w Polsce kosmetyczka na etacie często zarabia ~3 500 zł netto (czyli ~750 €), przy kosztach życia np. 2 500 zł. W Irlandii zarobisz 3–4 razy więcej euro, ale koszty masz ~3 razy wyższe w euro niż złotówek w Polsce. Oznacza to, że poziom życia może być odczuwalnie lepszy, choć nie automatycznie luksusowy. Wielu Polaków docenia jednak np. możliwość odłożenia oszczędności – z pensji w Irlandii łatwiej odłożyć np. 500 € (2,3 tys. zł) miesięcznie, co w Polsce przy niskich zarobkach bywa niemożliwe.
Prowadzenie własnego salonu – dochody: Tu rozbieżność jest duża: od niewielkich (freelancerka ledwo wyrabiająca na koszty) po świetne (dobrze prosperujący salon z kilkoma pracownikami). Przyjrzyjmy się scenariuszom: – Mała jednoosobowa działalność: załóżmy masz 3 klientki dziennie na większe zabiegi (np. fryzjerka robi 1 kolor, 2 strzyżenia) i 2 mniejsze (np. brwi). Dzienny utarg powiedzmy 300 €. Miesięcznie (przy 22 dniach) 6 600 €. Koszty (czynsz 1 000, ZUS/PRSI+podatek powiedzmy 1 500, materiały 500, inne 500) = 3 500 €. Zostaje ~3 100 € netto dla Ciebie. To przyzwoity dochód jak na samozatrudnioną. W przeliczeniu ~14 000 zł – w Polsce osiągalne tylko dla top stylistek w Warszawie. – Większy salon z pracownikami: Powiedzmy masz 3 fotelowy salon fryzjerski + kosmetyczka. Obroty miesięczne np. 20 000 €. Koszty: pensje pracowników (3 * 2 000 € = 6 000), czynsz 2 500, koszty materiałów 2 000, marketing i inne 500, podatki od firmy 1 000 – razem ok. 12 000 €. Zysk brutto 8 000 €, po podatku ~6 000 €. Dla właściciela zostaje ta kwota (o ile sam też strzyże i jest wśród tych pensji, to jego wypłata jest w kosztach). 6k € net to już top 10% zarobków w Irlandii. Oczywiście, by taki utarg mieć, musisz zbudować renomę i bazę klientów – to przykład prosperującego biznesu.
Plusem prowadzenia biznesu w Irlandii jest stosunkowo wysoka skłonność klientów do wydawania pieniędzy na siebie. W Polsce w mniejszych miastach wiele osób tnie wydatki na kosmetyczkę, bo to „luksus”. W Irlandii nawet ludzie o średnich dochodach regularnie chodzą na fryzjera, manicure czy zabiegi, traktując to jako normę, nie fanaberię. Dzięki temu masz szerszą bazę potencjalnych klientów i stabilniejszy przychód. Dodatkowo, społeczeństwo jest wielonarodowościowe – np. Polki mieszkające w Irlandii często chodzą do polskich stylistek paznokci, a jest ich tysiące. Turyści również mogą skorzystać (np. manicure last minute przed eventem, masaż po długim locie – zwłaszcza w Dublinie bywa sporo takich klientów).
Gdzie żyje się lepiej – Polska vs Irlandia w branży beauty? Finansowo, czysto licząc dochody i koszty, wiele osób ocenia, że w Irlandii zostaje im w kieszeni więcej „nadwyżki” niż w Polsce na analogicznym stanowisku. Przykładowo, kosmetyczka w Polsce może po opłatach mieć 500 zł, a w Irlandii jej odpowiedniczka 500 €. To czyni różnicę w możliwości np. wyjazdu na wakacje, kupna sprzętu, odkładania na własne M. Z drugiej strony, koszty usług i towarów w Irlandii są wysokie – np. wizyta u dentysty to 100 €, fryzjer męski 20+ €, ubrania markowe droższe niż w PL, itd. Więc pewne rzeczy bardziej opłaca się kupować w Polsce (Polonia często lata do kraju na leczenie zębów czy większe zakupy).
Warto podkreślić także aspekt komfortu pracy. Irlandzkie prawo pracy i kultura często zapewniają lepsze warunki: płatny urlop, przerwy, brak wielogodzinnych nadgodzin bez płacy (jak to bywa w PL). Klienci są generalnie mili i doceniają Twój talent – co wpływa na satysfakcję z pracy. To też składa się na jakość życia, nie tylko czysta pensja.
Przed otwarciem salonu warto przekuć powyższe dane w konkretny plan finansowy. Przygotujemy dwa uproszczone modele 12-miesięcznego biznesu: dla wariantu „start lean” w małym mieście oraz „salon premium” w Dublinie. Zobaczymy, jaki musisz osiągnąć obrót, by wyjść na zero (break-even), jaka jest marża zysku i jak wrażliwy jest biznes na wahania obłożenia czy cen.
Salon „Start Lean” (małe miasto) | Salon „Premium” (Dublin) | |
---|---|---|
Założenia | 1 osoba (właściciel) świadczy usługi beauty (mix: paznokcie, rzęsy, fryzjerstwo). Pracuje 5 dni/tyg x 8h. Lokal 20 m² w mieście 10k mieszkańców. | 4 osobowy zespół (właściciel + 3 pracowników). Usługi pełen zakres (włosy, kosmetyka, nails). Lokal 60 m² w Dublin 15 (dzielnica mieszkalno-biznesowa). |
Przychody miesięczne | Obłożenie 60% (ok. 5 klientek dziennie). Śr. paragon 40 €. Miesięczny utarg = 54022 dni = 4 400 € | Obłożenie 70% (ok. 20 klientek dziennie łącznie). Śr. paragon 60 €. Miesięczny utarg = 206026 dni = 31 200 € |
– z tego usługi fryzjerskie | 40% (1 760 €) | 30% (9 360 €) |
– z tego usługi kosmetyczne/paznokcie | 60% (2 640 €) | 70% (21 840 €) |
Koszty stałe miesięczne | Czynsz lokalu: 700 € Media (prąd, woda): 150 € Telefon/Internet: 50 € Marketing: 50 € Ubezpieczenie: 40 € Księgowość: 80 € Razem stałe: 1 070 € | Czynsz lokalu: 3 000 € Media: 300 € Marketing: 300 € (reklamy, promo) Ubezpieczenie: 80 € Leasing wyposażenia: 200 € Księgowość i admin: 200 € Pos software/abonament rezerwacji: 100 € Razem stałe: 3 . 3 ERROR
|
Salon „Start Lean” (małe miasto) | Salon „Premium” (Dublin) | |
---|---|---|
Założenia | 1 osoba (właścicielka) świadczy usługi (paznokcie, rzęsy, podstawowe fryzjerstwo). Praca 5 dni/tyg, 8h dziennie. Lokal 20 m² w miasteczku ok. 10 tys. mieszkańców. | Zespół 4-osobowy (właściciel + 3 pracowników). Pełen zakres usług (włosy, kosmetyka, paznokcie). Lokal 60 m² w dzielnicy Dublina. |
Przychody miesięczne | Obłożenie ~60% (ok. 5 klientek dziennie). Średni paragon 40 €. Miesięczny utarg ≈ 5×40€×22 dni = 4 400 €. | Obłożenie ~70% (ok. 20 klientek dziennie łącznie). Średni paragon 60 €. Miesięczny utarg ≈ 20×60€×26 dni = 31 200 €. |
– w tym usługi fryzjerskie | 40% (1 760 €) | 30% (9 360 €) |
– w tym usługi kosmetyczne/paznokcie | 60% (2 640 €) | 70% (21 840 €) |
Koszty stałe miesięczne | Czynsz lokalu: 700 € Media (prąd, woda): 150 € Telefon/Internet: 50 € Marketing: 50 € Ubezpieczenie: 40 € Księgowość: 80 € Razem stałe: 1 070 € | Czynsz lokalu: 3 000 € Media: 300 € Marketing: 300 € Ubezpieczenie: 80 € Leasing sprzętu: 200 € Księgowość/administracja: 200 € System rezerwacji online: 100 € Razem stałe: 4 180 € |
Koszty zmienne miesięczne | Materiały (kosmetyki, produkty): 10% przychodu ≈ 440 € Zużycie narzędzi/serwis: 50 € Razem zmienne: ~490 € | Materiały: 10% przychodu ≈ 3 120 € Wynagrodzenia pracowników: 3×2 000 € = 6 000 € (brutto) Prowizje od sprzedaży itp.: 300 € Zużycie/serwis sprzętu: 150 € Razem zmienne: ~9 570 € |
Suma kosztów mies. | ~1 560 € | ~13 750 € |
Zysk brutto (mies.) | Przychód 4 400 € – koszty 1 560 € = ~2 840 € | Przychód 31 200 € – koszty 13 750 € = ~17 450 € |
Marża zysku brutto | ~65% | ~56% |
Break-even (próg rentowności) | Przychód ok. 1 560 €/mies. (ok. 39 klientek × 40 €) pokrywa koszty | Przychód ok. 13 750 €/mies. (ok. 230 klientek × 60 €) pokrywa koszty |
Zwrot inwestycji (ROI) | Inwestycja pocz. 10 000 € spłaca się z zysku ~2 840 €/mies. w ≈ 4 mc | Inwestycja pocz. 50 000 € spłaca się z zysku ~17 450 €/mies. w ≈ 3 mc |
Uwaga: powyższe liczby to model teoretyczny. Pokazują, że nawet mały jednoosobowy salon może generować zysk (ok. 2 800 € miesięcznie w naszym modelu „lean”), ale kluczowe jest osiągnięcie pewnego obrotu – w tym wypadku break-even to tylko 1 560 € przychodu, co przy cenach 40 € oznacza zaledwie ~10 klientów tygodniowo. To dość niski próg, więc łatwo go przekroczyć i zarabiać na czysto. Z kolei w salonie premium koszty stałe i zmienne są wysokie (głównie pensje i czynsz), stąd próg rentowności to aż 13 750 € przychodu. Trzeba obsłużyć ok. 230 klientek miesięcznie, co przy zespole 4-osobowym jest realne (to ok. 3 klientki na osobę dziennie). Jednak jeśli spadnie obłożenie lub ceny, salon może odczuć spadek zysku bardziej dotkliwie.
Czułość modelu (analiza „what if” ±10%):
Wnioski? Mały, jednoosobowy biznes może być bardzo opłacalny procentowo i bezpieczniejszy w tym sensie, że koszty stałe są niskie. W razie mniejszego popytu łatwiej ograniczyć wydatki (np. wynająć mniejszy lokal lub działać z domu). Natomiast większy salon daje potencjał dużych zarobków absolutnie, ale wymaga ciągłego wysokiego obłożenia i dobrego zarządzania kosztami, zwłaszcza wynagrodzeniami. Dlatego ważne jest kontrolowanie kluczowych wskaźników: ile klientek na pracownika, jaki średni rachunek, jakie jest wykorzystanie czasu pracy. Pomocne może być oprogramowanie do zarządzania salonem – generuje raporty i pokaże np. które usługi przynoszą najwięcej utargu, a które można promować.
Na tym przykładzie widać też, że inwestycje mogą się zwracać szybko, jeśli biznes „chwyci”. Oczywiście w praktyce warto zakładać bardziej konserwatywnie – nasz model pomija podatki dochodowe od zysku (które właściciel zapłaci) oraz ewentualne nieprzewidziane koszty. Niemniej, branża beauty w Irlandii oferuje zdrowe marże, często wyższe niż wiele innych małych biznesów. Dla porównania restauracje czy sklepy detaliczne często mają marże kilku-kilkunastu procent, a tu mamy kilkadziesiąt.
Najważniejsze jest, by przed startem zrobić własny biznesplan: policzyć realistycznie spodziewany ruch klientów (lepiej ostrożniej, np. założyć 50% obłożenia na start i rosnące z czasem), uwzględnić sezonowość (np. słabszy letni miesiąc) i mieć poduszkę finansową. Dzięki temu unikniesz stresu, a Twój salon będzie miał solidne podstawy finansowe.
Język to klucz do serca klienta – a także do jego portfela. Dobra wiadomość: w Irlandii językiem codziennym i biznesowym jest angielski, który zapewne znasz przynajmniej na poziomie komunikatywnym. Irlandzki język gaeilge (irlandzki gaelicki) jest językiem urzędowym, ale używa go na co dzień mniejszość (głównie w niektórych regionach zachodnich, tzw. Gaeltacht). W branży beauty nie musisz znać gaelickiego – wszyscy klienci mówią po angielsku, choć czasem z charakterystycznym irlandzkim akcentem.
Czy angielski „na poziomie kosmetyczki” wystarczy? Zasadniczo tak. Musisz umieć przeprowadzić konsultację, zrozumieć życzenia klientki, opisać zabieg, poradzić produkty do pielęgnacji. Klientki często pytają: „What do you recommend for my dry skin?” – warto umieć odpowiedzieć. Warto nauczyć się fachowego słownictwa: cuticles (skórki przy paznokciach), split ends (rozdwojone końcówki), exfoliation (złuszczanie), reddening (zaczerwienienie) itp. Ale nawet jeśli Twój angielski nie jest perfekcyjny gramatycznie, Irlandczycy są wyrozumiali i przyzwyczajeni do akcentów – ważne, by się uśmiechać, być uprzejmym i starać komunikować jasno.
Obsługa klienta w Irlandii uchodzi za bardzo przyjazną i swobodną. W salonie beauty często panuje luźna atmosfera: rozmowy o pogodzie, o planach na weekend, komplementy. Irlandczycy słyną z gadatliwości i humoru – tzw. „banter”. Klientka może zagadywać Cię o prywatne sprawy (np. „Skąd jesteś? Polska? O, znam jedną Anię z Polski!”). Warto brać udział w tej pogawędce – to buduje relację. Nawet jeśli w Polsce byłaś przyzwyczajona pracować w ciszy, tutaj small talk jest normą. Punktualność: Irlandczycy są w miarę punktualni, ale z lekkim przymrużeniem oka. 5-10 minut spóźnienia to nie dramat, choć oczywiście profesjonalnie jest zaczynać o czasie. Ty także powinnaś być gotowa o umówionej godzinie, ale przygotuj się, że niektórzy klienci mogą się spóźnić. Wielu salonach stosuje się SMS-y przypominające o wizycie dzień wcześniej, by ograniczyć „no-show”.
Forma zwracania się: Tutaj jest raczej nieformalnie. Mówimy sobie po imieniu, uśmiechamy się. Dojrzałą klientkę możesz nazwać „dear” albo „love” – Irlandczycy często tak serdecznie się zwracają (np. „Would you like a cup of tea, love?” – to nie jest poufałość romantyczna, tylko styl bycia). Oczywiście wyczuj klienta – z reguły dystans jest mniejszy niż w Polsce, szybko przechodzi się na luźny ton. Jako Polka możesz uchodzić za nieco bardziej bezpośrednią, co bywa zaletą („O, jesteś konkretna, to dobrze” – powiedzą). Byle zawsze z uśmiechem i szacunkiem.
Standardy grzeczności: Irlandczycy dużo przepraszają i dziękują. „Sorry” usłyszysz na okrągło (np. klient mówi „Sorry, could you move the chair a bit?” – nie dlatego, że coś zrobiłaś źle, po prostu to wtrącenie). Też warto używać „sorry” i „thanks” często. Np. „Sorry, can I ask you to tilt your head?” albo „Thanks a million, have a lovely day!” na koniec wizyty. Napiwki i komplementy: Jeśli klient jest zadowolony, często powie to głośno („I absolutely love my nails, thank you so much!”) – odpowiedz, że to przyjemność i że cieszysz się, że się podoba. Możesz dodać, że zapraszasz ponownie. Uprzejmość jest trochę inna niż polska – mniej formalna, ale bardzo serdeczna.
Co z barierami kulturowymi? Polacy czasem uchodzą za zbyt poważnych lub chłodnych. W Irlandii warto więcej się uśmiechać, nawet do obcych. Kiedy nowa klientka przychodzi, zagaić: „Hiya, how are you today?” (to zdanie-klucz, nie oczekuje szczegółowej odpowiedzi, to forma przywitania – można odpowiedzieć po prostu „I’m good, thanks, and you?”). W trakcie obsługi pytaj o komfort: „Is the water temperature okay for you?” (przy myciu włosów), „Let me know if it’s too hot or uncomfortable”. Te zwroty pokazują empatię i profesjonalizm.
Angielski branżowy szybko podłapiesz, pracując. Jeśli masz wątpliwości, jak coś powiedzieć – śmiało zapytaj koleżanki z pracy lub nawet klientki: „How do you call… I want to explain…”. Irlandczycy są pomocni i często z ciekawością podpytają, jak coś jest po polsku. Możesz więc uczyć się wzajemnie – to buduje fajną atmosferę.
Podsumowując: język angielski jest konieczny, ale nie musisz być perfekt. Ważne, by być komunikatywną, otwartą i chętną do rozmowy. Z czasem złapiesz idiomy (np. „I’m grand” znaczy „W porządku u mnie”), lokalne powiedzonka i poczujesz się pewniej. A klientki docenią Twoją pracę i osobowość bardziej niż akcent czy drobne błędy językowe.
💼 Dla pracownika: Jeśli nie czujesz się pewnie w angielskim, rozważ krótkie kursy języka – wiele szkół w Irlandii oferuje wieczorowe zajęcia dla obcokrajowców, gdzie podszlifujesz konwersację. Zapisz sobie też w notesie przydatne branżowe zwroty i ich wymowę (np. „How are you finding the length of your nails? Do you want them shorter?”). Praktyka czyni mistrza – po kilku miesiącach obsługi klientek Twój angielski „beauty” będzie o niebo lepszy niż na starcie.
🏢 Dla pracodawcy: Jeśli zatrudniasz polski personel, zachęcaj ich do mówienia po angielsku nawet między sobą na terenie salonu, gdy są klienci. Klient czuje się wtedy bardziej komfortowo (nie martwi się, że coś „gadają o nim”). Możesz też zainwestować w szkolenie z obsługi klienta po angielsku – np. gotowe e-learningi lub sesje z native speakerem od odgrywania scenek. To podniesie poziom obsługi w Twoim salonie.
📈 Dla przedsiębiorcy: Dwujęzyczność to atut. Jeśli celujesz w polską Polonię i lokalnych, możesz przygotować materiały w obu językach – np. posty na Facebooku po polsku i angielsku. Ale przede wszystkim zadbaj o anglojęzyczną widoczność (strona www po angielsku, personel odbierający telefon mówiący płynnie po angielsku). Możesz też wprowadzić smaczki kulturowe – np. w dzień św. Patryka przywitaj klientów po irlandzku „Dia dhuit” (czyt. „Djia guit” – znaczy „dzień dobry” po gaelicku) jako ciekawostkę, oni to odbiorą z uśmiechem, że się starasz.
Wiele polskich specjalistek zaczyna od zatrudnienia się u kogoś, zanim ewentualnie otworzą własny salon. Jak wygląda praca kosmetyczki czy fryzjera w Irlandii? Przyjrzyjmy się stawkom, umowom i temu, jak taką pracę znaleźć.
Stawki godzinowe i zarobki: Jak wspomnieliśmy, przeciętna stawka dla kosmetyczki/beauty therapist w Irlandii to ok. 15 € na godzinę. W Dublinie trochę więcej (15,5 €), poza Dublinem troszkę mniej (14–15 €). To stawki brutto. Minimalna płaca krajowa wynosi 11,30 € (2023) i rośnie do 12,70 € (plan na 2025), więc branża beauty zwykle płaci nieco powyżej minimum, ale szału nie ma – na starcie często dostaniesz ok. 12–13 €/h. Lepsze salony, wymagające doświadczenia, oferują 15–17 € za godzinę. Np. sieć drogerii Superdrug dla swoich brow barów płaci 17,55 €/h (to już bardzo dobra stawka jak na kosmetykę). Fryzjerzy mogą zarabiać podobnie, choć top stylistom z klientelą płaci się i 20–25 € za godzinę, zwłaszcza jak prowadzą szkolenia. Często do podstawy dochodzą premie/prowizje: np. % od utargu powyżej jakiegoś progu, albo mały procent od sprzedaży kosmetyków retail. Bywa też system „bonusu” za rebooking (np. dostaniesz 2 € za każdą klientkę, która od razu zapisze się na kolejną wizytę).
Pamiętajmy o napiwkach – one mogą znacząco podnieść realny dochód. W niektórych salonach pracownicy potrafią wyciągnąć 100–200 € tygodniowo w tipach, jeśli obsługują dużo klientów (zwłaszcza fryzjerzy i masażystki, bo tam częściej się daje napiwek). Napiwki w gotówce zazwyczaj lądują od razu w Twojej kieszeni (nieopodatkowane praktycznie), napiwki kartą – szef powinien wypłacić (zwykle dolicza do pensji lub rozdziela raz na tydzień/miesiąc).
Warunki zatrudnienia i umowy: Większość normalnych salonów zatrudnia na podstawie umowy o pracę (contract of employment). Standardem jest okres próbny (np. 6 miesięcy). Masz prawo do urlopu 4 tygodnie rocznie (liczone proporcjonalnie; często grafik jest elastyczny, ale urlopy planuje się z wyprzedzeniem). Godziny pracy – zależy od salonu: niektóre działają wt-sobota, inne pon-niedziela z rotacją zmian. Wiele salonów oferuje ściśle określony grafik, ale bywa też tak, że pracujesz na część etatu, np. 3 dni w tygodniu, a resztę jesteś „mobile” – to do uzgodnienia. Płatność najczęściej co tydzień lub co miesiąc przelewem, wraz z payslipem (paskiem). W Irlandii nie funkcjonuje coś takiego jak „umowa zlecenie” – jest etat albo samozatrudnienie. Jeśli więc ktoś Ci zaproponuje „pracę na cash, bez umowy” – lepiej uważać, bo to nielegalne i pozbawia Cię ochrony socjalnej. Czasem jednak stylistki wynajmujące krzesło rozliczają się jak podwykonawcy – to inny model (omówiony w sekcji o wynajmie stanowiska).
Wymagania od pracowników: Przede wszystkim umiejętności praktyczne. Salony zazwyczaj oczekują min. 2-letniego doświadczenia albo formalnych kwalifikacji (NVQ Level 2/3, CIDESCO itp.). Polskie technikum kosmetyczne czy szkoła fryzjerska jest jak najbardziej honorowana – dobrze mieć przetłumaczone świadectwo/dyplom. Przy rekrutacji często trzeba zrobić tzw. trade test – próbny zabieg. Np. fryzjerkę poproszą o wykonanie cięcia i stylizacji modelki, kosmetyczkę o zrobienie manicure hybrydowego czy makijażu próbnego. To decyduje o przyjęciu. Język angielski – musisz się dogadać z klientem, więc minimum B1/B2 jest wskazane. Jeśli Twój angielski jest podstawowy, może być trudno w obsłudze klienta frontem – chyba że trafisz do polskiego salonu obsługującego głównie Polonie (są i takie). W etnicznych polskich salonach bywa, że pracuje się po polsku w zespole i połowa klientek to Polki – wtedy bariera językowa mniej przeszkadza, ale i tak komunikatywny angielski warto mieć.
Sposoby poszukiwania pracy:
Przykładowe ogłoszenie o pracę: Poniżej zamieszczamy mini-ogłoszenie, jakie można spotkać – po angielsku i z tłumaczeniem na polski, byś wiedziała, jakiego słownictwa się spodziewać.
Beauty Therapist – Dublin 14
Join our team of skilled professionals at Glow Beauty Salon. We are looking for an experienced Beauty Therapist to provide a range of treatments (facials, waxing, nails). Must-have: minimum 2 years experience, good English, customer-oriented attitude. We offer a 40-hour week, €15/hour + bonuses, continuous training, and a friendly work environment.
To apply, send your CV to info@glowsalon.ie. Start date: ASAP.
Location: Dundrum, Dublin 14.Polskie tłumaczenie (ważne dla Ciebie, klient otrzymuje tylko wersję angielską): Poszukujemy kosmetyczki do naszego salonu w Dublinie (Dundrum). Wymagane minimum 2 lata doświadczenia i komunikatywny angielski. Oferujemy pełen etat, stawkę 15 €/h + premie, szkolenia i przyjazną atmosferę. Aplikacje (CV) proszę wysyłać na e-mail.
W powyższym ogłoszeniu widzisz typowe wymagania: doświadczenie, angielski, podejście do klienta. Warunki: pełen etat, stawka, benefity (szkolenia, miła atmosfera – to akurat standardowa formułka).
Główne kanały rekrutacji w skrócie: oficjalne portale (Indeed, Jobs.ie), Facebook (grupy branżowe), poczta pantoflowa. Pamiętaj też o LinkedIn – w Irlandii jest popularny, choć w beauty mniej. Ale jeśli masz np. profil masażystki czy stylistki, może Cię ktoś znaleźć.
Przygotowanie do aplikacji: CV najlepiej zrób po angielsku, z wyeksponowaniem umiejętności (np. „Manicure – advanced, Acrylic nails, Russian lashes, Haircutting classic and creative, Balayage coloring”). Dodaj referencje, jeśli masz (nawet po polsku – Irlandczyk raczej nie zadzwoni do Polski, ale doceni, że masz list polecający). Portfolio – Instagram lub folder ze zdjęciami „przed i po” bardzo pomoże uwiarygodnić Twoje zdolności. W mailu motywacyjnym napisz kilka zdań o sobie, czemu chcesz tam pracować i że jesteś gotowa rozwijać się.
Wymiar czasu pracy: Wiele salonów oferuje elastyczne godziny, część etatu itd. Jeśli np. jesteś mamą i potrzebujesz 3 dni w tygodniu – mów o tym otwarcie, często da się to ustalić. Salony potrzebują rąk do pracy szczególnie w czwartki/piątki/soboty (największy ruch), więc czasem grafik jest tak ustawiony, że np. poniedziałki luźniejsze lub wolne, a weekend intensywny. Zapytaj na rozmowie, jak wygląda harmonogram.
Prawa pracownika: Pamiętaj, że jako pracownik masz swoje prawa – minimalne stawki, płatny urlop, przerwy (15 min przy 4+ h pracy, 30 min przy 6+ h – zwykle niepłatna przerwa obiadowa), prawo do bezpiecznych warunków. Jeśli coś jest nie tak (np. brak wypłaty na czas, brak urlopu), możesz zgłosić się do Workplace Relations Commission (WRC) po poradę lub interwencję. Ale mam nadzieję, że trafisz na dobrego pracodawcę i nie będzie takiej potrzeby.
💼 Dla pracownika: Szukając pracy, nie zniechęcaj się, jeśli od razu nie dostaniesz super stawki. Czasem warto zacząć od trochę niższego pułapu, by zdobyć lokalne doświadczenie i referencje – po roku możesz wynegocjować więcej lub przenieść się do lepszego salonu z mocnym CV. W międzyczasie buduj swoje portfolio klientek (poproś zadowolone panie o recenzje na Google/Facebook – nowy pracodawca też to doceni).
🏢 Dla pracodawcy: Polscy pracownicy słyną z solidnej pracy – doceniaj to. Dawaj feedback (Irlandczycy może mniej wprost krytykują – ale jako polski szef, nie bój się konstruktywnie wskazać, co poprawić, byle życzliwie). Rozważ system motywacyjny – np. premie od obrotu, bony na produkty – zmotywowany pracownik zostanie z Tobą dłużej.
📈 Dla przedsiębiorcy: Jeśli nie jesteś jeszcze gotowa na własny salon, praca na etat w irlandzkim salonie to świetna lekcja realiów rynku. Potraktuj to jak „staż menedżerski” – obserwuj, jak prowadzony jest biznes, jak rozmawia się z klientami, jak rozwiązuje reklamacje. Zapisuj pomysły co byś robiła inaczej/u siebie. To bezcenne, bo uczysz się na cudzych błędach i sukcesach, mając jednocześnie stały dochód.
Oprócz klasycznego etatu czy własnego salonu, w Irlandii popularny jest model pośredni: wynajem stanowiska (chair/room rental) oraz praca mobilna (z dojazdem do klienta). Jak to wygląda w praktyce?
Wynajem stanowiska (chair rental): Dotyczy głównie fryzjerów i stylistek paznokci/rzęs. Salon udostępnia Ci fotel / biurko / gabinet, a Ty prowadzisz tam własną działalność i płacisz właścicielowi albo stały czynsz, albo % od swoich utargów. W ten sposób salon zapełnia przestrzeń, a Ty masz niezależność bez wielkich kosztów stałych.
Typowe stawki: w Dublinie wynajem fotela fryzjerskiego to ok. 150–250 € tygodniowo (zależnie od lokalizacji i tego, czy klientki są zapewniane przez salon). W ogłoszeniu z Facebooka (Artane, Dublin 5) była mowa o 180 € tygodniowo + depozyt za pierwszy i ostatni tydzień. Wynajem pokoju kosmetycznego może kosztować 100–200 € tygodniowo poza Dublinem, do 300 € w centrum Dublina (jeśli to np. gabinet w luksusowym spa to i więcej). Czasem spotkasz model prowizyjny: np. płacisz 30% od utargu dla właściciela salonu, reszta Twoja. To dobre na start, bo jak masz mało klientów, to i koszt niski – ale jak się rozkręcisz, bardziej opłaca się stały czynsz.
Zasady takiej współpracy najlepiej spisać w umowie: co dokładnie dostajesz (stanowisko, dostęp do recepcji, zapisów, może wspólna karta płatnicza?), w jakich godzinach możesz działać, czy Twoi klienci mogą rezerwować przez recepcję, jak dzielone są napiwki jeśli obsługa wspólna itd. Ty jesteś formalnie samozatrudniona – musisz mieć własne ubezpieczenie OC, płacić podatek sama. Ale w wielu przypadkach taki układ jest bardzo korzystny – unikasz dużego ryzyka, od razu masz lokal i często przepływ klientów z ulicy.
Z punktu widzenia klienta, często nawet nie wie, że fryzjerka jest „na swoim” w cudzym salonie – płaci w recepcji normalnie. Dla klientki to bez różnicy, ważne że dostanie usługę. Natomiast rozliczenia wewnętrzne to już Wasza kwestia.
Plusy wynajmu stanowiska: Niski próg wejścia (np. 600–800 € miesięcznie kosztów zamiast paru tysięcy), elastyczność (jesteś sobie szefem – byle Twój grafik pasował do godzin otwarcia salonu), często gotowe miejsce i wyposażenie (nie musisz kupować fotela, myjki – korzystasz z tego co jest, czasem za drobną opłatą ekstra za zużycie produktów salonu). Minusy: Nie budujesz własnej marki miejsca – pracujesz pod szyldem czyjegoś salonu. Bywa, że warunki zmieniają się, np. salon nagle Ci wypowiada miejsce bo zatrudni etatowca. Dlatego dobrze mieć dobrą relację z właścicielem i umowę z okresem wypowiedzenia.
Usługi mobilne (dojazd do klienta): Sporo Polek w Irlandii działa jako mobilne fryzjerki czy kosmetyczki, zwłaszcza w segmencie ślubnym (czesanie, makijaż) i wśród polskiej społeczności (np. jeździ do domów robić paznokcie czy rzęsy dziewczynom, które wolą w domu). To model o bardzo niskich kosztach stałych – nie płacisz czynszu, tylko dojazdy. Musisz mieć samochód lub dobrze rozplanowane dojazdy komunikacją (po Dublinie autobusem dojedziesz, ale z kufrem sprzętu to niewygodne; auto bardzo się przydaje). W mobilnej pracy wyceniasz nie tylko sam zabieg, ale i dojazd/czas dojazdu. Często stosuje się strefy: np. do 5 km gratis, dalej dopłata 5–10 €. Albo ustala minimalną wartość zamówienia, żeby opłacało Ci się ruszyć (np. „dojazd gratis przy minimum 50 € zamówienia”).
Realistycznie: mobilna kosmetyczka przy dobrym ułożeniu grafiku obsłuży max 5 klientek dziennie (bo traci czas między nimi). Dlatego częściej to model łączony – np. trzy dni w tygodniu pracujesz w czyimś salonie, a dwa dni mobilnie dorabiasz dojazdami do swoich własnych klientów. Albo pracujesz mobilnie wieczorami/ w weekendy tylko na specjalne okazje (śluby, grupy panieńskie, domowe spa party). Mobilne usługi są szczególnie chodliwe wśród klientek, które mają małe dzieci (trudno im wyjść do salonu) albo osób starszych (np. mobilne fryzjerki do seniorów). Możesz też złapać niszę w stylu „fryzjerka męska z dojazdem do biura” – w Dublinie przed pandemią były firmy zamawiające barberów do biur dla pracowników, teraz to rzadziej, ale kto wie.
Koszty mobilnej działalności: Paliwo (drogie: np. 1,70 € za litr benzyny), amortyzacja auta, ewentualnie opłaty parkingowe w mieście. Ubezpieczenie auta powinno uwzględniać użytek biznesowy (business use) – warto to zgłosić do ubezpieczyciela, bo zwykłe prywatne może nie pokryć w razie czego. Sprzęt: musisz mieć mobilny zestaw – np. składane krzesło do makeupu, przenośną lampę do paznokci, kufer na kosmetyki. Trzeba też bardzo dbać o higienę – warunki domowe są różne, zawsze używaj jednorazówek, podkładów, rękawiczek gdy trzeba. Czasami mobilne usługi są droższe o 10–20% od salonowych z racji wygody klienta – nie krępuj się wyceniać odpowiednio.
Perspektywy: Wynajem stanowiska to świetny sposób na rozwój własnej bazy klientów i przejście „na swoje” bez kapitału. Jeśli masz dryg przedsiębiorczy, możesz tak pracować latami, dobrze zarabiając, a później np. otworzyć swój lokal gdy uzbierasz fundusze i masz już markę. Z kolei praca mobilna daje mega elastyczność (Ty dyktujesz kiedy i kogo przyjmujesz), ale bywa męcząca fizycznie (jeżdżenie, taszczenie sprzętu). Wielu ludzi łączy te modele: np. wynajmujesz stolik w salonie 3 dni/tydz, a 2 dni obsługujesz klientów mobilnie – dzięki temu masz i bazę w salonie (łatwiej nowych pozyskać z ulicy) i dodatkowe zlecenia z polecenia.
💼 Dla pracownika: Jeśli etat Ci nie odpowiada, ale nie chcesz pełnego ryzyka własnego salonu – porozmawiaj z szefem o opcji wynajmu stanowiska. Czasem formalnie rozstajecie się jako pracownik-pracodawca i zaczynacie współpracę B2B. Musisz wtedy założyć działalność, ale możesz zarabiać więcej, bo np. zamiast pensji 12 €/h, płacisz tylko „fotelowe” i reszta utargu Twoja (co może dać efektywnie 20 €/h zarobku). Ważne: potrzebujesz samodyscypliny, by odłożyć na podatek i ZUS, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.
🏢 Dla pracodawcy: Wynajem stanowisk to sposób na obniżenie kosztów (nie płacisz pensji, a dostajesz czynsz od freelancerów). Ale uważaj – prawo pracy nie lubi maskowania stosunku pracy samozatrudnieniem. Jeśli narzucasz takim osobom grafiki, zasady jak pracownikom etatowym, mogą domagać się uznania za pracowników. Dlatego przy chair rental dawaj wolność: niech sami ustalają godziny (w ramach otwarcia salonu) i ceny swoich usług (choć warto zgrubnie zsynchronizować cennik, by klienci nie byli zdezorientowani różnicami cen w jednym salonie).
📈 Dla przedsiębiorcy: Zanim otworzysz własny salon, rozważ model „inkubatora”: wynajmij przestrzeń w istniejącym salonie. Zbudujesz bazę klientów, markę (możesz nawet działać pod własną nazwą wewnątrz – np. „Jane Lashes at ABC Salon”). To też przetestuje Twoje umiejętności biznesowe w praktyce mniejszym kosztem. A jeśli planujesz ruszyć w 100% mobilnie – najpierw sprawdź popyt: zaoferuj usługi znajomym, zbierz opinie. W mobile ważne są rekomendacje, bo mało kto obcy wpuści do domu przypadkową osobę – tu zaufanie gra dużą rolę.
Możesz być najlepszą stylistką, ale bez klientów biznes nie ruszy. W nowym kraju, bez sieci znajomości, musisz aktywnie działać, by pozyskać klientelę. Na szczęście dzisiejszy marketing daje mnóstwo możliwości – oto najważniejsze kanały w irlandzkiej branży beauty:
Strona internetowa: Czy potrzebna? Przy małej skali – profil FB/IG + wizytówka Google często wystarcza. Jednak strona www dodaje profesjonalizmu i jest „twoim własnym” miejscem w sieci niezależnym od kaprysów algorytmów. Możesz zrobić prostą stronę za pomocą WordPressa lub Wix – wrzucić tam cennik, bio, mapkę, integrację z systemem rezerwacji. Dzięki temu potencjalny klient z Google trafi na Twoją stronę i od razu się umówi. Dla SEO (pozycjonowania) – używaj fraz typu „Salon kosmetyczny Dublin”, „Polska kosmetyczka Cork” itd., by Polonia też Cię znalazła, oraz oczywiście angielskich fraz lokalnych.
Budowanie relacji z klientem: Pozyskanie to jedno, utrzymanie to drugie. Staraj się, by każda nowa osoba wychodziła zachwycona – wtedy wróci i przyprowadzi koleżankę. Po wizycie można wysłać SMS z podziękowaniem i np. linkiem do social media („Thank you for visiting Beauty by Anna! Follow us on Instagram @beautybyanna_ie for updates and offers.”). Wprowadź kartotekę klienta – zanotuj co lubi, np. że pani Mary preferuje kawę z jedną łyżeczką cukru i kocha lawendowy zapach olejku. Następnym razem ją tym powitasz – będzie w szoku pozytywnym, że pamiętasz takie detale.
Irlandczycy są dość lojalni, jeśli kogoś polubią. Mogą dojeżdżać przez pół miasta do „swojej” kosmetyczki. Wykorzystaj to – buduj nie tylko profesjonalną, ale i serdeczną więź. Czasem drobiazg, jak kartka świąteczna z kuponem rabatowym, potrafi utwierdzić klienta, że jest ceniony.
Nie zapominaj o widoczności offline: szyld, ładna witryna salonu (dobrze podświetlona, z fotkami prac lub plakatami). Ulotki w okolicy – np. zostaw w okolicznym fitness klubie czy sklepie osiedlowym. Jeśli masz budżet, reklama w lokalnej gazetce (wciąż są darmowe gazetki miejskie) lub radio lokalnym – choć to już droższe i mniej mierzalne efekty.
Podsumowując, marketing w Irlandii to mix online i lokalnej społeczności. Wieść o dobrym salonie roznosi się szybko – bo ktoś powie koleżance w pracy („I love your nails! – Oh thanks, a Polish girl in XYZ did them”). A Irlandczycy lubią wspierać lokalne biznesy i doceniają personal touch. Wykorzystaj to, a kalendarz zapełni się po brzegi!
Niektóre aspekty obsługi klienta mogą wyglądać inaczej niż w Polsce. Zebraliśmy kilka kulturowych różnic i ciekawostek, na które warto zwrócić uwagę pracując z irlandzkimi klientami:
Na koniec ciekawostka: Irlandczycy często umawiają się grupkami. Np. mama i córka razem na paznokcie, przyjaciółki jedna po drugiej z rzęsami – staraj się to ułatwić w grafiku, bo to dla nich frajda i wspólne wyjście. W salonach fryzjerskich elementem kultury jest oferowanie klientom czegoś do picia – herbaty, kawy, czasem lampki wina (zwłaszcza w okresie świątecznym). W kosmetyce też możesz to wprowadzić – drobny gest, a cieszy.
Podsumowując: irlandzka kultura obsługi jest swobodna, serdeczna i nastawiona na relację. Szanuj różnice (np. celebruj z nimi ich święta, dopytaj o Halloween costume czy plany na Bank Holiday), a szybko zyskasz sympatię. Jak mawiają – klienci zapominają co im robiłaś, ale pamiętają jak się przy Tobie czuli. Spraw, by czuli się świetnie!
Medycyna estetyczna to obszar, który na całym świecie budzi pytania o granice kompetencji kosmetyczek. Jak to wygląda w Irlandii? W skrócie: brak jednoznacznych regulacji państwowych w wielu kwestiach, co tworzy pewną „szarą strefę” – podobnie jak w UK.
Botox i wypełniacze: Preparaty toksyny botulinowej (Botox, Azzalure itp.) są na receptę, więc prawnie tylko lekarz lub uprawniona pielęgniarka może je kupić i podać pacjentowi. W praktyce większość legalnie działających klinik estetycznych w Irlandii zatrudnia lekarzy (często chirurgów plastycznych, dermatologów) lub pielęgniarki aesthetic nurses do wykonywania zastrzyków. Jednak zdarzają się przypadki kosmetyczek bez medycznego wykształcenia, które „organizują” sobie preparat i wstrzykują klientkom – jest to nielegalne i ryzykowne. Lepiej się od tego trzymać z daleka, bo w razie powikłań można mieć poważne problemy prawne. Co innego wypełniacze z kwasem hialuronowym – te w Irlandii NIE są na receptę, można je kupić jako wyrób medyczny. W efekcie każdy, kto przejdzie kurs (choćby weekendowy), może technicznie zacz z wykonywać zabiegi fillerów. To budzi kontrowersje: zdarzają się komplikacje (np. zatory naczyń), a osoby wykonujące bez zaplecza medycznego nie potrafią ich obsłużyć. Irlandzcy lekarze apelują o regulacje, ale na razie prawo jest dziurawe. Więc formalnie kosmetyczka może robić usta czy wolumetrię policzków – ale powinna mieć doskonałe przeszkolenie i ubezpieczenie OC (wiele firm ubezpieczeniowych nie obejmie fillerów wykonywanych przez niemedyka albo daje zaporowe składki).
Laser i urządzenia wysokoenergetyczne: Zaskakująco, brak jest obowiązkowych licencji. W Republice Irlandii każdy może kupić laser medyczny i używać go do celów kosmetycznych[12]. Nie ma rejestru klinik laserowych (inaczej niż w Irlandii Płn. czy wielu krajach UE). To oznacza, że jeśli chcesz oferować np. laserowe usuwanie owłosienia, tatuażu, IPL – możesz kupić sprzęt (za kilkanaście-kilkadziesiąt tys. €), zrobić szkolenie u dystrybutora i działać. Oczywiście ponownie – mądrze jest mieć ubezpieczenie i świadomość ryzyka (poparzenia, uszkodzenie wzroku itp.). Są prywatne certyfikacje (np. kursy i certyfikaty Laser Safety, które warto zrobić). W razie kontroli HSA mogą sprawdzić BHP pracy z laserem (okulary ochronne, oznaczenia), ale nie ma organu medycznego, który by Ci zabronił to robić bez bycia lekarzem. Dla porównania, w Irlandii Północnej (UK) wszystkie salony z laserem muszą być zarejestrowane w RQIA i spełniać wymogi – w Dublinie nie muszą.
Głębokie peelingi chemiczne, mikroigłowanie, nitkowanie, itp.: To obszar kosmetologii, który w Irlandii jest w gestii kosmetyczek. Nie ma prawnych ograniczeń co do używania kwasów o wysokich stężeniach – choć dostawcy często sprzedają silne peelingi tylko lekarzom lub doświadczonym kosmetologom. Mikroigłowanie (dermapen, roller) – często wykonywane przez kosmetyczki. Trzeba tu jedynie zadbać o higienę i aseptykę jak przy drobnych zabiegach inwazyjnych. Mezoterapia igłowa – tu bym już zaliczył do iniekcji, preparaty mezoterapii wiele jest bez recepty, więc w teorii mogłaby kosmetyczka, ale znów – wkłuwanie igły, ryzyko krwiaków, zakażeń – lepiej zostawić to personelowi medycznemu lub zrobić bardzo solidne szkolenie. W praktyce niektóre doświadczone kosmetyczki (np. z backgroundem pielęgniarskim) robią mezoterapię igłową w salonach. Formalnie nie jest to zakazane, ale musisz być świadoma odpowiedzialności i ewentualnie obronić się, że masz kwalifikacje i działałaś zgodnie ze sztuką, jakby co.
Masaż i terapie manualne: Masażyści nie są regulowani przez państwo (nie ma państwowego zawodu masażysty jak w PL technik masażysta). Istnieją organizacje branżowe (Association of Neuromuscular Therapists itd.), które certyfikują terapeutów, ale nie ma wymogu przynależności. Masażystą może być każdy po kursie prywatnym. Oczywiście, klienci wolą takich z certyfikatami (NPQ Level 5/6 w sport massage lub ITEC Diploma). Są też pewne restrykcje odnośnie fizjoterapii – tytuł „Physiotherapist” jest chroniony, ale to medyczna profesja. Masaż relaksacyjny czy sportowy możesz wykonywać bez obaw prawnych.
Tatuaż, piercing, PMU (permanent make-up): Jak wspomnieliśmy, nie ma licencji państwowych. Makijaż permanentny może robić kosmetyczka po kursie – i wiele Polek w Irlandii tym się zajmuje. Ważne są przepisy UE co do używanych barwników (od 2022 weszło rozporządzenie ograniczające pewne pigmenty – trzeba kupować pigmenty spełniające normy REACH, ale to raczej kwestia dostawców, Ty kupując w EU masz je zgodne). Tatuaż i piercing – brak regulacji, jedynie przestrzegaj higieny i nie tatuuj nieletnich bez zgody rodzica. Nawet sterylizatory w studiu tatuażu nie są kontrolowane ustawowo (choć HSE może interweniować, gdyby był np. sygnał o infekcjach).
Regulacje innych specjalizacji: Fryzjerstwo nie jest regulowane – każdy może otworzyć salon fryzjerski i zatrudnić ludzi bez licencji, opierając się tylko na ich umiejętnościach. Jednak działają organizacje (Irish Hairdressers Federation), które lobbują za wprowadzeniem kwalifikacji (np. narodowego apprenticeship – coś jak czeladnik/mistrz). Na razie jednak formalnie zawód fryzjera jest wolny.
Ubezpieczenie przy zabiegach estetycznych: Zwróć uwagę, że wiele standardowych polis dla salonów NIE obejmuje zabiegów typu botox, wypełniacze, nici liftingujące. Jeśli planujesz wejść w medycynę estetyczną, musisz wykupić specjalne ubezpieczenie (Medical Malpractice Insurance) – jest drogie i często dostępne tylko dla personelu medycznego. Dlatego sporo kosmetyczek wykonuje np. microblading czy fibroblasting – bo to niższe ryzyko i da się ubezpieczyć – ale nie ruszają botoxu. Ewentualnie rozwiązanie: współpraca z lekarzem – np. raz w miesiącu do Twojego salonu przychodzi lekarz i robi zabiegi medyczne (tak robi wiele klinik kosmetycznych – „drzwi otwarte z doktorem”). Ty wtedy możesz zarobić prowizję od zabiegów, a wszystko odbywa się zgodnie z prawem i bezpieczniej dla klienta.
Podsumowanie: W Irlandii panuje dość liberalne podejście – to zaleta (możesz rozszerzać ofertę bez masy pozwoleń), ale i wada (większa odpowiedzialność na Tobie, by robić to z głową). Hasłem jest „scope of practice” – nie przekraczaj swoich realnych kompetencji. Jeśli nie jesteś pewna czegoś – dokształć się lub zostaw to lekarzom. Lepiej budować świetną reputację w tym, co legalnie i bezpiecznie możesz robić, niż ryzykować powikłaniem w pogoni za zyskiem z botoxu.
Na marginesie: planowane są prace nad przepisami – np. obowiązkowy rejestr klinik estetycznych, zakaz sprzedaży kwasu hialuronowego osobom bez kwalifikacji – ale dopóki to nie wejdzie, sytuacja jest jaka jest. Śledź branżowe newsy (Professional Beauty magazine, itp.), by być na bieżąco, bo jak coś zmienią, musisz się dostosować.
Nic tak nie inspiruje, jak prawdziwe historie sukcesu. Przedstawiamy dwa studia przypadków – polskie przedsiębiorczynie, które z powodzeniem rozwinęły biznes beauty w Irlandii. Zobaczymy, jakie modele obrały i czego możemy się od nich nauczyć.
Case 1: Bożena – od małego salonu do sieci i nagród
Bożena Sarek przyjechała do Irlandii w latach 2000. Była doświadczoną fryzjerką z Polski. Zaczynała od pracy na etat w salonie w Navan (hrabstwo Meath). Szybko zbudowała własną klientelę dzięki doskonałym umiejętnościom koloryzacji. Po kilku latach zdecydowała się na własny biznes – otworzyła Bozena Sarek Hairdressing w Navan. Postawiła na segment premium: elegancki wystrój, ekskluzywne kosmetyki (Goldwell), wysoka jakość obsługi. Zainwestowała w marketing lokalny – sponsorowała konkursy piękności, udzielała się w gazecie lokalnej dając porady fryzjerskie.
Efekt? Jej salon zdobył renomę najlepsze go w mieście, a sama Bożena zaczęła wygrywać konkursy branżowe (w 2018 otrzymała tytuł Best Hair Salon Ireland). Ceny ma wysokie (cięcie damskie od 93 €, co wyżej niż dublińskie średnie), a mimo to terminy ma zapełnione. Sukces pozwolił jej otworzyć drugi salon w Dublinie (na Merrion Row). Teraz zarządza dwiema lokalizacjami, zatrudnia kilkanaście osób. Kluczem Bożeny było połączenie polskiej pracowitości i fachu z umiejętnością dopasowania się do lokalnego rynku: dbała o networking – zaprzyjaźniła się z klientkami, które są wpływowymi osobami w społeczności, sponsorowała lokalne inicjatywy. Jej biznes to model premium: wyższe ceny, wyższe koszty, ale i marże, klient nasz pan, innowacyjne zabiegi (wprowadza nowości jak AirTouch, keratynowe kuracje zanim staną się mainstreamem).
Wniosek: Nawet poza wielkim miastem można zbudować topowy salon, jeśli od początku celujesz w jakość i budowanie marki osobistej. Bożena wykorzystała też fakt, że w mniejszym Navan miała mniejszą konkurencję wysokiej klasy – wypełniła niszę luksusowych usług, a z czasem ekspansja do Dublina dała jej prestiż i większy rynek.
Case 2: Anna – mobilna stylistka, która stworzyła studio w garażu
Anna to kosmetyczka i stylistka paznokci z okolic Cork. Zaczynała pracując mobilnie – dojeżdżała do polskich klientek w Cork City i okolicznych miasteczkach, oferując manicure hybrydowy i rzęsy. Z czasem jej baza urosła tak, że jeździła od rana do wieczora, co stało się męczące. Nie mając środków na drogi najem w centrum, postanowiła zaadaptować garaż przy swoim wynajmowanym domu na małe studio. Zgodziła się właścicielka domu (w Irlandii to ważne – nie zawsze można prowadzić biznes w domu bez zgody landlorda). Zainwestowała parę tysięcy € w remont: płytki, ogrzewanie, ładne oświetlenie, meble. Otworzyła home-based studio. Dzięki temu klientki mogły przyjeżdżać do niej (miała łatwy parking, miłą atmosferę domowego spa). Anna nadal dojeżdża do kilku VIP klientek (np. do starszej pani z ograniczoną mobilnością), ale większość przyjmuje u siebie.
Jej model biznesowy to kombinacja: usługi mobilne + studio domowe. Pozwala to minimalizować koszty (brak czynszu komercyjnego) i elastycznie ustalać godziny. Wyzwanie to ograniczona przestrzeń – przyjmuje jedną klientkę na raz, więc zarobek zależy tylko od niej. Anna radzi sobie, bo ma wysoce wyspecjalizowaną ofertę: jest znana z perfekcyjnych stylizacji żelowych i artystycznych zdobień (pobiera 60–80 € za skomplikowane paznokcie). Dodatkowo sprzedaje kosmetyki (ma mały kącik z produktami do pielęgnacji skóry i oliwkami do skórek – to dodatkowy dochód). Marketingowo działa mocno na Facebooku – codziennie wrzuca zdjęcia paznokci, prowadzi grupę dla fanek nail art. W pewnym momencie popyt przerósł jej moce przerobowe – i co zrobiła? Zaczęła szkolić. Organizuje kameralne szkolenia z nail art u siebie w studio, dla początkujących stylistek (pobiera 300 € za dzień szkoleniowy, ma 2-3 kursantki miesięcznie, to fajny ekstra zarobek i sposób dzielenia się pasją).
Wniosek: Model home-based też może dać sukces, jeśli masz wiernych klientów i dobrą organizację. Anna wykorzystała media społecznościowe i grupy polonijne do promocji, a dzięki doskonałej jakości usług 90% jej klientek to stali bywalcy. Pokazała też, że warto dywersyfikować – robi paznokcie, rzęsy, szkolenia i sprzedaż detaliczną. To pomaga finansowo i rozwija biznes wielotorowo.
Oczywiście, każda historia jest inna. Wymienić można dziesiątki Polek w Irlandii, które świetnie sobie radzą: np. pani Monika z Navan (bohaterka programu TVN „Jestem z Polski”) prowadzi tam swój salon kosmetyczny od 20 lat – co oznacza, że już wczesną Polonię obsługiwała i integrowała społeczność. Albo Agnieszka – wizażystka z Dublina, która założyła szkołę makijażu i sprowadza polskie kosmetyki – bo zauważyła niszę na rynku szkoleniowym. Polki są przedsiębiorcze i pracowite, co w połączeniu z możliwościami irlandzkiego rynku daje świetne efekty.
Jeśli masz możliwość, warto skontaktować się z rodaczkami już działającymi na miejscu (choćby przez grupy Facebook). Większość chętnie doradzi, podzieli się doświadczeniem – nie traktują nowych jako zagrożenia, raczej cieszą się, że branża rośnie. W Beauty Razem sporo takich historii sukcesu się przewija – korzystaj z tej wiedzy i sieci wsparcia!
Polonia w Irlandii liczy blisko 100 tys. osób – to ogromny rynek sam w sobie. Nie lekceważ go! Polskie klientki często szukają „polskiej kosmetyczki” ze względu na język, zaufanie czy nasze znane umięjętności. Oto jak wykorzystać potencjał polskiej społeczności i szerszy networking branżowy:
Dlaczego Polonia jest tak ważna? Bo często to Twoi pierwsi ambasadorzy. Taka prawidłowość: polska klientka, gdy jest zadowolona, poleci Cię swojej irlandzkiej koleżance z pracy. I nagle masz lokalną klientelę. Polki też chętnie wspierają polskie biznesy – jest taki duch, że „nasze dziewczyny robią to dobrze”. Oczywiście, bywa i konkurencja między Polkami, ale ogólnie w Irlandii czuć solidarność wśród rodaków.
Warto też wspomnieć o polskich grupach tematycznych: np. grupa mam w Irlandii (one wymieniają się namiarami na mobilne fryzjerki czy stylistki do sesji brzuszkowych), grupy fitness – tam padają pytania o masażystę czy fizjo. Jeśli Twoja usługa wpisuje się w potrzeby danej niszy, zaistniej tam (delikatnie, oferując poradę ekspercką). Niech ludzie kojarzą Twoje nazwisko/nazwę.
Podsumowując: Polonia to Twoja baza i wsparcie, a branżowy networking to klucz do rozwoju i czerpania satysfakcji (bo kto Cię zrozumie lepiej niż druga kosmetyczka czy fryzjerka?). W Irlandii nie jesteś sama – warto dołączyć do tej nieformalnej sieci, by razem się wspierać i cieszyć sukcesami.
Jak wygląda przyszłość branży beauty w Irlandii? Czy warto wiązać się z tym krajem na dłużej jako kosmetyczka/fryzjerka? Wszystko wskazuje na to, że perspektywy są obiecujące – rynek urody rośnie, a irlandzka gospodarka jest w dobrej kondycji.
Dla pracownika: Zawód kosmetyczki czy fryzjera w Irlandii staje się coraz bardziej profesjonalny i ceniony. Oczywiście, nie jest to praca, gdzie zarobisz miliony, ale można rozwijać karierę. W dużych spa/hotelach możesz awansować na senior therapist, spa manager itp. W salonach fryzjerskich – od junior stylist do master stylist, a nawet partnera w biznesie (niektórzy właściciele oferują udziały najlepszym pracownikom, by ich zatrzymać). Pojawia się też opcja pracy edukatora – markom kosmetycznym potrzeba szkoleniowców, a nasi rodacy nierzadko w tym brylują (np. polska stylistka zostaje trenerem marek). Irlandia ma niedobór wykwalifikowanego personelu beauty – to szansa dla Ciebie. Wiele salonów poszukuje pracowników i ciężko im znaleźć kogoś dobrego, więc warunki będą się poprawiać (wyższe płace, benefity). Możesz też rozważyć poszerzenie kompetencji – np. kurs trychologii, refleksologii, to Ci da atut na rynku i możliwość pracy w specjalistycznych gabinetach.
Dla samozatrudnionego (freelancer/kontraktor): Tu perspektywy są znakomite, jeśli masz smykałkę do biznesu. Irlandki będą coraz bardziej dbać o urodę – styl życia i wzorce z Instagrama robią swoje. Nisze takie jak permanent makeup, zaawansowana kosmetologia aparaturowa, eko-kosmetyka – mogą być kopalnią złota. Możesz zacząć od usług, a w przyszłości np. stworzyć własną linię kosmetyków (Polki już to robią – np. polska farmaceutka z Galway stworzyła markę naturalnych kremów docenianą w niszy). Dzięki internetowi możesz obsługiwać klientki nie wychodząc z domu – np. konsultacje skin-care online za opłatą, plany pielęgnacji – to w Irlandii raczkuje, a może się przyjąć. Ponadto, w Irlandii dość łatwo o finansowanie zewnętrzne, jeśli zechcesz rozwinąć skrzydła (są programy grantowe, a banki chętniej dają kredyt firmie z paruletnim stażem niż w PL). Oczywiście, konkurencja będzie – ale to zdrowy objaw rozwijającego się rynku.
Dla pracodawcy (właściciela salonu): Branża beauty pozostaje odporna na wiele zawirowań – nawet w recesji ludzie chcą ładnie wyglądać (czasem to nazywają „pomadkowym indeksem” – im gorzej w ekonomii, tym więcej kobiet kupuje drobne przyjemności jak szminka czy drobny zabieg poprawiający humor). Irlandia rośnie demograficznie (napływ imigrantów, młode społeczeństwo), więc baza klientów będzie się powiększać. Oczywiście, prowadzenie salonu to wyzwanie (rosnące czynsze, koszty energii), ale i ceny usług można odpowiednio regulować. Przewagą może być innowacyjność – salony łączone (np. beauty + kawiarnia, czemu nie?), nowe technologie (aplikacje do umawiania, systemy lojalnościowe jak w retail), membershipy (np. miesięczny abonament na nielimitowane blow dry za X € – takie pomysły pojawiają się w USA/UK, tu też może się przyjąć). Jako pracodawca musisz szykować się na bardziej świadomy personel – młode pokolenie pracowników zwraca uwagę na work-life balance, benefitty, atmosferę. Kto zapewni dobre warunki, zatrudni i zatrzyma najlepszych ludzi, a to klucz do sukcesu salonu.
Ogólnie branża beauty w Europie rośnie o kilka procent rocznie – w Irlandii podobnie, jeśli nie szybciej (bo z względnie niższego poziomu wyjściowego). Perspektywy specjalizacji: – Hair: Koloryzacje fantazyjne, przedłużanie włosów (extensions) – trend rosnący. Fryzjer-mężczyzna w branży barberskiej – nadal popyt duży. – Nails: Tu jest pewien przesyt stylistek, ale wciąż popyt nie słabnie, po prostu trzeba się wyróżniać stylami zdobień lub szybkością. – Lashes/brows: Myślę, że utrzyma się boom, choć rynek dojrzał – teraz decyduje jakość (rzęsy z prawidłową aplikacją nie niszczące naturalnych). – Skin care/estetyka: Coraz więcej osób 30+ szuka alternatyw do botoxu – tu pole do popisu dla zabiegów hi-tech (HIFU, radiofrekwencja) i holistycznych (kosmetologia połączona z dietą, suplementacją – może wejść trend „beauty from within”). – Medycyna estetyczna: Jeśli nastąpią regulacje, być może kosmetyczki nie-lekarze stracą możliwość pewnych zabiegów, ale równocześnie może pojawić się zawód „estetyczki medycznej” – kto wie. W każdym razie, Irlandczycy wydają coraz więcej na wygląd, doganiają pod tym względem resztę Zachodu.
Jedyną niewiadomą są czynniki makro: Brexit już spowodował np. przypływ klientów z Irlandii Płn do Dublina (bo tam drożej/trudniej z towarami), pandemia nauczyła ludzi rezerwować online i doceniać domowe zabiegi – ale jednak większość wróciła do salonów po lockdownach spragniona profesjonalnej obsługi. A gdyby zdarzył się kolejny lockdown – branża jest już zahartowana i pewnie poradzi sobie lepiej dzięki hybrydowym modelom (sklepy internetowe, vouchery, itp.).
Podsumowując: warto planować tu przyszłość. Jeśli zadomowisz się w Irlandii, masz realne szanse na stabilną, satysfakcjonującą karierę w beauty – czy to jako ceniona specjalistka, czy właściciel dobrze prosperującego salonu, czy trener/ekspert branżowy. Nasze rodaczki przecierają szlaki i dowodzą swoim sukcesem, że nie ma szklanego sufitu – wszystko zależy od Twoich ambicji i pracy.
Na koniec spojrzenie szersze: jak Irlandia wypada na tle innych krajów Europy, jeśli chodzi o pracę i biznes w branży beauty? Wybraliśmy kilka państw często rozważanych przez Polki (m.in. ze względu na poziom życia, geograficzną bliskość lub popularność wśród emigrantów): Wielka Brytania, Niemcy, Norwegia, Holandia. Oto krótkie porównanie każdego z nich z Polską i z Irlandią:
Oczywiście każdy kraj ma swoje niuanse – Francja (regulacje rzemieślnicze i język), Włochy (konkurencja i ryzyko sezonowości w kurortach), Hiszpania (nisze expatów na Costa del Sol) itd. Dla większości polskich beauty profesjonalistek Irlandia jest stosunkowo łatwym rynkiem: brak bariery prawnej (UE, angielski język), popyt solidny, przyjazna kultura. Niektórzy traktują Irlandię jako trampolinę – nabiorą tu doświadczenia, podszkolą angielski i dalej w świat (Australia? USA?). Ale wiele z nas zakłada tu rodziny i zostaje na stałe.
Warto rozważać różne kraje – natomiast trzymając się Europy, Irlandia oferuje ciekawy kompromis: z jednej strony standard życia zbliżony do UK czy Skandynawii, z drugiej – ciepłe, swojskie podejście ludzi, co dla nas, Polaków, jest ważne (łatwiej poczuć się tu jak w domu niż np. w super uporządkowanych, ale zdystansowanych Niemczech). Dlatego nie bez powodu tak wiele polskich kosmetyczek czy fryzjerów wybrało właśnie Irlandię na swój drugi dom.
Uczmy się na cudzych potknięciach! Oto lista najczęstszych błędów, jakie popełniają osoby otwierające salon beauty za granicą (i w Irlandii również). Warto je znać i unikać, by Twój start przebiegł gładko:
Oczywiście, błędów można popełnić więcej – ale te powyższe to „TOP 10”, które często przewijają się w opowieściach przedsiębiorców. Dobrze, że czytasz ten przewodnik – bo już jesteś o krok przed tymi, co startują bez przygotowania 😉. Unikając tych potknięć, zwiększasz swoje szanse na gładki start i szybki sukces w Irlandii.
P: Czy muszę nostryfikować polski dyplom kosmetyczki/fryzjera w Irlandii?
O: Nie, w Irlandii zawody beauty nie są regulowane przez państwo, więc nie ma formalnej nostryfikacji. Polskie dyplomy są cenione, ale nie ma urzędu, który by je uznawał lub nie. W praktyce po prostu pokazujesz dyplom pracodawcy czy klientom jako dowód kwalifikacji.
P: Jaki poziom angielskiego jest potrzebny do pracy jako kosmetyczka?
O: Wystarczy komunikatywny angielski (B1/B2) – czyli dogadasz się z klientem w sprawie usługi, zrozumiesz jego oczekiwania i potrafisz pogawędzić. Nie musisz znać wyszukanego słownictwa, ale fachowe terminy (np. layers, cuticles, highlight) warto opanować. Jeśli Twój angielski jest słabszy, zacznij może od pracy w polskim środowisku i dokształcaj język równolegle.
P: Czy Polka może założyć salon w Irlandii na takich samych prawach jak Irlandka?
O: Tak, jako obywatelka UE masz pełne prawo prowadzić działalność gospodarczą w Irlandii. Procedury rejestracji firmy są takie same jak dla każdego. Nie potrzebujesz żadnego dodatkowego zezwolenia na biznes. Jedyne co – musisz mieć PPS (numer identyfikacji podatkowej) i zarejestrować działalność w Revenue oraz nazwę w CRO (jeśli używasz nazwy firmowej).
P: Jakie podatki zapłacę prowadząc jednoosobowy salon w Irlandii?
O: Zapłacisz podatek dochodowy wg skali (20% i 40% od dochodu minus ulgi), do tego USC (ok. 0-8%) i składkę PRSI 4%. W sumie efektywne opodatkowanie dochodu może wyjść ok. 20–30%, zależnie od wysokości dochodu. Jeśli przekroczysz 42 500 € obrotu rocznie, dochodzi Ci VAT 23% od usług – ale poniżej tego progu nie musisz być VAT-owcem.
P: Czy w Irlandii muszę mieć kasę fiskalną (tak jak w Polsce)?
O: Nie, w Irlandii małe biznesy nie używają kas fiskalnych takich jak w PL. Sprzedaż ewidencjonujesz po prostu w swojej dokumentacji (np. system rezerwacji wystawia paragony/faktury lub prowadzisz księgę sprzedaży). Urząd Skarbowy ufa Twoim zestawieniom, choć oczywiście muszą być rzetelne. Możesz wystawiać paragony z terminala płatniczego lub rachunki z systemu – to wystarczy.
P: Jak zdobyć pierwsze klientki będąc nową w Irlandii?
O: Wykorzystaj polskie znajomości – popytaj wśród Polonii, koleżanek, czy nie chcą skorzystać z Twoich usług zniżkowo na start. Ogłoś się na grupach Facebook. Zrób ładne portfolio na Instagramie. Możesz zaoferować promocyjne ceny dla pierwszych np. 10 klientek (program „refer a friend” itp.). Dobrym pomysłem jest też networking – idź na polskie eventy, przedstaw się jako kosmetyczka, daj ludziom znać czym się zajmujesz. Często poczta pantoflowa zadziała.
P: Czy w Irlandii są dofinansowania na start biznesu (granty, dotacje)?
O: Są pewne programy, ale trudniej je dostać na zwykły salon. Local Enterprise Office oferuje Priming Grant dla nowych firm, ale preferują produkcję, innowacje, eksport – typowy salon beauty raczej się nie kwalifikuje chyba że masz coś unikatowego (np. własny produkt). Jest natomiast Trading Online Voucher – do 2500 € refundacji na stworzenie strony/marketing online, warto skorzystać. Osoby bezrobotne zakładające firmę mogą ubiegać się o Back to Work Enterprise Allowance (zachowanie zasiłku przez pewien czas). Niemniej większość startuje z własnych środków lub pożyczek bankowych.
P: Jak wygląda kwestia urlopów macierzyńskich i chorobowego dla samozatrudnionej? (Jestem w ciąży, prowadzę działalność)
O: Jako self-employed w Irlandii masz prawo do zasiłku macierzyńskiego (Maternity Benefit) – obecnie to 245 € tygodniowo przez 26 tygodni, pod warunkiem że opłacałaś składki PRSI Class S odpowiednio długo (min. 52 tygodnie składkowe). Musisz przerwać działalność na czas pobierania (czyli formalnie nie pracować te 26 tyg.). Chorobowe (Illness Benefit) dla samozatrudnionych wprowadzono dopiero niedawno – od 2022 przysługuje po określonym okresie składkowym, łącznie 50–€220 € tyg. zależnie od dochodu, przez max. 2 lata. Jednak jako właścicielka firmy i tak pewnie postarasz się zorganizować zastępstwo – zasiłki są dość niskie w porównaniu do potencjalnych utraconych dochodów.
P: Czy w irlandzkim salonie mogę grać muzykę bez opłat (czy jest coś jak polski ZAiKS)?
O: Niestety, publiczne odtwarzanie muzyki podlega opłatom licencyjnym – w Irlandii zajmuje się tym IMRO (Irish Music Rights Organisation) i PPI (Phonographic Performance Ireland). Za muzykę w salonie trzeba płacić licencję (wysokość zależy od metrażu i rodzaju odtwarzania). Ale jest obejście: możesz korzystać z licencjonowanej usługi zwalniającej z opłat, np. polskie Beauty Radio – internetowe radio dla salonów właśnie, które ma muzykę bez ZAiKS/IMRO i możesz legalnie grać bez opłat (bo opłata wliczona w abonament). Wielu polskich salonów na emigracji z tego korzysta.
P: Jak radzić sobie z klientami, którzy odwołują wizyty w ostatniej chwili? (dużo mam takich przypadków)
O: To globalny problem branży. W Irlandii można (a nawet trzeba) otwarcie komunikować politykę: np. wymagać depozytu rezerwacyjnego (10–20 € płatne przelewem/kartą przy zapisie, przepada przy niepojawieniu się), albo wprowadzić opłatę za no-show 50% usługi. Wielu klientów to zrozumie – zwłaszcza jak masz system rezerwacji online, on automatycznie pobiera karty. Jeśli pracujesz bardziej nieformalnie, to minimum – potwierdzaj wizyty dzień wcześniej SMS-em i wtedy prosisz „Please confirm, otherwise I may give your slot to someone else”. Konsekwentnie egzekwuj zasadę – jak ktoś notorycznie odwołuje, poproś o przedpłatę albo przestań priorytetowo traktować w grafiku. Niestety, parę osób może się obrazić, ale większość szanuje, że Twój czas to Twój chleb.
P: Czy muszę kupić inny sprzęt na inną elektrykę? Słyszałam, że w Irlandii są inne gniazdka.
O: Gniazdka – tak, w Irlandii (i UK) używa się trójbolcowych. Ale spokojnie, wystarczy adapter (przejściówka), można kupić za parę euro i normalnie podłączysz polską lampę UV czy frezarkę. Napięcie jest takie same 230 V, więc urządzenia działają. Jeśli sprowadzasz większy sprzęt (np. urządzenie kosmetyczne) z Polski lub EU, też będzie działać, tylko często trzeba zmienić wtyczkę na UK/Irl standard (elektryk Ci to zmieni za grosze). Więc nie ma bariery, możesz zabrać swoje narzędzia ze sobą.
P: Czy w Irlandii opłaca się sprowadzać kosmetyki z Polski? Czy kupować na miejscu?
O: To zależy. Wiele polskich marek (NeoNail, Indigo, Bielenda Professional, itd.) jest tu dostępnych przez dystrybutorów, choć bywa drożej niż w PL. Jeśli masz ulubione produkty, których tu nie ma – możesz sprowadzać paczki z Polski, do 150 € nie zapłacisz cła ani VAT (bo UE). Przy większych dostawach już formalnie trzeba by VAT irlandzki doliczyć – ale większość drobnych zakupów przechodzi bez problemu. Kosmetyki zachodnich marek często taniej kupić tu hurtowo niż w PL (bo odpada transport). Wygodnie jest korzystać z lokalnych hurtowni (łatwiejsze zwroty/reklamacje). My Polki mamy tę przewagę, że znamy polskie produkty – czasem można nawiązać współpracę z polską firmą i zostać ich przedstawicielem tu (nisza!). Ale na start pewnie zrobisz mix – trochę weźmiesz z PL w walizce, a resztę dokupisz już tutaj.
P: Jak Polki radzą sobie z tęsknotą za domem, budując biznes w Irlandii?
O: To pytanie mniej techniczne, ale ważne. Wielu z nas dopada homesickness. Receptą jest właśnie zaangażowanie w lokalną polonię – masz wtedy namiastkę domu tutaj. No i odpowiedź: często rzucamy się w wir pracy, co pomaga – a potem, jak biznes pozwoli, latamy do Polski kiedy się da, choćby na tydzień. Pamiętaj, że nie jesteś tu sama – jest spora społeczność polskich kobiet w podobnej sytuacji. Wspierajcie się. A jak bardzo Ci smutno – zawsze można w salonie zorganizować „Polski dzień” – leci polska muzyka, polskie przekąski, klienci ciekawi naszej kultury – to buduje fajny most między Twoimi dwoma domami.
Gotowa, by ruszyć z własnym salonem beauty na Zielonej Wyspie? Oto skondensowana checklista 10 najważniejszych kroków, która pomoże Ci niczego nie pominąć:
Checklistę możesz wydrukować i odhaczać – to naprawdę pomaga, gdy rzeczy się dzieją. Każdy z tych kroków przybliża Cię do celu: własnego, prosperującego salonu beauty w Irlandii. Powodzenia!
Gratulacje – dotarłaś do końca tego obszernego przewodnika! Mamy nadzieję, że czujesz się teraz pewniej, bogatsza w wiedzę i zmotywowana do działania. Budowanie kariery i biznesu beauty za granicą to wyzwanie, ale jak pokazały przykłady i dane – Irlandia potrafi wynagrodzić ciężką pracę. Możesz tutaj nie tylko godnie zarabiać, ale i realizować pasje, poznawać fantastycznych ludzi i rozwijać się zawodowo.
Pamiętaj, że nie jesteś sama. Polska społeczność beauty w Irlandii to dziesiątki, setki wspaniałych osób – dołącz do nich online i offline. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, zajrzyj na grupę Beauty Razem (główna grupa międzynarodowa) oraz lokalne grupy polonijne. Tam znajdziesz wsparcie, poradę, czasem po prostu miejsce, by podzielić się radościami i troskami. Networking to siła – wspólnie jesteśmy mądrzejsi i silniejsi.
Zachęcamy Cię także do korzystania z międzynarodowych inicjatyw Beauty Razem. Na przykład Beauty Radio (beautyradio.pl) – to internetowe radio stworzone z myślą o salonach urody, grające muzykę bez opłat autorskich. Możesz puścić je w swoim salonie i mieć pewność, że żaden ZAiKS czy IMRO się nie przyczepi, a klimat będzie przyjemny i dopasowany do branży. To jedno z innowacyjnych rozwiązań, które społeczność Beauty Razem rozwija, by nam – kosmetyczkom, fryzjerom – żyło się łatwiej i taniej na co dzień, niezależnie od kraju.
Na koniec kilka słów otuchy: każdy sukces zaczyna się od odwagi zrobienia pierwszego kroku. Skoro czytasz to, to już ten krok robisz – zbierasz informacje, przygotowujesz się. W Irlandii czeka na Ciebie wiele możliwości. Klientki docenią Twoje umiejętności i serce, jakie Polki wkładają w pracę. Wnieś do swojego salonu kawałek polskiej gościnności połączonej z irlandzkim uśmiechem, a stworzysz wyjątkowe miejsce, do którego będą wracać z radością.
Życzymy Ci powodzenia w każdym aspekcie – niech praca daje satysfakcję i pieniądze, niech klientki będą cudowne, a plany biznesowe niech się realizują nawet lepiej niż zakładałaś! Witamy Cię w gronie polskich beauty przedsiębiorców na emigracji – jesteśmy dumni z każdej z Was, że łączycie polską kreatywność z globalnymi marzeniami. Powodzenia na irlandzkiej ziemi!
Disclaimer: Powyższy materiał ma charakter informacyjny i został przygotowany z najwyższą starannością na podstawie dostępnych źródeł (w tym oficjalnych witryn rządowych Irlandii na dzień publikacji). Nie stanowi jednak wiążącej porady prawnej ani podatkowej. Przepisy mogą ulegać zmianie – zawsze weryfikuj aktualne wymogi na oficjalnych stronach rządowych (Revenue, CRO, Citizens Information itd.). Autor oraz portal beautyrazem.pl nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne decyzje podjęte w oparciu o ten poradnik. Zalecamy konsultację z prawnikiem lub doradcą podatkowym w razie wątpliwości.
Użyłem dla Ciebie źródeł:
Kurs wymiany zastosowany w tekście: 1 EUR = 4,60 PLN (wg kursu średniego NBP z dnia 13.08.2025).
TAGI
Komentarze
Przeczytaj także