Prywatna estetyka na rachunek NFZ. Pacjenci sami ujawniają dziurę w systemie

Data publikacji: 07.09.2026

Prywatna poprawka po operacji estetycznej zostaje rozliczona w publicznym systemie, a NFZ płaci za zabieg, na który pacjentka – jak twierdzi – nie wyraziła zgody. Kiedy zgłasza nieprawidłowości, Fundusz sprawdza rozliczenie na podstawie dokumentacji wystawionej przez samą placówkę i uznaje skargę za bezzasadną. Tymczasem media zaczynają zadawać pytania, czy pod medycznymi rozpoznaniami mogą być rozliczane z NFZ procedury związane w rzeczywistości z prywatnymi zabiegami estetycznymi oraz kto sprawdza prawdziwość dokumentacji, na podstawie której Fundusz za nie płaci?

Wraz z ujawnieniem afer finansowych w publicznych placówkach zdrowia i dyskusją nad jakością opieki medycznej w Polsce, na jaw wychodzą kolejne nieprawidłowości – nagłaśniają je sami pacjenci. Niektórzy próbowali bezskutecznie zainteresować tematem NFZ – ten sam, który powinien dbać o prawidłowość rozliczeń udzielanych świadczeń zdrowotnych i ten sam, w który kolejne miliardy przeznaczone na ochronę zdrowia wpadają jak w worek bez dna. Podobno ciągle jest za mało środków, a pacjenci płacą za niskie składki. Jednak sytuacje opisywane przez samych pacjentów świadczą o innym mechanizmie – brakiem nadzoru nad dokumentacją medyczną oraz rozliczeniami za wykonane zabiegi.

Zarabiaj nawet 10.000 zł rocznie więcej z Kartą Członkowską Beauty Razem

Karta Członkowska
Beauty Razem

to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.

Klikam i chcę więcej zarabiać!
Bez zobowiązań. Rezygnujesz kiedy chcesz.

Anna Kowalska

NR: 123456
Ważna do: 08.11.2026
Klikam i chcę więcej zarabiać!
Bez zobowiązań. Rezygnujesz kiedy chcesz.

Prywatna estetyka jako leczenie?

Portal Bezprawnik opisał historię pacjentki, która występuje pod pseudonimem „kruszon”. Poskarżyła się ona na to, że lekarz wykonując poprawkę po prywatnej operacji estetycznej nosa, wystawił i samodzielnie zrealizował skierowanie na NFZ, a przy okazji wykonał dodatkowy zabieg, na który nie wyraziła zgody i to właśnie ten zabieg trafił na rachunek Funduszu. 

Autor tekstu stawia następującą tezę:

„(…) Zabiegi o charakterze wyłącznie estetycznym nie są świadczeniami gwarantowanymi i NFZ ich nie finansuje. Pacjent płaci za nie sam, prywatnie. Skoro jednak operacji estetycznej z Funduszu rozliczyć się nie da, pojawia się pokusa, by nadać jej medyczne uzasadnienie, na przykład poprzez skierowanie i sprawozdanie świadczenia, które w papierach wygląda na leczniczo niezbędne. 

Sprzyja temu układ, w którym ten sam chirurg operuje w placówce zarówno komercyjnie, jak i w ramach kontraktu z NFZ. (…) Przenikanie się sektora prywatnego i publicznego w jednej sali operacyjnej bywa dla pacjenta i państwa ryzykowne”.

O tym mechanizmie mówi też Fundacja Beauty Razem: zabiegi wykonywane wyłącznie w celach estetycznych co do zasady nie korzystają ze zwolnienia z VAT przewidzianego dla świadczeń opieki medycznej służących profilaktyce, zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia. Jeżeli więc prywatna poprawka estetyczna zostaje przedstawiona jako świadczenie o charakterze leczniczym i przeprowadzona w ramach NFZ, pojawia się pytanie nie tylko o to, kto faktycznie poniósł koszt zabiegu, lecz także o podatkowe konsekwencje takiej kwalifikacji.

Przeczytaj także

Prywatna poprawka nosa, ale rachunek dostał NFZ

Pacjentka, której historię nagłośnił Bezprawnik, wcześniej sama dokładnie ją opowiedziała – umieszczając opis i nagranie na platformach społecznościowych.

Z jej relacji wyłania się następujący obraz. 

W 2023 r. przeszła prywatną operację plastyczną nosa. Ponieważ efekt nie był satysfakcjonujący, lekarz miał sam zaproponować darmową poprawkę. Pacjentka rozumiała, że zostanie ona wykonana bezpłatnie w ramach reklamacji prywatnej usługi. Okazało się jednak, że poprawkowy zabieg został wykonany na NFZ i obejmował dodatkową procedurę, na którą pacjentka nie wyraziła zgody.

Na koniec wizyty lekarz poprosił mnie o przesłanie mailem PESEL-u w celu dopełnienia formalności w szpitalu. Tak zrobiłam i w załączniku dla pewności dodałam dokumenty, z którymi wyszłam z gabinetu – dokumentację potrzebną do konsultacji anestezjologicznej (rodzaj zabiegu spiłowanie garba) i zgodę na zabieg (spiłowanie nierówności).

Lekarz odpowiedział, że wszystko jest jasne, a formalności zostały załatwione, po czym bez mojej wiedzy wystawił na mój pesel skierowanie na NFZ i sam zarejestrował to skierowanie w szpitalu (w tym samym, w którym operował mnie wcześniej prywatnie). Dowiedziałam się o tym z IKP kilka miesięcy po operacji – opisuje.

Pacjentka poinformowała NFZ, że: 

  • Rozliczono zabieg, na który nie wyraziła zgody (konchoplastykę – zmniejszenie przerośniętych małżowin nosowych).
  • W opisie wizyty poprzedzającej wystawienie skierowania nie ma niczego, co sugerowałoby konieczność wykonania tego zabiegu (diagnostyki w tym kierunku, rozpoznania). Jest za to zapis o „braku niepokojących dolegliwości” i na tej podstawie skierowano ją do szpitala w trybie CITO. 
  • W rozliczeniu z NFZ szpital nie wykazał nawet spiłowania garbu, czyli jedynego zabiegu, na który wyraziła zgodę.

Dodaje, że przed operacją sama opłaciła potrzebne badania, a po operacji nie została skierowana na wizyty kontrolne w ramach NFZ, czyli tylko na stole operacyjnym była traktowana jak pacjentka korzystająca z publicznej ochrony zdrowia. 

Podczas wizyty anestezjologicznej anestezjolog zestawiła dokumentację, którą przyniosła ze sobą z dokumentacją, którą przekazał jej szpital, gdzie rozpoznaniem był przerost małżowin nosowych i po rozmowie skreśliła to rozpoznanie jako błędne i zamiast niego zapisała spiłowanie garba – zderzenie dwóch wersji dokumentacji nastąpiło więc jeszcze przed operacją. 

Zgłaszając swój przypadek do NFZ, pacjentka, chcąc udowodnić, że nie jest on odosobniony, podała nazwiska innych osób, u których zadziałał ten sam mechanizm rozliczeń zabiegów. Jedna pacjentka uzgodniła z lekarzem poprawkę estetyczną, on bez jej wiedzy wystawił skierowanie na NFZ i z NFZ rozliczono konchoplastykę, na którą nie wyraziła zgody. U kolejnej to samo – uzgodniona poprawka o charakterze estetycznym i skierowanie na NFZ na konchoplastykę. Pacjentka zrezygnowała, bo odkryła to skierowanie jeszcze przed operacją.

Jest też przypadek pacjentki, u której lekarz najpierw wykonał operację plastyczną nosa prywatnie, później wystawił bez jej wiedzy skierowanie na NFZ na korekcyjną plastykę nosa, a rozliczono to jako duże zabiegi szczękowo-twarzowe za ponad 8 tys. zł.

Przeczytaj także

Pacjent mówi, że zabiegu nie było. NFZ odpowiada: jest w dokumentacji

Według NFZ – wszystko jest jednak w porządku, ponieważ na to wskazuje… dokumentacja, którą wystawił szpital.

Odpowiedź sprowadzała się do tego, że świadczenia widniejące w rozliczeniu znajdują potwierdzenie w dokumentacji medycznej placówki. Dolnośląski oddział Funduszu najpierw poinformował pacjentkę, że „załączona do Pani korespondencji dokumentacja medyczna potwierdza udzielenie świadczeń” i poprosił ją o wskazanie, których procedur nie miała wykonanych. Gdy ponownie wyjaśniła, że kwestionuje właśnie dodatkowy zabieg wykazany w rozliczeniu, otrzymała odpowiedź, że „placówka przesłała nam dokumentację medyczną, która potwierdza udzielenie Pani świadczeń”, a dane przekazane NFZ znajdują w niej odzwierciedlenie. Pacjentka zaskarżyła sposób rozpatrzenia sprawy do centrali Funduszu, ale ta uznała działania oddziału za prawidłowe, a samą skargę za bezzasadną. 

Wprawdzie NFZ poinformował równocześnie, że na podstawie przekazanych informacji rozważa przeprowadzenie kontroli, kiedy jednak pacjentka chciała dowiedzieć się, czy do niej dojdzie, została odesłana do Biuletynu Informacji Publicznej, aby tam śledziła przebieg sprawy.

Według jej relacji ponad pięć miesięcy po złożeniu skargi nie otrzymała informacji o podjęciu kontroli, a Fundusz nie kontaktował się również ze wskazanymi przez nią innymi pacjentami. 

Co tu się dzieje? Powstaje zamknięty obieg, w którym skarga pacjenta oraz przedstawione przez niego argumenty i dowody nie mają znaczenia: placówka wpisuje zabieg do dokumentacji, na tej podstawie otrzymuje pieniądze z NFZ, a kiedy pacjent twierdzi, że wpis jest niezgodny z rzeczywistością, Fundusz weryfikuje rozliczenie za pomocą tej samej dokumentacji. W praktyce ciężar wykazania nieprawidłowości zostaje przerzucony na pacjenta, który ma udowodnić fakt negatywny – że procedury mu nie wykonano, a ją rozliczono, albo że wykonano ją bez jego zgody.

Problemem są więc nie tylko rozliczenia finansowe, którymi obciążany jest budżet państwa, czyli wszyscy podatnicy, ale przede wszystkim dokumentacja medyczna, która idzie za pacjentem. 

Fałszywy wpis może iść za pacjentem przez lata

Dokumentacja medyczna tworzy historię leczenia pacjenta i może być wykorzystywana przez kolejnych lekarzy przez wiele lat. Jeżeli znajdzie się w niej rozpoznanie choroby, której pacjent nie miał, albo informacja o zabiegu, którego nie wykonano, następny lekarz może podejmować decyzje diagnostyczne i terapeutyczne na podstawie fałszywego obrazu wcześniejszego leczenia. W przypadku pacjentki po operacji nosa chodziło o rozpoznanie przerostu małżowin nosowych i konchoplastykę, których prawidłowość sama zainteresowana kwestionuje. 

Podobną historię opisał inny pacjent: tutaj. Po około 10-minutowej konsultacji u specjalisty sprawdził swoje konto pacjenta i odkrył, że NFZ zapłacił za wizytę ponad 600 zł, ponieważ w rozliczeniu znalazł się również niewielki zabieg chirurgiczny. Pacjent twierdzi, że żadnego zabiegu nie miał, więc zgłosił nieprawidłowość. Po postępowaniu wyjaśniającym NFZ uznał jednak zgłoszenie za bezzasadne, ponieważ z dokumentacji medycznej wynikało, że procedura została wykonana: 

„Poskarżyłem się, że lekarz wpisał do dokumentacji rzeczy których nie robił, a w odpowiedzi dowiedziałem się, że moja skarga jest bezzasadna, bo wpisał do dokumentacji to co wpisał. Nie potrafię udowodnić, że nie zrobił tego czego nie zrobił, nie nagrywałem wizyty, można mi wierzyć lub nie, to w sumie ma niewielkie znaczenie. (…) Po prostu wpisał, że zrobił coś czego nie zrobił i dostał za to kasę, nie musiał tego w żaden sposób dowodzić i nikt tego nie weryfikuje”.

Gdy pacjent zwrócił uwagę, że istotą jego skargi jest właśnie niezgodność dokumentacji z rzeczywistym przebiegiem wizyty i NFZ zapłacił za zabieg, którego nigdy nie wykonano, nie doprowadziło to do zmiany stanowiska Funduszu. Pacjent został poinformowany, że może złożyć skargę do Rzecznika Praw Pacjenta. 

Ilustracja do artykułu została wygenerowana przez AI przy użyciu ChatGPT Image (OpenAI). Nie przedstawia rzeczywistych osób ani dokumentów

TAGI

Przeczytaj także

Zapisz się, a nie przegapisz niczego ważnego. W naszym newsletterze znajdziesz informacje o najciekawszych dyskusjach, postach, produktach i nowościach, które ciągle pojawiają się w Grupie Beauty Razem!