Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
Data publikacji: 10.12.2025
Chirurgia plastyczna oraz dermatologia z wenerologią znalazły się na czele najpopularniejszych specjalizacji lekarskich – podało CMPK. Na jedno miejsce przypadało około 7 kandydatów, jednak konkurencja jest tak duża, bo jest na nie bardzo mało miejsc. Obie specjalizacje wiążą się z medycyną estetyczną.
Profesor Krzysztof Filipiak, szef Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, opublikował w mediach społecznościowych listę specjalizacji lekarskich, na które najtrudniej było się dostać w jesiennej sesji, ze względu na małą liczbę miejsc, a wielu kandydatów.
Na czele tej listy znalazły się dwie specjalizacje związane z medycyną estetyczną – chirurgia plastyczna oraz dermatologia z wenerologią. W obu przypadkach lekarze posiadający te specjalizacje automatycznie otrzymują certyfikat umiejętności lekarskiej medycyna estetyczno-naprawcza (kod 028).
Prof. Filipiak napisał:
Biorąc pod uwagę liczbę chętnych (wpisujących ten wybór specjalizacji na pierwszym miejscu wniosku) w stosunku do wszystkich dostępnych miejsc (liczonych łącznie: rezydenckich i pozarezydenckich) i biorąc pod uwagę specjalizacje lekarskie z dostępnością >10 miejsc w tej sesji, najtrudniej było rozpocząć w sesji jesiennej 2025 specjalizacje takie jak:

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty
Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.
Zobacz ofertę
Natomiast najłatwiej było się dostać na takie specjalizacje, jak:
Na tych specjalizacjach było więcej miejsc niż chętnych.
Po trzech etapach jesiennej rekrutacji na specjalizacje 5664 lekarzy i lekarzy dentystów potwierdziło przyjęcie miejsca specjalizacyjnego: w tym 4277– w ramach rezydentury i 1387 – w trybie pozarezydenckim. W wyniku dodatkowego, trzeciego etapu 181 lekarzy potwierdziło przyznane miejsce na rezydenturach w dziedzinach priorytetowych.
Chirurgia plastyczna i medycyna estetyczna są więc specjalizacjami, na których w porównaniu do innych kierunków, kształci się niewielu lekarzy.
Dziedziny, w których najwięcej lekarzy potwierdziło miejsce na rezydenturze :
Dziedziny, w których najwięcej lekarzy potwierdziło miejsce w trybie pozarezydenckim w postępowaniu wiosennym:
Karta Członkowska
Beauty Razem
to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.
Anna Kowalska
CMKP to instytucja państwowa odpowiedzialna za zarządzanie procesem kształcenia podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów, czyli m.in. przyjmowanie wniosków o specjalizację, publikację list rankingowych, przydzielanie miejsc rezydenckich i pozarezydenckich.
Z danych opublikowanych przez CMKP wynika, że w tegorocznym postępowaniu dostępnych było łącznie 6653 miejsc rezydenckich oraz 7945 miejsc pozarezydenckich. W jesiennym naborze na szkolenia specjalizacyjne lekarze i lekarze dentyści złożyli łącznie 7995 formalnie poprawnych wniosków.
Każdy lekarz mógł w jednym wniosku dokonać maksymalnie 15 wyborów – określając dziedzinę, województwo i tryb szkolenia. Do każdego wybranego wariantu można było wskazać do trzech preferowanych jednostek.
Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) wynika, że według stanu na 30 czerwca 2024 roku było w Polsce 155 944 lekarzy (bez lekarzy dentystów) wykonujących zawód. Daje to 4,15 lekarza na tysiąc mieszkańców (dane GUS o liczbie ludności wg stanu na kwiecień 2024 roku: 37 mln 582 tys.).
Problemem polskiej ochrony zdrowia jest to, że im trudniejsze rzeczy robisz i bardziej specjalistyczne, tym masz gorsze warunki pracy i mniej zarabiasz. Jeśli kwalifikujący do zabiegów w poradni NFZ lekarz zarabia więcej niż operujący, to jest to postawione na głowie –
mówił w dla TVN24 Jakub Kosikowski, lekarz i rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) w lipcu ubr.r.
Ale cytowany w tym samym artykule Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP), zwrócił uwagę na problem wynikający z nadmiaru specjalizacji lekarskich. Brakuje rozsądnego zarządzania tym, jakich lekarzy brakuje na rynku, a w jakich specjalizacjach przybywa ich nadmiernie.
To państwo polskie i Ministerstwo Zdrowia muszą przemyśleć, jak rozwiązać problem specjalizacji. Czegoś powinna nas nauczyć pandemia, gdy najbardziej potrzebowaliśmy internistów i pulmonologów, a nie dermatologów czy specjalistów od medycyny estetycznej
– powiedział Malinowski. Zobacz całą wypowiedź tutaj: KLIK
Na ten problem zwraca uwagę także Fundacja Beauty Razem. Coraz więcej lekarzy zajmuje się medycyną estetyczną a kosmetolodzy, którzy na studiach przygotowywani są do pracy ze skórą i estetyką, sukcesywnie są odsuwani od zawodu. Wprowadzenie certyfikacji umiejętności zawodowej “medycyna estetyczno-naprawcza” (kod 028) przyspiesza ten proces.
Certyfikację umiejętności “medycyna estetyczno-naprawcza” może uzyskać każdy lekarz lub lekarz dentysta po zdaniu egzaminu certyfikacyjnego. W przeciwieństwie do wielu innych umiejętności zawodowych do certyfikacji nie jest tu wymagana żadna specjalizacja i ani kwalifikacje lekarza.
Zobacz załącznik nr 2 do Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 13 czerwca 2023 r. w sprawie umiejętności zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów: Kwalifikacje lekarza i lekarza dentysty stanowiące warunek ubiegania się o certyfikat umiejętności zawodowej (klik).
Pogarsza się sytuacja finansowa w ochronie zdrowia, co wynika zdaniem jednych z niedofinansowania, zdaniem innych – z powodu złego zarządzania dostępnymi środkami. Z raportu “Luka finansowa systemu ochrony zdrowia – wyzwania długoterminowe”, przygotowanego przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Federację Przedsiębiorców Polskich, wynika, że luka finansowa w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia wyniesie do 2040 roku aż 171 mld zł.
Autorzy raportu przedstawili dwa możliwe scenariusze rosnącego niedoboru finansów w systemie ochrony zdrowia.
Pierwszy – scenariusz bazowy – zakłada, że koszty leczenia będą rosły w takim tempie jak w ostatnich kilku latach. Jeśli nic się nie zmieni, luka wyniesie 171 mld zł w 2040 r., osiągając w 2060 r. 434 mld zł w cenach stałych, czyli 7,1 proc. PKB.
Drugi – scenariusz alternatywny – pokazuje, że luka może rosnąć wolniej, ale wymaga to zmniejszenia presji kosztowej w systemie. W tej wersji wyniesie 112 mld zł w 2040 r. i 315 mld zł w 2060 r. Różnice wynikają ze skutków nakładania się kilku czynników: tempa wzrostu kosztów leczenia, liczby osób potrzebujących opieki i wielkości wpływów z danin publicznych w kolejnych latach. Wskazana luka finansowa będzie musiała zostać częściowo skompensowana wydatkami prywatnymi (out-of-pocket) obywateli albo uzupełniona dodatkowymi środkami publicznymi, pochodzącymi spoza strumienia składkowego.
W poprzednich raportach liczyliśmy lukę w perspektywie kilku najbliższych lat i już wtedy było jasne, że bez zmian system będzie wymagał coraz większego dokładania środków z zewnątrz. Teraz po raz pierwszy patrzymy długoterminowo i widzimy, że to nie jest chwilowe tąpnięcie, ale trwały trend dotykający wiele krajów, wynikający z demografii, rosnących kosztów leczenia i wyczerpania rezerw. Im dłużej będziemy opierać się na doraźnych dotacjach zamiast na przejrzystych zasadach finansowania, tym większą lukę zostawimy kolejnym rządom i kolejnym pokoleniom pacjentów
– powiedział Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich w komentarzu do raportu.
Deficyt finansowy w ochronie zdrowia rośnie szybciej niż zakładano. To efekt nałożenia się kilku trendów: rosnących kosztów świadczeń, planowania budżetów w zbyt krótkiej perspektywie i coraz większej liczby pacjentów wymagających opieki.
Raport pokazuje, że w kolejnych dekadach liczba mieszkańców Polski będzie maleć – i to bardzo szybko. System najbardziej odczuje jednak zmianę w grupie osób pracujących, które finansują leczenie składkami zdrowotnymi. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego w ciągu 35 lat może ich być o 25–40 proc. mniej. To oznacza, że coraz mniej osób będzie finansować system, a coraz więcej będzie potrzebować leczenia.
Demografia to jedna z najsilniejszych zmiennych, która już dziś przebudowuje system ochrony zdrowia i w kolejnych latach będzie robić to coraz szybciej. Do 2060 r. mieszkańców Polski może być nawet o 7-8 mln mniej, a w ciągu jednej dekady struktura ich wieku zmieni się bardziej niż kiedyś zmieniała się w trzy. W związku z tym stoimy przed nieuniknionym wyrównaniem kosztów leczenia seniorów do poziomu obserwowanego w Europie Zachodniej, gdzie na opiekę nad osobami 75+ przeznacza się około 20 proc. PKB per capita wobec 12 proc. w Polsce. Jeśli teraz nie zaczniemy planować wydatków na leczenie w dłuższej perspektywie, te różnice zaczną wyznaczać dostęp pacjenta do opieki
– tłumaczy dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.
Wobec tych wyzwań autorzy raportu rekomendują:
TAGI
Przeczytaj także