Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 29.01.2026
Początek 2026 roku przyniósł niepokojące sygnały z branży beauty. Coraz więcej właścicielek salonów mówi o pustych okienkach w grafikach, rosnących kosztach i spadających dochodach – mimo podnoszenia cen usług. Pojawia się więc pytanie: czy mamy do czynienia z chwilowym pogorszeniem koniunktury, czy już z realnym kryzysem w beauty?
Początek roku jest okazją do podsumowań i prognoz. Takich dokonują też osoby prowadzące działalność usługową w branży beauty i wnioski są niepokojące – dochody wielu firm są coraz mniejsze:
„Porównałam raporty z 2022, 2023 i 2024 roku i jestem przerażona. W 2025 zarobiłam zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach”
– pisze przedsiębiorczyni działająca w usługach beauty, która otworzyła dyskusję na forum Beauty Razem.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Nie jest to odosobniony przypadek, wiele osób porównuje 2025 rok do lat 2022-2024 i wskazuje znacznie niższy dochód, mimo podobnej liczby klientek i wyższych cen usług.
„Przychód mam większy, bo ceny są wyższe, ale dochód jest niższy niż kiedykolwiek. Po opłatach zostaje niewiele”.
Część właścicielek salonów osiąga próg rentowności „na styk”, niektóre już rozważają zamknięcie lub sprzedaż salonu. Dlaczego z beauty nie żyje się dziś tak dobrze jak kiedyś? Nie ma jednego powodu. Główny czynnik kryzysu to rosnące koszty prowadzenia działalności.
„ZUS, media, produkty – wszystko drożeje, a dnia pracy nie da się magicznie wydłużyć”.
Wzrosły ceny najmu, mediów, materiałów, urządzeń. Bardzo duży procent w stosunku do zarobków stanowią składki ZUS.
„Ja co rok zarabiam mniej a wcale nie narzekam na brak klientów. Koszty utrzymania działalności są okrutnie drogie i wciąż rosną”.

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty
Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.
Zobacz ofertęStyczeń jest trudnym miesiącem dla większości branż. Dużym obciążeniem dla gospodarstw domowych są grudniowe święta, styczeń to okres ferii i wyjazdów. Zabiegi kosmetyczne nie należą do podstawowych potrzeb, dlatego gdy trzeba zacisnąć pasa, wiele kobiet z nich rezygnuje. W salonach kosmetycznych jest coraz mniej klientek, stylistkom nie udaje się zapełnić kalendarzy.
„Zajmuję się paznokciami i rzęsami. W tym miesiącu miałam około 5,5 tys. przychodu. Nigdy nie miałam takiego miesiąca. Po opłaceniu ZUS-u i innych zobowiązań nie mam nic!”.
„Strasznie słaby styczeń, nawet na opłaty nie zarobiłam”.
W ostatnich latach salonów kosmetycznych przybywa w zawrotnym tempie. To efekt rosnącego zapotrzebowania na usługi beauty, ale też niskiego progu wejścia w ten biznes i braku oferty zawodowej dla kobiet.
„Co róg to salon – paznokcie, fryzjer, rzęsy albo kosmetologia estetyczna”.
Otwarcie własnego studia stylizacji paznokci, rzęs i brwi czy jednoosobowego studia fryzjerskiego, jest dla wielu kobiet jedyną szansą na to, żeby pogodzić pracę zawodową z życiem rodzinnym i mieć swoje stałe dochody. Choć brakuje kadr i poszukiwani są dobrze wykształceni pracownicy, to oferowane warunki zatrudnienia nie zachęcają do przyjęcia ofert. Umowa o pracę to rzadkość w tej branży, wynagrodzenie opiera się na umowach zlecenie i często jest to wyłącznie procent od obsługiwanych klientów. Pracodawców nie stać na lepsze warunki, pracownicy nie chcą pracować u kogoś, gdy mając własny biznes zarobią tyle samo i są niezależni.
W ostatnich latach przybyło także salonów, które założyły osoby ukraińskiego pochodzenia po tym jak osiedliły się w Polsce uciekając z kraju w związku z toczącą się wojną.
Problemem dla branży są osoby prowadzące działalność nierejestrowaną albo pracujące zupełnie na czarno, które nie ponoszą żadnych kosztów związanych z działalnością gospodarczą i zaniżają rynkowe ceny.
„Na rynku jest za dużo osób, które wykonują usługi na nierejestrowanej, za 80 zł w domu i nikt tego nie kontroluje”.
„Osoby pracujące w domu, bez działalności i bez kosztów, zabierają klientki tym, którzy działają legalnie”.
Obciążenia związane z prowadzeniem legalnej działalności gospodarczej, wynajęciem gabinetu, opłatami składek i podatków muszą przekładać się na ceny. Jeśli ktoś ich nie ponosi może zaoferować usługi znacznie taniej. To powoduje odpływ klientek z legalnie działających salonów.
Firmy w beauty były przyzwyczajone do tego, że podnoszą ceny co roku, wraz ze wzrostem inflacji, kosztów pracowniczych, kosztów materiałów. Obecnie nie jest to już tak łatwa decyzja – obawiają się odpływu klientek.
Istotnym zjawiskiem na rynku jest oszczędzanie i rezygnacja z „niekoniecznych” usług przez klientów. Koszty życia rosną wszystkim i dla części osób regularne chodzenie do stylistki lub fryzjera stało się po prostu zbyt dużym obciążeniem.
Klienci nie są w stanie zaakceptować stale rosnących cen. Coraz częściej skarżą się też na to, że są to ceny nieadekwatne do usługi, a cenniki nie są transparentne. Ostatnio głośna medialnie stała się sprawa fryzjera, który zażądał od klientki 580 zł zamiast 270 – tyle miała kosztować usługa według cennika umieszczonego w aplikacji. Fryzjer wykonując usługę nie poinformował klientki, że np. 100 zł dodatkowo będzie kosztowało nałożenie specjalnej odżywki. Internet i media społecznościowe ułatwiają szerokie nagłaśnianie takich przypadków, a te nie budują dobrego PR-u firmom beauty.
Zmieniają się też preferencje konsumentów – następuje wyraźny powrót do naturalności. Być może nie jest to masowe zjawisko, ale część osób rezygnuje z hybrydowych paznokci i wracają do tradycyjnych lakierów i odżywek. Rzęsy – jeśli doklejane, to także takie, które wyglądają jak najbardziej naturalnie. Jest mniejsza akceptacja dla inwazyjnych zabiegów estetycznych – do łask wracają zabiegi pielęgnacyjne, świadome konsumentki i świadome gabinety stawiają na kosmetologię i medycynę regeneracyjną dającą długotrwałe efekty. Część zabiegów kobiety z oszczędności wykonują też same – farbują włosy, robią manicure i pedicure. Uczą się niektórych procedur od influencerek z mediów społecznościowych.
Media społecznościowe stały się dla branży beauty jednocześnie niezbędnym narzędziem i źródłem nowych problemów. Z jednej strony wiele osób podkreśla, że bez obecności na Instagramie czy TikToku salon praktycznie „nie istnieje” – to tam dziś klientki szukają usług, sprawdzają efekty zabiegów i podejmują decyzje zakupowe. Z drugiej strony obecność w mediach społecznościowych zabiera bardzo dużo cennego czasu, a często nie prowadzi ani do zdobycia nowych klientek, ani do budowania pozycji eksperta. Szczególnie gdy przekaz nie skupia się na pokazywaniu jakości usług salonu, a jest nastawiony na lajki za wszelką cenę – nawet kosztem drwin z klientek i z konkurencji.
Coraz częściej pojawia się też krytyka nadmiernego „edukowania” odbiorczyń. Pokazywanie zabiegów krok po kroku, zdradzanie technik pracy i kulis zawodowych sprawia, że część klientek zaczyna traktować usługi beauty jako coś prostego, co można wykonać samodzielnie w domu. W efekcie media społecznościowe, zamiast wzmacniać pozycję specjalistów, niekiedy obniżają postrzeganą wartość ich pracy i przyczyniają się do dalszej presji cenowej w branży.
Na podstawie tej dyskusji wyłania się obraz branży beauty, która na początku 2026 roku znalazła się w punkcie krytycznym. Spadek realnych dochodów przy rosnących kosztach, ogromne przesycenie rynku, konkurencja cenowa – w tym ze strony działalności nierejestrowanych – oraz zmieniające się nawyki klientek sprawiają, że nawet doświadczone i dobrze prosperujące dotąd salony tracą poczucie stabilności.
„Daję sobie jeszcze niecały rok. Jeśli się nie poprawi, nie poświęcę całego życia, żeby tylko utrzymać gabinet”.
Wspólnym mianownikiem jest narastające zmęczenie, niepewność i świadomość, że dotychczasowe modele prowadzenia biznesu przestają działać. Złe nastroje pogłębia przekonanie, że nadchodzą słabsze czasy dla biznesu: „Dobrze już było, a to dopiero początek, i to nie tylko w tej branży”.
Rok 2025 dla wielu nie jest już „gorszym sezonem”, lecz momentem głębokiej weryfikacji całej branży.
„U mnie jest totalna masakra, przejeżdżam przez miasto kilka razy dziennie i w Częstochowie widzę pustki albo pozamykane salony. I to nie chodzi o styczeń, rozmawiam z ludźmi z różnych branż, opłaty są tam już wysokie dla małych biznesów. Jak covid ich nie wykończył to obecne opłaty tak… Nie wygląda to ciekawie, bo jak pozamykają się te gabinety, to gdzie dziewczyny mają szukać pracy, jak bezrobocie też rośnie?”.

Jednocześnie sytuacja w branży jest skrajnie nierówna. Część właścicieli salonów wskazuje, że w 2025 roku zarobili więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a ich grafiki pozostają pełne: „U mnie 2025 był najlepszym rokiem do tej pory, ale wiem, że to nie jest reguła”.
Różnice te wynikają nie tyle z samej koniunktury, co z indywidualnych decyzji biznesowych: struktury kosztów, wybranego modelu działania, specjalizacji oraz sposobu docierania do klienta. Jak zauważa Michał Łenczyński, prezes Fundacji Beauty Razem: „Średnio w branży w 2025 roku naprawdę dobrze się działo. Tak pokazują ankiety i dane zebrane przez nas wśród dużej liczby osób”. Obecny kryzys nie dotyka więc wszystkich w równym stopniu. Wszystko wskazuje na to, że świadome zarządzanie i analiza własnego biznesu staną się teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Podejmowanie decyzji o przyszłości, inwestycjach, kształceniu i rozwoju nie może opierać się na ogólnych nastrojach w branży.
TAGI
Przeczytaj także