Data publikacji: 05.08.2025
Barbara Goździkowska, właścicielka warszawskiej kliniki kosmetologii i medycyny estetycznej Absolu, otworzyła swój biznes zbliżając się do 50. urodzin. Wcześniej, przez ponad 20 lat pracowała w Avon Cosmetics – jednej z największych globalnych firm kosmetycznych, dochodząc w niej aż do stanowiska dyrektor generalnej w Polsce i krajach bałtyckich. Dlaczego zdecydowała się na własną firmę i wejście w usługi, jaki kierunek obrała, co fascynuje ją w kosmetologii regeneracyjnej i idei longevity – rozmawiamy o tym rozpoczynając cykl prezentacji kobiet i biznesów ze świata beauty.
Muszę zrobić mały krok wstecz i dodać, że ja dość długo przygotowywałam się do otwarcia własnego biznesu. Nie była to decyzja spontaniczna na zasadzie: “rzucam wszystko i będę się zastanawiała co robić”.
Przez kilka lat myślałam o tym, wiedziałam, że chcę mieć swoją firmę, ale opóźniałam ten moment. Po prostu bałam się. To jest duża zmiana, duży przeskok w życiu. Moja wizja tego biznesu była też dość kapitałochłonna – weszłam w dziedzinę kosmetologii i medycyny estetycznej. W tym przypadku są to bardzo drogie urządzenia, kwestia zatrudnienia wykształconych kosmetologów, współpracy z lekarzem.
Inwestycja własnych pieniędzy odkładanych na emeryturę jest dużym ryzykiem. Pracując przygotowywałam się więc do tego biznesu, uczyłam się go i czekałam na odpowiedni moment.
Z obecnej perspektywy na pewno nie rekomenduję podejmowania takiej decyzji w fazie jakiegoś trudniejszego momentu w życiu i nagłej chęci zmiany. Warto odpowiednio przygotować się do niej, zrobić biznes plan, zgromadzić środki i realizować tę wizję mając stałe źródło zatrudnienia i zarobków.
I nie zawsze pokrył się z rzeczywistością, ale był bardzo ważny i potrzebny. Lata spędzone przeze mnie w korporacji i zdobyte doświadczenie oczywiście były pomocne. Tworzenie biznes planów, cash flow – zarządzanie płynnością finansową, to była moja codzienność. Do własnego biznesu przeszłam w miarę płynnie, dużo procesów już się działo – miałam lokal, trwał remont, tworzyłam niezbędną dokumentację, ale przyznaję – dużo działo się też na bieżąco.

Barbara Goździkowska otworzyła klinikę kosmetologii i medycyny estetycznej Absolu zbliżając się do 50. urodzin i po latach pracy w korporacji, w biznesie kosmetycznym/ fot. Hanna Kantor
Chyba najtrudniejsze było przestawienie się na całkowicie inny model zawodowego działania. W korporacjach panują schematy, jest odpowiednia struktura, ludzie odpowiedzialni za konkretne obszary. Co miesiąc pensja wpływa na konto.
Tymczasem początek każdego własnego biznesu jest trudny. U mnie również był – nie zarabiałam, a musiałam utrzymać firmę. Przygotowałam się na to finansowo, ale mentalnie to nie jest łatwe doświadczenie. Musiałam zbudować sobie bazę klientów, pracować na zaufanie, zbudować markę kliniki – to były dla mnie priorytety. Niepewność – czy się to uda, to był duży stres.
Praca w korporacji była pracą w dużej strefie komfortu ze względu na wspomniane procedury, podział obowiązków i dostępne zasoby. We własnej firmie każdy krok musiałam zaplanować i wykonać samodzielnie. Myślę, że każda osoba, która prowadzi własny biznes tego rodzaju wie, że jeśli nawet zatrudnia się ludzi, to jednak oni liczą, że szef powie im jak mają pracować i to on weźmie na siebie główną odpowiedzialność. Było to więc dla mnie zejście z wysokiego poziomu osoby zarządzającej do poziomu przedsiębiorcy, właściciela, który musi zakasać rękawy i po prostu robić. Czasem trzeba usiąść na recepcji, wydrukować paragon, być księgową, zaopatrzeniowcem, pisać posty na bloga i social media, a przy tymi być menedżerem dla innych.
Czytaj także: Z fachowca w przedsiębiorcę. Na co przygotować się otwierając własny salon beauty?
W korporacji byłam liderem. W swoim biznesie, mówiąc korporacyjnym językiem, zeszłam na poziom operacyjny, egzekucyjny – było i jest mnóstwo pracy. Oczywiście, kiedy stworzy się już swoje rutyny, procesy, to własny biznes jest fajny, mnie daje ogromne poczucie satysfakcji. Na początku było to jednak wyzwanie, niepewność, lęk o powodzenie biznesu i szybka szkoła radzenia sobie z tym, że nie wszystko da się przewidzieć i zaplanować. Kiedy otwiera się firmę, to tych drobiazgów ważniejszych i mniej ważnych jest bardzo dużo.
Dokumentacja dla salonów Wzory umów, regulaminy i poradniki 
opracowane przez ekspertów.
Te procedury tworzyłam samodzielnie korzystając z dostępnej wiedzy. Część przygotowałam dużo wcześniej, przed otwarciem biznesu, ale część procedur zabiegowych i obsługi sprzętu, obsługi klienta-pacjenta powstawało na bieżąco, w ramach potrzeb.
Uważam, że procedury są niezbędne. Warto i trzeba je mieć. Kiedy zatrudnia się ludzi, a nie ma procedur i procesów, pojawiają się problemy. Gdy mamy je opisane – wiemy jak stawiać oczekiwania, wiemy z czego rozliczać pracowników, wiemy jak reagować na problemy i błędy, które często wynikają właśnie z braku przestrzegania procedur.
Stworzenie procedur jest też po prostu zabezpieczeniem dla szefa – gdy pracownicy wiedzą czego się od nich oczekuje, łatwiej jest się komunikować. Nie odnosimy się wówczas do emocji, do tego czego ja chcę, ty chcesz, tylko realizujemy standardy.
Wyświetl ten post na Instagramie
Chciałam mieć własny biznes, wiedziałam, że chcę stworzyć coś swojego, zbudować od zera, sprawdzić się. Nie ukrywam też, że pracując całe życie w branży kosmetycznej miałam świadomość, że kosmetyki są ważne, ale jest to tylko bardzo mały element w dbaniu o wygląd i zapobieganiu procesom starzenia. Wbrew temu, co się często deklaruje, kosmetyki nie odmładzają.
Dużo wcześniej zaczęłam interesować się tym, czym jest starzenie, jak mu zapobiegać w zakresie medycyny czy kosmetologii regeneracyjnej – bo ten obszar najbardziej mnie interesuje.
Zaczęły mnie bardzo pociągać tematy związane z longevity, czyli dotyczące nie tylko długości ale też jakości życia. Moja filozofia jest holistyczna, nie myślę o długowieczności w kontekście tylko zabiegów odmładzających, ale generalnie zdrowia, troski i dbałości o siebie. Dobry wygląd jest jednym z elementów tego procesu.
To mnie ciekawiło, to była moja pasja, tym się interesowałam, w tym się szkoliłam, bardzo dużo czytałam i stąd kierunek mojego biznesu.
Powiem też tak… nie chciałam już dłużej być w korporacji, bo na pewnym etapie życia stwarza ona za dużo barier, ograniczeń, jest to też ciężki czas dla kobiet, bo z reguły kobiety po pięćdziesiątce nie są już tak pożądane na rynku pracy i w korporacyjnych strukturach. Myślę, że można to powiedzieć wprost – jakkolwiek ktoś chciałby temu zjawisku zaprzeczać, fakty mówią same za siebie. Chciałam więc podjąć samodzielnie i świadomie decyzję i nie martwić się tym, czy mnie kiedyś korporacja zwolni, czy nie zwolni. Chciałam, żeby to odbyło się na moich zasadach, ale też bardzo chciałam mieć własną firmę, jeszcze się sprawdzić oraz mieć poczucie, że robię coś naprawdę wartościowego i dobrego.
W korporacjach często czujemy, że wiele naszych działań jest niepotrzebnych, przytłacza nas biurokracja, nierealne oczekiwania. Ja również osiągnęłam pewien poziom frustracji i potrzebowałam zmiany. Chciałam robić coś, co ma cel, co jest istotne.
Niezależnie od tego, ile wysiłku, emocji, stresu kosztowało mnie otwarcie własnej kliniki, czuję obecnie pracując z klientami, pacjentami, że to naprawdę ma wartość, sens i daje mi to niesamowitą satysfakcję.
Faktycznie otwierając klinikę nie miałam formalnego kierunkowego wykształcenia, ale przez ponad 20 lat pracowałam w biznesie kosmetycznym oraz kształciłam się sama jeżdżąc w prywatnym czasie na zagraniczne sympozja, konferencje, kongresy kosmetologiczne. Włożyłam ogrom pracy w przygotowanie strategii dla własnego biznesu, aby podejmować świadome decyzje o zakupie urządzeń, wyborze zabiegów.
Moje ekonomiczne wykształcenie i głęboko analityczne podejście uważam za cenne – pozwalają mi zrozumieć, jakie procesy zachodzą w naszym organizmie, jak wzajemnie na siebie wpływają, jak oddziałuje na nie technologia.
Przyznam też, że na studiach kosmetologicznych otrzymujemy dużo wiedzy teoretycznej, o skórze, o procesach chorobowych. Natomiast praktyki nabiera się pracując w gabinecie, klinice. Na studiach część zabiegowa jest stosunkowo mała, i o około 10 lat opóźniona w stosunku do tego, co dzieje się na rynku.
Obecnie nowe technologie, urządzenia, zabiegi pojawiają się bardzo szybko, jedne mają sens inne nie. Jest w tym dużo marketingu – trzeba umieć je odróżnić, wybrać wartościowe i bezpieczne.

Barbara Goździkowska jest już czynnym zabiegowcem. Specjalizuje się w kosmetologii regeneracyjnej/fot. Hanna Kantor
Tak, zrobiłam to, aby mieć dyplom, formalne potwierdzenie wiedzy. Nadal cały czas się uczę i rozwijam, bo nie ma możliwości, aby w tym zawodzie stać w miejscu.
Czytaj także: Kosmetologia – ranking najlepszych uczelni. Gdzie studiować?
Tak, podjęłam decyzję, że wchodzę w kategorię usług premium i w takie urządzenia też zainwestowałam z myślą o klientkach reprezentujących biznes. To w dużej mierze panie prowadzące własne firmy albo pracujące na menedżerskich stanowiskach. Można powiedzieć, że są to osoby bardziej zamożne i świadome, które chcą dbać o siebie w zdrowy sposób.
Konkurencja jest wszędzie… Ja po prostu założyłam, że w tym segmencie będę w stanie zaoferować wysoką jakość usług. Chodzi także o sprzęt i technologie, w które inwestuję. Interesują mnie tylko sprawdzone marki, kupuję urządzenia z atestami, od światowych producentów, za technologiami muszą stać badania kliniczne. To jest dla mnie minimalizacja ryzyka – inwestuję w to, co po pierwsze działa, po drugie – jest przebadane i bezpieczne. Daje mi to komfort pracy.

Klinika Absolu mieści się na warszawskim Muranowie/fot.K.Bochner
Jeśli chodzi o usługi beauty Polska jest bardzo zaawansowanym rynkiem, jednym z bardziej rozwiniętych w Europie i na świecie. Wiele technologii szybciej pojawia się w Polsce niż w innych krajach. Powiedziałabym, że jesteśmy bardzo innowacyjni, świadczy o tym także fakt, że do Polski przyjeżdżają na zabiegi klienci z całej Europy.
Gdybym miała powiedzieć o tym, w którą stronę idą globalne trendy, to na pewno wyraźnie rozwija się obszar zabiegów i technologii regeneracyjnych, czyli bardziej jest to prewencja, długoterminowe działania służące poprawie jakości skóry, pobudzaniu jej do działania niż inwazyjne zabiegi zmieniające wygląd. Rośnie zapotrzebowanie na zabiegi, które nie wymagają gojenia i rekonwalescencji, na technologie stymulujące skórę do odnowy, ale bez mocnej ingerencji, takie, po których można następnego dnia nałożyć makijaż i pójść do pracy.
Szybko rozwija się się oferta zabiegów dla mężczyzn. Będzie to trend istotny dla branży. Mężczyźni już nie wstydzą się przychodzić do gabinetów kosmetycznych czy klinik estetycznych, zaczynają czuć się komfortowo w takich miejscach i również są zainteresowani zabiegami odmładzającymi, regeneracyjnymi, dopasowanymi do potrzeb męskiej skóry.
Generalnie dużo mówi się w środowisku kosmetologicznym i medycznym o holistycznym podejściu – teraz istotne jest w pierwszej kolejności zrozumienie stylu życia, tego co stoi za problemami skóry, włączenie do procesu dbania o siebie odpowiedniej diety, suplementacji, zrozumienie, że zdrowie fizyczne, psychiczne i wygląd to naczynia połączone.
Ostatnio uczestniczyłam w konferencji Longevity organizowanej przez firmę ITP Biomedical Company. Duży nacisk położony był podczas niej na aspekt prozdrowotny – u podstaw wielu procesów chorobowych i starzenia się jest stan zapalny, wywoływany różnymi czynnikami, takimi jak brak snu, stres czyli podwyższony kortyzol, zła dieta. Trzeba cały czas pracować nad tym, żeby te stany zapalne u siebie zmniejszać, niwelować wprowadzając zdrowe nawyki – to trend globalny.
Natomiast jedną z najbardziej fascynujących innowacji zaprezentowanych podczas tej konferencji była technologia QMR – Kwantowy Rezonans Molekularny, która wykorzystuje energię kwantową do stymulacji komórek i procesów naprawczych w organizmie. Chodzi tutaj o wywołanie wysokich częstotliwości i przez to pobudzenie organizmu do wytwarzania nowych komórek macierzystych. To wchodzenie w energię, brzmi kosmicznie, ale jest wspaniałe – prawdziwa regeneracja i odmładzanie skóry na poziomie molekularnym.
Obecnie wiele zabiegów odmładzających opiera się na wywołaniu tak zwanego kontrolowanego stanu zapalnego na skutek czego najpierw tworzą się makrofagi typu pierwszego, czyli prozapalne, a następnie dopiero uruchamiają się przeciwzapalne procesy. W technologii kwantowego rezonansu molekularnego od razu uruchamiane są procesy przeciwzapalne – efekt regeneracji rusza od razu, bez wywoływania stanu zapalnego.
Fascynujące jest jak technologia, medycyna rozwijają się, przenikają łączą. Miejmy nadzieję, że za parę lat będziemy działać w sposób zupełnie nieinwazyjny, bezpieczny, na skórę, tkanki. Nie przestaniemy się starzeć, ale będziemy mogli spowalniać te procesy na zupełnie innym poziomie niż dzieje się to dzisiaj.

Podchodzę do innowacji ostrożnie i analitycznie. Potrzebuję zrozumieć, jak dana technologia czy preparat działa, na co wpływa, co pobudza, aby robiąc zabiegi nie wywoływać żadnych powikłań czy skutków ubocznych – mówi Barbara Goździkowska/fot. Hanna Kantor
Wprowadzam innowacje, natomiast podchodzę do tego bardzo ostrożnie i dość analitycznie. Potrzebuję zrozumieć, jak dana technologia czy preparat działa, na co wpływa, co pobudza, aby robiąc zabiegi nie wywoływać żadnych powikłań czy skutków ubocznych.
Inwestuję w nowe urządzenia i zabiegi biorąc pod uwagę konkretny typ pacjentek – czyli grupę docelową, na którą się nastawiłam w moim biznesie – a nie tylko dlatego, że są to rynkowe nowości.
Laser wolumetryczny, który kupiłam w ubiegłym roku. Wiadomo, że światło czerwone jest zdrowe, wiem, że technologia nie wywołuje żadnych skutków ubocznych, nie ma tu efektu podgrzania, co jest typowe dla wielu innych laserów, a co może być niekorzystne dla skóry, bo wywołuje zbyt intensywny stan zapalny. Zdecydowałam się na ten laser przede wszystkim ze względu na skóry cienkie, wiotkie, z rumieniem, trądzikiem różowatym, czyli z problemami, jakie mają często kobiety dojrzałe, u których nic bardziej aktywnego nie powinno być wykonywane, żeby nie pogarszać stanu skóry i intensywne wywoływanie mocnego stanu zapalnego innymi technologiami jest niewskazane.
Jeśli chodzi o preparaty, podchodzę do nich bardzo selektywnie i z reguły nie wprowadzam szybko nowości. W mojej klinice większość zabiegów z preparatami wykonuje lekarz. Pracujemy na konkretnych i znanych markach. To bardzo ważne – wiele preparatów do iniekcji de facto nie ma atestów do wstrzykiwań, są podawane w skórę, ale nie są do tego przeznaczone. Podchodząc odpowiedzialnie do biznesu ja biorę pod uwagę składniki od lat znane i stosowane, sprawdzone, typu kwas hialuronowy i kompozycje kwasu hialuronowego np. z aminokwasami, czy polinukleotydy. Natomiast są substancje nowe, które “coś” stymulują, ale nie ma jeszcze na ten temat badań, dostatecznie długiego okresu stosowania, perspektywy 5-10 lat, która pozwoliłaby na wyciągnięcie wniosków co do skuteczności i bezpieczeństwa ich działania. Po nie nie sięgam.
Są też popularne zabiegi, których w ogóle nie wykonujemy w klinice, np. nici liftingujących czy iniekcji z kwasem polimlekowym. Ze względu na liczne powikłania wolę ich nie wprowadzać niż podejmować ryzyko i potencjalnie mieć z tego tytułu problemy.
Szukałam właśnie zabiegów regeneracyjnych i stymulujących dla skór cienkich, wiotkich, często już mocno starszych, trochę atroficznych, dla których wiele intensywnych zabiegów jest zbyt agresywnych. Akurat wtedy pojawił się na rynku wspomniany laser wolumetryczny i bardzo dobrze trafiłam z tą inwestycją.
W tym roku natomiast skupiłam się na dobrych zabiegach na przebarwienia, na silny rumień. Zaczęłam interesować się światłem szerokopasmowym. Światło ma potwierdzone działanie regeneracyjne nawet na poziomie komórkowym. Czytam, szukam terapii, które działają odmładzająco czy przeciwstarzeniowo, ale w bardzo zdrowy, bezpieczny sposób. Taka jest moja filozofia.
Po pierwsze, w pielęgnacji powinna być regularność – dwa, trzy wybrane zabiegi w roku, w seriach, ale wykonywane systematycznie co roku.
Warto mieć jedną zaufaną osobę – lekarza, kosmetologa – i chodzić w jedno miejsce. Spotykam wiele kobiet, które wydają pieniądze i robią różne rzeczy ze swoją twarzą i ciałem, ale w związku z tym, że robią to bez konkretnego, świadomego planu, często same dobierają sobie zabiegi, usłyszą coś od koleżanki albo gdzieś wyczytają w internecie, to efektu tych działań nie ma. W jednym miejscu zrobią laser frakcyjny, w innym stymulatory, często zabiegi zupełnie niedobrane do danego problemu i do ich skóry.
Trzeba więc przygotować się na systematyczne działanie, nie szukać na siłę nowości i starać się być pod opieką jednej osoby, która ułoży plan działania i będzie obserwowała efekty. Trzeba też zadbać o siebie wprowadzając odpowiednią dietę, suplementację, uregulować sen, starać się kontrolować stres. Zabiegi są w stanie nieco poprawić nasz wygląd, ale przy złej kondycji całego organizmu nie usuną problemów. Natomiast kiedy organizm jest w równowadze ma wręcz zdolności samoleczenia.
Poza procesem zabiegowym bardzo ważne jest więc zadbanie po prostu o zdrowie, środowisko, w którym żyjemy i o to jak żyjemy. Eliminacja cukru i prostych węglowodanów z diety – to jest naprawdę kluczowe. Nawet osoby, które uważają, że odżywiają się zdrowo, często po głębszej analizie widzą, że cały czas mają duży poziom cukru w diecie. A cukier – to stany zapalne, glikacja i nadmiar tkanki tłuszczowej.
Oczywiście odstawienie używek, papierosów, alkoholu. Tu nie ma o czym dyskutować, to po prostu trucizna.
To jest granica bardzo płynna i niedodefiniowana. Ja uważam, że kosmetolog powinien mieć stosunkowo szerokie kompetencje, dlatego, że jest osobą po studiach, wykształconą, ma bardzo dużą wiedzę na temat skóry. Nie widzę powodu, dlaczego kosmetolog miałby nie wykonywać pewnych zabiegów laserowych, czy z zastosowaniem technologii. Często robi to lepiej niż lekarz, zarówno lekarz, jak i kosmetolog muszą być z konkretnych zabiegów przeszkoleni. Nie ma tu więc większego ryzyka.
Wiem, że lekarze chcieliby ten rynek całkowicie zawładnąć, włącznie z robieniem depilacji laserowej – widzimy to na listach z propozycjami zabiegów wychodzących ze środowiska lekarskiego i określanych procedurami medycznymi, natomiast pamiętajmy, że lekarz powinien leczyć. Cały czas brakuje lekarzy i odchodzenie lekarzy do medycyny estetycznej jest z poziomu interesu pacjentów i całego systemu zdrowia procesem bardzo niekorzystnym.
Lekarz w zakresie medycyny estetycznej powinien wykonywać zabiegi, których nie może robić kosmetolog. Według mnie kosmetolog nie powinien wykonywać zabiegów z użyciem toksyny botulinowej, wypełniaczy, nici, pewnej kategorii stymulatorów – bardziej intensywnych, gdzie faktycznie może dojść do powikłań przy podaniu, natomiast mezoterapię jak najbardziej może robić oraz wiele innych zabiegów, które w obecnych założeniach dla kosmetologów miałyby być zakazane.
Uważam, że tak. Obecnie kosmetolog jest zawodem bardzo niedocenionym. Kosmetolodzy to są osoby dobrze wykształcone, często kończą studia kierunkowe na medycznych uczelniach, potem cały czas uczą się, szkolą, rozwijają. Mają szeroką wiedzę o skórze, organizmie, hormonach. Nie można sprowadzać kosmetologa do kosmetyczki i do nakładania maseczek. Warto by było, żeby ten zawód nabrał większej rangi.
Dokładnie tak i to wykonują zabiegi, które powinien robić lekarz, takie jak wspomniane już podawanie toksyny botulinowej czy kwasu hialuronowego, w tym jakże popularne powiększanie ust.
Wiem, jednak powiększanie ust to zabieg, który polega na podawaniu wypełniacza – usieciowanego kwasu hialuronowego, który może zmigrować, źle się ułożyć, może dojść do martwicy.
Kwas hialuronowy nieusieciowany stosuje się natomiast w mezoterapii i dlatego może takie zabiegi wykonywać kosmetolog. Jest to zabieg bardzo bezpieczny, ale oczywiście trzeba umieć go wykonać.
Może tak być. Tak samo jak prawdą jest, że po zabiegach wykonywanych przez lekarzy są powikłania. Powiem więcej – najwięcej jest powikłań po zabiegach wykonywanych przez lekarzy, bo oni takich zabiegów robią najwięcej. To czysta matematyka.
Natomiast tu nie chodzi o to, czy ktoś umie ładnie wykonać taki zabieg, tylko kto jest w stanie poradzić sobie z potencjalnym powikłaniem i szybko pomóc pacjentowi. Lekarz może wystawić receptę, lekarz może podać np. hialuronidazę rozpuszczającą kwas hialuronowy, podjąć leczenie po powikłaniu. Kosmetolog nie.
Dlatego ja podchodzę do tego zagadnienia w ten sposób – patrzę na ryzyko, które może się wydarzyć. A ryzyko jest zawsze, nie zależy od tego, czy umiem, czy nie umiem wykonać dany zabieg. Może być np. związane z indywidualną reakcją pacjenta na dany preparat. Jakie wówczas mam możliwości działania, co zrobię, jak poradzę sobie z powikłaniem? Dlatego u mnie w klinice tego typu zabiegi wykonuje lekarz. Według mnie najlepszą praktyką na dzień dzisiejszy jest taka, żeby robić swoje, czyli to na czym się znam, w czym czuję się bezpiecznie i współpracować z lekarzem przy wykonywaniu zabiegów o potencjalnie dużym ryzyku.
Bliższa mi jest ta druga koncepcja. Przyznam, że nie skupiam się na tym jaki gabinet otwiera się w pobliżu, a oczywiście ich przybywa. Wiele nie jest dla mnie konkurencją, bo działamy w innych kategoriach, mamy inną ofertę. Mnie wyróżniają wspomniane usługi premium.
Generalnie uważam, że jak się dobrze wykonuje swoją pracę i dba się o swoich klientów to oni są przy nas, nie pójdą do konkurencji. Trzeba więc robić swoje jak najlepiej. Kochać to co się lubi i nie martwić się wszystkim dookoła.
W moim przypadku było warto. To była bardzo dobra decyzja, jestem z niej zadowolona. Ale też decyzja, która kosztowała mnie bardzo dużo pracy, bardzo dużo wysiłku i stresu. Odpowiedziałabym więc tak… Jeśli ktoś myśli o własnym biznesie to warto, żeby zrobił najpierw głęboką analizę – gdzie jest obecnie, czego oczekuje, jak chce żyć. Czy chce pracować bardzo intensywnie, podejmować ryzyko i narażać się na stres? Bo to jest konieczne i to się wydarzy, gdy otwiera się biznes od zera.
Jak już powiedziałyśmy, na rynku beauty panuje obecnie duża konkurencja, choć chyba tak jak na każdym innym – nie ma już branż, w których pracuje się spokojnie. Jest to praca z ludźmi, a więc niełatwa. Trzeba znaleźć swoją niszę, specjalizację, żeby się wyróżnić.
W dojrzałym wieku mamy inne potrzeby. Warto więc zadać sobie pytanie, czy jest się gotowym na bardzo duży wysiłek i wydatek energetyczny. Bo jeśli ktoś już szuka wytchnienia i spokoju, to zakładając własną firmę niekoniecznie go zazna.
TAGI
Przeczytaj także