Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 12.11.2025
Być może nadszedł moment, by wśród kursów z przedłużania rzęs, manicure hybrydowego i stylizacji brwi pojawił się jeszcze jeden – kurs asertywności. Nie po to by uczyć jak odmawiać klientkom, lecz by przypomnieć, że granice są częścią profesjonalizmu.
W branży, w której usługodawczyni ma być zawsze dostępna, uśmiechnięta i gotowa do pracy o świcie coraz trudniej zachować równowagę między pasją a zdrowiem. Do tej refleksji skłoniły mnie rozmowy, które toczą się na forum Beauty Razem – przestrzeni, w której kobiety z branży beauty dzielą się rozterkami, poradami, ale też zmęczeniem i niepewnością. Widać w nich ogromne zaangażowanie, ale też cichy wspólny mianownik, jakim jest trudność w stawianiu granic. To z tych historii wyłania się prawdziwy obraz branży, w której obok błysku lakieru i zapachu kosmetyków kryje się codzienny wysiłek, nierzadko obciążony emocjonalnie.
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Od entuzjazmu do poczucia winy
Na początku jest entuzjazm. Kobiety, które dopiero wchodzą do branży chcą zdobyć klientki więc zaniżają ceny i dorzucają dodatki, licząc, że „na start tak trzeba”. Wykonują usługi po kosztach a czasem po prostu z potrzeby zbudowania portfolio. Z czasem jednak ten etap się przedłuża, a dobra wola przeradza się w schemat z którego trudno się wyrwać. Bo jeśli przez dłuższy czas pracuje się „dla reklamy”, później niełatwo przekonać innych że ta praca ma realną wartość.
Potem przychodzi etap drugi – próba utrzymania klientek.
Wtedy zaczynają się wpisy o pracy do późna, o porannych wizytach o szóstej, o weekendach spędzanych w salonie. O tym że ktoś przesunął urlop, ponieważ „klientka prosiła”. Brak granic staje się codziennością. W wielu głosach słychać ten sam ton: „boję się, że pójdzie do innego salonu”, „nie chcę być nie fair”. W efekcie zaczyna się praca ponad siły, coraz mniejsze zadowolenie i coraz większe zmęczenie.
I wreszcie trzeci moment – ten najtrudniejszy, o którym mówi się najmniej.
Kiedy ktoś decyduje się zamknąć salon, albo zrobić przerwę, nagle pojawia się poczucie winy. W wątkach pojawiają się pytania: czy powinnam napisać do klientek wiadomość? Czy należy się pożegnać, podać powód? Czy nie będą miały mi za złe? To wyjątkowe dla naszej branży – poczucie, że nawet kończąc działalność trzeba coś od siebie jeszcze dać. Tymczasem klientka nie jest koleżanką a relacja zawodowa nie wymaga emocjonalnych pożegnań. Można być życzliwą i serdeczną, nie przekraczając granic zawodowych.
Psycholożka Katarzyna Miller napisała kiedyś:
Brak granic nie czyni nas dobrymi ludźmi. Czyni nas zmęczonymi.
Trudno o trafniejsze zdanie, które opisywałoby realia naszej branży. Bo przecież w wielu przypadkach zmęczenie bywa mylone z zaangażowaniem, zaś uśmiech z obowiązkiem.

Jak zauważa psycholożka biznesu Dorota Gromnicka:
Asertywność to nie mówienie „nie”, lecz rozumienie, że mam prawo decydować, w jaki sposób uczestniczę w relacjach z innymi.
W salonie to prawo przyjmuje formę drobnych codziennych decyzji – jak ta, by trzymać się godzin pracy, szanować własny czas i pamiętać, że nasza energia również ma swoją wartość.
Jak więc zachować równowagę między życzliwością a asertywnością? Pomaga prostota i konsekwencja – spokojny język, który pokazuje granice, ale nie rani. Kiedy klientka pyta: „Czy mogłaby mnie Pani przyjąć w niedzielę?”, można odpowiedzieć: „Niestety salon jest nieczynny w niedzielę, zapraszam w tygodniu – z przyjemnością znajdę dla Pani dogodny termin”.
Jeśli nalega: „A może o siódmej rano?”, warto jasno powiedzieć: „Pracuję w godzinach 9-17, wtedy mam pełną dostępność i mogę zadbać o najwyższą jakość usługi”. Gdy prosi: „Czy mogłaby Pani zrobić szybki lifting, bo mam dziś wieczorem randkę?”, wystarczy: „Zabieg liftingujący wymaga odpowiedniego przygotowania skóry i czasu regeneracji, dlatego najlepiej umówić się z wyprzedzeniem. Dziś mogę zaproponować delikatny zabieg pielęgnacyjny, który bezpiecznie odświeży cerę”.
A jeśli podczas wykonywania stylizacji powie: „Zrobimy coś na jednym paznokciu?” – można spokojnie odpowiedzieć: „Oczywiście, jeśli będzie na to przestrzeń czasowa. To usługa dodatkowo płatna, dlatego proszę dać znać w momencie rezerwacji, abym mogła odpowiednio zaplanować czas”.
To właśnie takie drobne komunikaty: spokojne, rzeczowe ale stanowcze budują szacunek do naszej pracy i uczą klientki że piękno wymaga nie tylko czasu, ale też wzajemnego zrozumienia. Bo salon to miejsce pracy, w którym dobroć nie polega na poświęceniu lecz na równowadze.
Dokumentacja dla salonów Wzory umów, regulaminy i poradniki 
opracowane przez ekspertów.
Warto też pamiętać, że granice nie kończą się na godzinach pracy. Czasem zaczynają się od języka. Przechodzenie z klientkami z „pani” na „ty” może wydawać się naturalne i ciepłe, ale bywa, że to właśnie wtedy trudniej nam odmówić i zachować profesjonalny ton czy egzekwować zasady. Dystans nie musi być chłodny – może być po prostu zdrowy. Pozwala chronić siebie i jednocześnie utrzymać relację opartą na wzajemnym szacunku.
W programach szkoleń jest miejsce na wszystko – na technikę, pigmenty, trendy, ale wciąż brakuje tego, co najważniejsze: rozmowy o komunikacji, emocjach i granicach. Szkolenia techniczne rozwijają sprawność ręki, nie uczą „głowy”. A przecież to właśnie od niej zależy, jak długo potrafimy pracować z pasją i bez wypalenia.
Asertywność nie jest brakiem empatii. To świadomość własnej wartości i umiejętność troski o siebie. Nie chodzi o to, by odmawiać, ale by działać w zgodzie z własnymi możliwościami. Bo piękno, którym się dzielimy nie może powstawać kosztem naszego spokoju oraz naszej sytuacji finansowej.
Poczucie wartości stanowi tarczę obronną przed zbyt daleko idącymi ustępstwami w różnych sprawach, ale przede wszystkim w tym, na co pozwalamy innym ludziom
Ewa Woydyłło
TAGI
Przeczytaj także