Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 25.08.2025
Prawdopodobnie nie dojdzie do obiecanej w kampanii wyborczej w 2023 r. zmiany w zasadach wypłat dla pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim. By odciążyć pracodawców – wypłatę zasiłku chorobowego już od pierwszego dnia miał przejąć ZUS. Według portalu money.pl rząd, po analizach, wycofuje się obecnie z tego pomysłu i odkłada go w czasie. Co ciekawe, obawy wobec radykalnej reformy wyrazili sami pracodawcy wskazując m.in. że rząd może podnieść inne podatki, w tym składkę zdrowotną, więc firmy nadal będą płacić – tylko w innej formie.
“Pomożemy mikroprzedsiębiorcom obniżyć koszty działalności: zasiłek chorobowy od pierwszego dnia nieobecności pracownika będzie płacił ZUS” – tak brzmiała obietnica jednego ze “100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów” Koalicji Obywatelskiej deklarowanych podczas kampanii wyborczej w 2023 r. Obecnie przy postulacie znajduje się dopisek: “Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opracowało wstępne założenia projektu reformy oraz wystąpiło do ZUS o przeprowadzenie wstępnych analiz skutków finansowych”.
Jak ustalili dziennikarze money.pl, rząd nie zamierza jednak w najbliższym czasie wprowadzić w życie obiecywanej reformy. Podają, że projekt ustawy został przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS), ale utknął na etapie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, zanim zdążył trafić na posiedzenie rządu.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Reforma okazała się zbyt kosztowna.
– Kosztowałaby 13-14 mld zł rocznie z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (…). Środki te musiałyby pochodzić z funduszu chorobowego, w którym – w przeciwieństwie do nadwyżkowych funduszy rentowego i wypadkowego – jest deficyt. W rezultacie, gdyby rozwiązania te weszły w życie, minister finansów musiałby dopłacić 13-14 mld zł rocznie dotacji z budżetu państwa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych –
powiedział w rozmowie z money.pl Sebastian Gajewski, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Na etapie analiz zaczęły się także pojawiać wątpliwości i zastrzeżenia. Co ciekawe, sami pracodawcy zasiadający w Radzie Dialogu Społecznego przy rządzie, zauważyli pole do nadużyć. Wskazali, że mogliby pojawić się pracodawcy, którzy umawialiby się z pracownikami, że np. w trudniejszej sytuacji finansowej firmy czy przy mniejszej liczbie zamówień wysyłaliby ich na zwolnienie lekarskie opłacane przez ZUS.
Również “Rzeczpospolita” w swoim dzisiejszym artykule podaje, że przedsiębiorcy są ostrożni wobec rządowych propozycji. Chociaż ponoszą oni spore koszty chorobowego obawiają się, że szybkie i radykalne przerzucenie obowiązków na ZUS może oznaczać więcej nadużyć, chaos administracyjny i nowe obciążenia podatkowo-składkowe. Dlatego wolą ewolucję zamiast rewolucji – np. stopniowe skracanie okresu, za który płaci pracodawca, zamiast natychmiastowego przejęcia całości przez ZUS.
Według przedsiębiorców, choć przejęcie wypłat przez ZUS odciążyłoby firmy z bezpośredniego kosztu chorobowego, to w praktyce mogą pojawić się inne obciążenia. Rząd, aby sfinansować zmianę, może podnieść składki na ubezpieczenia społeczne lub wprowadzić inne podatki. To oznacza, że firmy zapłacą za nią – tylko w innej formie.
Pracodawcy wskazują, że obecnie firmy, finansując chorobowe, mają większą kontrolę nad zwolnieniami lekarskimi pracowników oraz większą motywację do monitorowania absencji i szukania kompromisów (np. praca zdalna, elastyczne godziny). Jeśli ZUS przejmie wypłaty, pracodawcy stracą narzędzie kontroli i będą mieli mniej wpływu na sytuację. To budzi obawę o spadek dyscypliny pracy i problemy z jej organizacją.
ZUS już teraz jest przeciążony formalnościami i obsługą świadczeń. Biznes obawia się, że wprowadzenie dodatkowego obowiązku może spowodować opóźnienia w wypłatach zasiłków i chaos administracyjny, który ostatecznie uderzy także w pracowników i atmosferę w firmach.
Na uwadze są też potencjalne skutki makroekonomiczne. Skoro ZUS musiałby finansować wszystkie chorobowe od pierwszego dnia, to w skali kraju oznacza to kilkanaście miliardów złotych dodatkowych wydatków rocznie. Eksperci obawiają się, że taki system nadwyręży budżet FUS (Funduszu Ubezpieczeń Społecznych), a w konsekwencji może prowadzić do wzrostu składek, a nawet ograniczeń w innych świadczeniach.
Rząd sprawdził także, jak rozwiązywane są wypłaty zasiłku chorobowego w innych krajach. Okazało się, że w całej Unii Europejskiej jedynie na Cyprze pracodawcy są wyłączeni z partycypowania w kosztach zwolnień lekarskich pracowniczych (np. w Niemczech pracodawcy ponoszą koszty takich zwolnień aż przez 2 miesiące).
Księgowość stworzona dla branży beauty Pewność rozliczeń i spokój przy każdej kontroli.
W Polsce obecnie pracodawca wypłaca chorobowe przez pierwsze 33 dni zwolnienia (a dla osób po 50. roku życia – przez 14 dni), dopiero później odpowiedzialność przejmuje ZUS.
Nowy projekt zakładał, że ZUS pokryje wynagrodzenie od pierwszego dnia L4 – co miało przede wszystkim odciążyć budżety firm.
Cytowany przez money.pl wiceminister Sebastian Gajewski powiedział, że rząd nie odchodzi od proponowanej reformy, ale raczej przesunie ją w czasie:
– W ministerstwie mamy przygotowane wszystkie materiały: projekt ustawy, ocenę skutków regulacji, analizy prawnoporównawcze i finansowe, ale po decyzji Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów czekają one na swój czas.
Zastrzegł też, że rząd chce uniknąć podnoszenia składki chorobowej.
W tej chwili skupiamy się na reformie orzecznictwa lekarskiego. Do końca kadencji mamy jeszcze ponad dwa lata, więc sądzę, że wrócimy do tej dyskusji w przyszłości, uwzględniając także możliwości budżetu państwa. Co ważne, aby sfinansować tę zmianę, nie chcemy podnosić składki chorobowej i tu jako ministerstwo jesteśmy bardzo stanowczy. Ona wynosi obecnie 2,45 proc., jest płacona wyłącznie przez ubezpieczonych i powinna zostać w takiej wysokości
– stwierdził.
TAGI
Przeczytaj także