Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 16.01.2026
Z jednej strony rosnące zapotrzebowanie na usługi trychologiczne, z drugiej zarzuty o przekraczanie kompetencji i „wchodzenie w rolę lekarzy”. O tym, jak naprawdę wygląda praca trychologa, gdzie przebiegają granice odpowiedzialności i dlaczego klient nie powinien być ofiarą branżowych sporów, rozmawiamy z Alicją Gondek-Urtnowską – trychologiem, edukatorką i prezes Polskiego Stowarzyszenia Trychologicznego (PST).
W moim odczuciu to stanowisko niewiele zmienia – komunikuje rzecz oczywistą: leczenie chorób skóry głowy i włosów należy do lekarzy i my z tym absolutnie nie dyskutujemy.
Problem pojawia się gdzie indziej: w przekazie publicznym często wrzuca się do jednego worka całe środowisko trychologów umniejszając ich rolę. Tymczasem trycholog działający zgodnie ze standardami PST nie diagnozuje chorób i nie prowadzi leczenia medycznego, ale potrafi rozpoznać i opisać cechy oraz objawy sugerujące jednostki chorobowe i odpowiedzialnie kierować klienta do lekarza. Naszą rolą jest opieka wspierająca, porządkowanie procesu i współpraca: rzetelna konsultacja, badanie trichoskopowe, edukacja, pielęgnacja skóry głowy, monitorowanie przebiegu i co bardzo ważne wyłapywanie sygnałów, które wymagają konsultacji czasami kilku specjalistów.
W codziennej praktyce współpraca często wygląda lepiej niż w internecie: dermatolodzy pracują z trychologami w swoich gabinetach, a bywa też odwrotnie – trycholodzy zatrudniają dermatologów. Brak dialogu i emocjonalny ton dyskusji uderzają przede wszystkim w klientów, którzy czują się zagubieni.
Chcę to jasno powiedzieć: nie chcemy zastępować lekarzy. Chcemy współpracować i wzmacniać jakość opieki, bo często klient trafia do trychologa jako do pierwszego specjalisty.
Podobne przykłady można wskazać w obie strony i właśnie dlatego nie uważam internetu za dobre miejsce do merytorycznej dyskusji. Zdarzają się osoby bez odpowiednich kompetencji, które szkodzą klientom, ale atakowanie całego środowiska niczego nie rozwiąże.
Co więcej, wśród moich studentów są również lekarze, a niedawno prowadziłam szkolenie, w którym uczestniczyli dermatolodzy. To pokazuje, że wiedzy stricte trychologicznej w standardowych ścieżkach kształcenia bywa niewiele i że realnie jest przestrzeń do uzupełniania kompetencji, bez wchodzenia sobie w drogę.
My potrzebujemy porozumienia, jasnych zasad i komunikacji. Klient ma prawo do spójnej informacji i spokojnego prowadzenia przez proces terapii trychologicznej i leczenia.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Bo problemy dermatologiczne i trychologiczne bardzo często są ze sobą powiązane, a skuteczna opieka zwykle wymaga dwóch perspektyw.
Przykład: osoba z łuszczycą potrzebuje leczenia dermatologicznego, ale jednocześnie wymaga dobrze dobranej pielęgnacji skóry głowy, korekty błędów w myciu i stylizacji, wsparcia w tolerancji terapii. Trycholog pracuje „tu i teraz” z codziennością klienta: doborem preparatów, częstotliwością mycia, łagodzeniem podrażnień, oczyszczaniem i pielęgnacją skóry głowy tak, aby leczenie zalecone przez lekarza mogło działać w lepszych warunkach.
Trycholodzy mają też szeroką perspektywę holistyczną: wywiad, styl życia, dieta, czynniki nasilające. Dzięki temu potrafimy wskazać, kiedy problem włosów może wymagać konsultacji np. endokrynologicznej czy hematologicznej i wtedy kierujemy klienta do lekarza, zamiast „leczyć na własną rękę”.

Alicja Gondek-Urtnowska, trycholog, z pacjentem w gabinecie
Najczęściej klient wychodzi z gabinetu z tym, czego w systemie często brakuje: czasem, planem i zrozumieniem. Pierwsza konsultacja trychologiczna obejmuje szczegółowy wywiad (czas trwania problemu, tempo zmian, pielęgnacja, stylizacja, czynniki nasilające, historia leczenia), ocenę skóry głowy i włosów-badanie trichoskopowe oraz analizę błędów pielęgnacyjnych, ułożenie planu pielęgnacyjno-zabiegowego oraz higieny skóry głowy. Wskazówki, co jest realne, czego się spodziewać, jak obserwować reakcje skóry oraz kiedy konieczna jest konsultacja lekarska i dlaczego, a także wsparcie w utrzymaniu zaleceń (kontrole, modyfikacje, motywacja).
To jest proces oparty na konsultacji, edukacji i planie działania – klient ma wiedzieć, co robi, po co to robi i jak ocenić efekty, zamiast błądzić między sprzecznymi informacjami.

Alicja Gondek Urtnowska i Dariusz Urtnowski – oboje specjalizują się w trychologii
Tak, i to jest realny temat. Negatywna opinia o trychologii wzięła się m.in. z początków tej dziedziny, kiedy „opieka” bywała sprowadzana do doraźnych rekomendacji produktowych, bez pogłębionej konsultacji, edukacji i spójnego planu postępowania. Od lat w Stowarzyszeniu pracujemy nad zmianą: naszym celem jest podnoszenie kompetencji, standardy i współpraca z lekarzami.
Organizujemy duże wydarzenia edukacyjne, zapraszamy specjalistów z różnych dziedzin i stawiamy na jakość. Oczywiście całego rynku nie da się ujednolicić, nie wszyscy są w Stowarzyszeniu, nie wszyscy trzymają się standardów. Dlatego tak ważne jest, żeby klient miał narzędzia weryfikacji kompetencji.

Polskie Stowarzyszenie Trychologiczne organizuje edukacyjne konferencje, by trycholodzy mogli poszerzać wiedzę niezbędną do diagnostyki i kierowania pacjentów do lekarzy specjalistów
Nie czuję, żeby mogła nam realnie zagrozić, pod warunkiem, że trycholog nie przekracza kompetencji. Ja sama prowadzę gabinety, nie diagnozuję i nie leczę chorób, chociaż rozpoznaję ich cechy, współpracuję z lekarzami, prowadzę terapie trychologiczne nieinwazyjne lub małoinwazyjne z doskonałym skutkiem i nie czuje się zagrożona.
Trycholog PST nie wykonuje zabiegów inwazyjnych, iniekcyjnych, jeśli nie ma co do tego dodatkowych uprawnień więc w tym zakresie nie widzę zagrożenia.
Dodam, że pracujemy także nad kodeksem etycznym PST, wytycznymi oraz rekomendacjami po to, żeby standardy były jasne i jednoznaczne dla wszystkich naszych Członków.
Jest w tym niesprawiedliwość. Zwłaszcza że trychologia rozwija się także w obszarze edukacji: jeszcze niedawno były to głównie szkoły prywatne, dziś również uczelnie państwowe, w tym medyczne, prowadzą studia podyplomowe z trychologii. Z jednej strony jest więc przyzwolenie na rozwój, a z drugiej zarzut, że zajmujemy się tym, czym się zajmujemy.
Największym problemem jest brak komunikacji. Częściowo rozumiem rozgoryczenie dermatologów, bo na rynku funkcjonują osoby bez kompetencji. Ale rozwiązaniem nie jest umniejszanie trychologom, tylko wspólne standardy i realna współpraca.
To jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Przecież to dowód na to, że podnosimy kompetencje i chcemy mieć większą świadomość. Narracja, że w ten sposób próbujemy zastępować lekarzy, jest absurdalna.
Każdemu mojemu studentowi zalecam udział w kongresach dermatologicznych po to, aby nabrał pokory, zrozumiał złożoność problemów skóry głowy w tym to, jakie jednostki chorobowe mogą się za nimi kryć oraz jak rozpoznawać cechy i objawy, które mogą je sugerować i wiedział, kiedy odpowiedzialnie kierować klienta do lekarza.
Najczęściej tak. Dużą grupę stanowią kosmetolodzy, ale wśród trychologów są też lekarze, dietetycy a także osoby, które wcześniej nie były związane z branżą i dopiero wchodzą w ten zawód. W każdym przypadku studia podyplomowe są zwykle początkiem drogi, bo w trychologii, podobnie jak w medycynie, trzeba uczyć się przez całe życie.
Oczywiście funkcjonują też kursy, ich poziom bywa różny od bardzo dobrych po słabe. Mam wrażenie, że krótkie, jednodniowe lub wyłącznie online’owe szkolenia tracą na znaczeniu a świadomość osób kształcących się w trychologii jest dziś większa.

Alicja Gondek- Urtnowska, prezes PST, z certyfikatem trychologa licencjonowanego, który wydaje Stowarzyszenie. Egzamin sprawdza teorię i praktykę, a status trychologa licencjonowanego wymaga aktualizacji wiedzy.
Zawód trychologa nie jest uregulowany prawnie i na ten moment nie widzę pilnej potrzeby rejestracji. Nawet gdybyśmy chcieli to zrobić, pojawia się problem definicji kompetencji: najbardziej doświadczeni specjaliści uczyli się w czasach, gdy nie było studiów podyplomowych, zdobywali wiedzę na zagranicznych kursach.
Dlatego wprowadziliśmy egzamin dla trychologów jako niezależny sposób weryfikacji wiedzy. Egzamin jest wymagający, sprawdza teorię i praktykę, a status trychologa licencjonowanego wymaga aktualizacji wiedzy. Dziś ważniejsze jest dla nas uporządkowanie środowiska i jasne granice kompetencji. Jeśli kiedyś dojdziemy do rejestracji zawodu, chciałabym, aby odbyło się to bez konfliktów we współpracy z dermatologami i innymi specjalistami.
To bardzo istotna wskazówka, szczególnie dla klientów. Odbierałam wiele telefonów od osób zagubionych, pytających, do którego trychologa się udać, bo chcą trafić do rzetelnego specjalisty pracującego według standardów i oferującego realną konsultację oraz plan postępowania a nie wyłącznie rekomendacje produktowe.
Od momentu wprowadzenia mapy trychologów licencjonowanych sytuacja bardzo się poprawiła. To rozwiązanie ułatwia wybór kompetentnej osoby. Certyfikat jest również zauważany przez lekarzy – opinie specjalistów, z którymi współpracujemy i których zapraszamy na nasze wydarzenia, są bardzo pozytywne. To realnie porządkuje i weryfikuje rynek.

Świadomość na temat profilaktyki chorób skóry głowy i włosów jest coraz większa. Do gabinetów trychologów trafiają także mali pacjenci
Zapotrzebowanie jest ogromne. Wynika przede wszystkim ze wzrostu świadomości – dziś wiemy, że łysienie czy problemy skóry głowy nie są czymś, z czym „trzeba się pogodzić”. Klienci aktywnie szukają wsparcia, a jednocześnie są zagubieni w sprzecznych informacjach: raz słyszą, że to „tylko trycholog”, innym razem, że „tylko dermatolog”, a jeszcze innym, że od razu endokrynolog.
W gabinecie trychologicznym klienci dostają to, co jest dla nich niezwykle cenne: spokojną rozmowę, analizę problemu i plan działania. Często trafiają do mnie osoby po konsultacjach dermatologicznych, które nie do końca rozumieją swój problem ani zalecone leczenie. Zdarza się, że szybko rezygnują z terapii, nie rozumiejąc mechanizmów działania leków czy skutków ubocznych a ja poświęcam czas na wytłumaczenie, dlaczego dane leczenie jest potrzebne i jak działa. Nie po to, by je zastępować, ale by je wspierać.
Wielu klientów nie oczekuje recepty, tylko zrozumienia i poczucia, że ktoś realnie się nimi zajmuje. Nie obiecujemy cudów, ale pomagamy przejść przez proces, uporządkować informacje i tam, gdzie to możliwe, wspierać terapię zaleconą przez lekarza.
Trycholodzy odgrywają też ważną rolę w profilaktyce i porządkowaniu diagnostyki. Czasem zarzuca się nam, że rekomendujemy dużo badań, ale jeśli ktoś traci włosy od wielu miesięcy, trudno pominąć podstawowe kierunki. Kluczowe jest to, co robimy dalej: gdy wyniki są nieprawidłowe kierujemy klienta do odpowiedniego lekarza. Bardzo często już w wywiadzie okazuje się, że potrzebna jest konsultacja endokrynologiczna, hematologiczna, a czasem także reumatologiczna. I właśnie w tym trycholog bywa pierwszym „porządkującym” ogniwem.
Jednak nawet najlepsze leczenie nie zawsze jest wystarczające. Działamy holistycznie i na wielu płaszczyznach opiekując naszych klientów odpowiedzialnie z empatią i kompleksowo – myślę, że właśnie za to nas cenią.
TAGI
Przeczytaj także