Kosmetolog na marginesie zabiegów estetycznych. Czy rzeczywiście tak stanowi prawo?

Data publikacji: 19.09.2026

Ukazał się cykl raportów opracowanych przez przedstawicieli środowiska lekarskiego, w których po raz kolejny kosmetologom wyznacza się miejsce przy pielęgnacji i zabiegach powierzchownych, a zabiegi estetyczne przypisuje głównie lekarzom. Sprawdzamy podstawy tych wniosków: co rzeczywiście wynika z obowiązującego prawa, gdzie zaczyna się interpretacja autorów i czy bezpieczeństwo pacjenta rzeczywiście wymaga odsunięcia akademickich kosmetologów od znacznej części rynku zabiegów estetycznych.

Trzy raporty Akademii Medycyny Estetycznej Wenus opisują rynek medycyny estetycznej z trzech perspektyw: standardów jakości, podziału kompetencji między wykonawcami zabiegów oraz praw i obowiązków pacjenta. „Kto może wykonywać zabiegi medycyny estetyczno-naprawczej? Lekarze, lekarze dentyści i kosmetolodzy – zakres uprawnień, granice kompetencji i bezpieczeństwo pacjenta w ujęciu porównawczym” – pod takim tytułem ukazał się jeden z nich.

Zarabiaj nawet 10.000 zł rocznie więcej z Kartą Członkowską Beauty Razem

Karta Członkowska
Beauty Razem

to branżowy "Netflix" z ebookami, VOD, dokumentacją i stałym dostępem do grup FB.

Klikam i chcę więcej zarabiać!
Bez zobowiązań. Rezygnujesz kiedy chcesz.

Anna Kowalska

NR: 123456
Ważna do: 19.10.2026
Klikam i chcę więcej zarabiać!
Bez zobowiązań. Rezygnujesz kiedy chcesz.

Czym jest Akademia Medycyny Estetycznej Wenus? To prywatny projekt branżowy organizowany przez Pharma Medical House sp. z o.o. Regulamin określa ją jako całoroczny projekt „ekspercko-edukacyjny, opiniotwórczy, nominacyjny, publikacyjny i komunikacyjny” dla rynku medycyny estetycznej, anti-aging i longevity. Projekt obejmuje działalność edukacyjną i ekspercką, ale również nominacje, certyfikaty jakości, nagrody, publikację Albumu Wenus oraz Galę Wenus. Akademii patronuje Ministerstwo Zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta.

Wspomniany raport, odnoszący się do kompetencji różnych zawodów, tak jak dwa pozostałe, został oficjalnie opublikowany dziś, 19 września br. Dokument pochodzi z 2026 r., a przyjęty w nim stan prawny i źródłowy określono na 7 czerwca 2026 r.

Raport_2_Akademia Medycyny Estetycznej Wenus_KOMPETENCJE_ KTO MOŻE WYKONYWAĆ ZABIEGI_09.2026

Jak podają autorzy raportu, ma on charakter analityczno-porównawczy. Jego celem jest uporządkowanie odpowiedzi na pytanie, gdzie przebiegają granice kompetencji lekarzy, lekarzy dentystów i kosmetologów w zabiegach estetycznych oraz jak rozwiązują ten problem inne państwa. Autorzy analizują 12 systemów prawnych, zestawiają poszczególne procedury według poziomu ryzyka i kompetencji. Raport zawiera dane i analizy rynkowe, interpretacje autorów, rekomendacje dotyczące organizacji rynku i postulowany model regulacyjny, w którym procedury wysokiego ryzyka przypisywane są przede wszystkim lekarzom, a kosmetologom pozostawiany jest obszar zabiegów powierzchownych i pielęgnacyjnych.

To rozróżnienie jest ważne przy dalszej lekturze. Raport nie jest źródłem prawa ani oficjalną wykładnią przepisów. Jest opracowaniem eksperckim, które korzysta zarówno z ustaw i rozporządzeń, jak i orzecznictwa, stanowisk organów, dokumentów samorządów zawodowych oraz innych źródeł. Autorzy zastrzegają, że wykorzystane materiały mają różną rangę i nie powinny być traktowane jako równoważne źródłowo.

Drugie posiedzenie Zespołu ds. Kosmetologii przy Rzeczniku MŚP_Michał Łenczyński_Beauty Razem
Posiedzenie Zespołu Roboczego ds. Kosmetologii przy Radzie Przedsiębiorców Rzecznika MŚP, 27 sierpnia 2026 r. Pracom Zespołu przewodniczy Michał Łenczyński, prezes Fundacji Beauty Razem.

Prywatna publikacja medycznej firmy marketingowej nie przyznaje ani nie odbiera uprawnień zawodowych. Komunikat Ministerstwa Zdrowia również nie ustanowił nowych zakazów. Spór o kompetencje trzeba rozstrzygnąć w prawie, z uwzględnieniem wykształcenia i kwalifikacji. Dlatego Beauty Razem przygotowuje projekt ustawy o zawodzie kosmetologa

– komentuje Michał Łenczyński, prezes Fundacji Beauty Razem, przewodniczący Zespołu ds. Kosmetologii przy Rzeczniku MŚP. 

Przeczytaj także

W mojej ocenie jest to dokument rzeczniczy części środowiska lekarskiego, stylizowany na obiektywny raport porównawczy

– dodaje Katarzyna Kleniewska, magister kosmetologii, reprezentująca Akademicką Radę Naukową.

Dlatego w dalszej części artykułu sprawdzamy osobno dwie rzeczy: co rzeczywiście wynika z przywołanych przepisów oraz gdzie raport przechodzi od ich opisu do własnej interpretacji lub rekomendacji dotyczącej tego, jak system powinien wyglądać.

Wesprzyj BLIK-iem Beauty Razem

Wesprzyj ochronę zawodu kosmetologa

Bronimy interesów branży, reagujemy na projekty ustaw i działania instytucji.

Każda wpłata realnie wspiera działania prawne i eksperckie. Wesprzyj BLIK-iem.

Tel: 506 224 225

Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe

Iniekcja jako granica. Czy rzeczywiście tak stanowi prawo?

Autorzy raportu porównują trzy grupy zawodowe w dwunastu systemach prawnych i przedstawiają następujący wniosek: Lekarz ma mieć najszerszy zakres kompetencji, lekarz dentysta – zakres ograniczony, natomiast kosmetolog powinien pozostać przede wszystkim przy pielęgnacji oraz procedurach powierzchownych.

Raport przypomina o ryzyku, jakie niosą zabiegi estetyczne. Zwraca uwagę na konieczność kwalifikacji, dokumentacji, znajomości produktu i zapewnienia pacjentowi pomocy w razie powikłania. Słusznie wskazuje również, że prywatny kurs nie może sam z siebie tworzyć uprawnienia, którego nie przewiduje prawo.

Problem zaczyna się gdzie indziej. W kilku kluczowych miejscach raport przechodzi od oceny ryzyka klinicznego do kategorycznej oceny prawnej, mimo że przywoływane przepisy nie zawsze mówią dokładnie to, co następnie pojawia się we wnioskach autorów. A różnica jest zasadnicza.

Teza przewodnia raportu brzmi: „Granica między usługą a świadczeniem zdrowotnym przebiega tam, gdzie pojawia się lek, wstrzyknięcie lub inne naruszenie ciągłości tkanek, energia zdolna uszkodzić skórę lub konieczność leczenia powikłania”Problem polega na tym, że nie jest to definicja zawarta w polskiej ustawie.

Ustawa o działalności leczniczej definiuje świadczenia zdrowotne przez ich związek z zachowaniem, ratowaniem, przywracaniem lub poprawą zdrowia oraz przez inne działania medyczne wynikające z procesu leczenia lub przepisów odrębnych. Sam fakt użycia igły czy przekroczenia ciągłości skóry nie został w tej definicji wskazany jako automatyczne kryterium przesądzające o powstaniu świadczenia zdrowotnego.

Ustawa o działalności leczniczej 

To nie znaczy, że iniekcję może wykonywać każdy, a coś znacznie bardziej precyzyjnego: ryzyko biologiczne procedury i jej kwalifikacja prawna nie są tym samym zagadnieniem.

Iniekcja może podlegać daleko idącym ograniczeniom z powodu statusu produktu, jego przeznaczenia, instrukcji używania, prawa farmaceutycznego, MDR albo przepisów określających kompetencje zawodowe. Ale żeby powiedzieć, że każda iniekcja estetyczna jest świadczeniem zdrowotnym zastrzeżonym dla lekarza, trzeba wskazać konkretną podstawę prawną. Raport takiej generalnej normy ustawowej nie wskazuje.

Beauty Law - kancelaria dla salonu kosmetycznego

Kancelaria prawna
dla branży Beauty

Porady, reprezentacja, umowy i dokumentacja.

Umów poradę

W Polsce nie ma legalnej definicji medycyny estetycznej

To jedna z najważniejszych informacji znajdujących się w raporcie. W części poświęconej sporowi prawnemu autorzy piszą, że wielu prawników i ekspertów uważa komunikat Ministerstwa Zdrowia za niewystarczający oraz wskazuje na potrzebę nowelizacji ustawowej. Przyznają też wprost, że w obowiązującym prawie brakuje legalnej definicji „medycyny estetycznej” i że kwestionowane jest jednolite traktowanie wszystkich procedur estetycznych jako świadczeń zdrowotnych.

W słowniku raportu autorzy definiują komunikat lub stanowisko Ministerstwa Zdrowia jako dokument informacyjno-interpretacyjny, który przedstawia wykładnię przepisów, ale „nie tworzy nowych norm ani nie jest podstawą sankcji”. W tym samym miejscu stwierdzają, że komunikat ministra nie należy do katalogu źródeł prawa.

To bardzo istotne, ponieważ komunikat Ministerstwa Zdrowia może przedstawiać stanowisko resortu, może mieć znaczenie praktyczne, może wpływać na działania organów, ale komunikat nie jest ustawą ani rozporządzeniem. I w raporcie zostało to wyartykułowane.

Przeczytaj także

„Medycyna estetyczno-naprawcza” w rozporządzeniu – co z niego wynika?

W 2023 r. „medycyna estetyczno-naprawcza” rzeczywiście znalazła się w rozporządzeniu Ministra Zdrowia dotyczącym umiejętności zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów. Kod 028 istnieje. O certyfikat mogą ubiegać się lekarze i lekarze dentyści. Ale warto przeczytać także § 1 tego rozporządzenia. Określa ono rodzaje i kody umiejętności zawodowych, w których lekarz i lekarz dentysta mogą uzyskać certyfikat, oraz kwalifikacje będące warunkiem ubiegania się o ten certyfikat.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie umiejętności zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów

To ważna różnica. Z faktu, że przepisy stworzyły dla lekarzy certyfikowaną umiejętność „medycyna estetyczno-naprawcza”, nie wynika jeszcze literalnie generalna norma, że „każda procedura zaliczana do medycyny estetycznej może być wykonywana wyłącznie przez lekarza lub lekarza dentystę”.

To dwa różne twierdzenia prawne. Co więcej, sam raport zaznacza, że certyfikat kod 028 jest dobrowolnym formalnym potwierdzeniem umiejętności i nie jest specjalizacją lekarską.

Przeczytaj także

Art. 58. – ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty

Najpoważniejsze pytania pojawiają się w części poświęconej odpowiedzialności karnej. Raport najpierw przywołuje art. 58 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty i prawidłowo wskazuje, że przepis dotyczy osoby, która bez uprawnień udziela świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu.

Następnie jednak autorzy formułują znacznie szerszy wniosek: Wykonywanie procedur medycznych przez osobę nieuprawnioną wypełnia znamiona tego przepisu”. Jeszcze dalej idzie kolejne zdanie: dla kosmetologa źródłem ryzyka karnego jest „samo wykonanie procedury medycznej bez uprawnień (art. 58)”.

Tutaj należy zatrzymać się nad tekstem samego przepisu. „Procedura medyczna” nie jest tym samym sformułowaniem co „świadczenie zdrowotne polegające na rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu”.

Jeżeli zatem zabieg wykonywany jest u osoby zdrowej wyłącznie w celu zmiany wyglądu, powstaje pytanie, które raport powinien rozstrzygnąć, zanim postawi kategoryczny wniosek o art. 58: „Gdzie w takim przypadku znajduje się rozpoznawanie choroby albo jej leczenie?”.

Przeczytaj także

Pytania o produkt

Rozdział trzeci zaczyna się od założenia: legalność procedury należy badać przez trzy elementy – produkt, czynność i wykonawcęAutorzy pytają, czy mamy do czynienia z lekiem, wyrobem medycznym, produktem z załącznika XVI MDR albo produktem spoza legalnego łańcucha dystrybucji. Tę metodę warto zastosować konsekwentnie. 

Nie istnieje jedna prawna kategoria pod nazwą „iniekcja estetyczna”. Toksyna botulinowa, wypełniacz HA, polinukleotyd, produkt określany marketingowo jako biostymulator czy PRP mogą podlegać zupełnie różnym reżimom.

Dlatego pytanie: „Czy kosmetolog może wykonywać iniekcje?” jest prawnie zbyt szerokie. Prawidłowe pytanie powinno brzmieć: „Kto może użyć tego konkretnego produktu, w tym konkretnym celu, tą konkretną techniką i na jakiej podstawie prawnej?”.

Załącznik XVI MDR zmienia bardzo dużo

Prawo unijne zmienia prosty podział: „medyczne albo kosmetyczne”. Rozporządzenie MDR obejmuje bowiem również określone grupy produktów niemających przewidzianego zastosowania medycznego. Właśnie temu służy załącznik XVI.

Prawo europejskie obejmuje reżimem właściwym dla wyrobów także określone produkty, które nie mają przewidzianego zastosowania medycznego. Wśród nich znajdują się substancje i inne produkty przeznaczone do wypełniania skóry twarzy, innych obszarów skóry lub błon śluzowych, podawane m.in. przez wstrzyknięcie podskórne, podśluzówkowe lub śródskórne. Sam fakt, że produkt jest wstrzykiwany, nie oznacza więc jeszcze, że jego przewidzianym celem jest leczenie.

Jednocześnie UE wprowadziła dla tej grupy wysokie wymagania bezpieczeństwa. Rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) 2022/2346 nakazuje, aby na etykiecie i w instrukcji używania znalazła się informacja, że produkt może być podawany wyłącznie przez odpowiednio przeszkolonego healthcare professional, który jest qualified or accredited in accordance with national law, czyli posiada kwalifikacje lub akredytację zgodnie z prawem krajowym. Producent ma również zapewnić użytkownikom szkolenie dotyczące podawania i bezpiecznego stosowania produktu.

„Zgodnie z prawem krajowym” – tu znajduje się klucz. Prawo unijne nie wpisuje w tym miejscu zasady: „wyłącznie lekarz lub lekarz dentysta”. Nie nadaje również automatycznie takich uprawnień polskiemu kosmetologowi. To państwo członkowskie rozstrzyga, kto spełnia wymagany status i jakie kwalifikacje lub akredytację musi posiadać. 

Przeczytaj także

Polska mogłaby więc stworzyć regulację, w której odpowiednio wykształcony kosmetolog, być może po spełnieniu dodatkowych warunków – np. ukończeniu określonego programu kształcenia, odbyciu praktyki, zdaniu egzaminu i uzyskaniu państwowej certyfikacji lub akredytacji – otrzymywałby uprawnienie do stosowania ściśle wskazanych grup produktów

W Polsce istnieje przy tym baza, od której można byłoby rozpocząć budowanie takiego systemu: akademickie kształcenie kosmetologów. Absolwent może wykazać swoje przygotowanie dyplomem, suplementem, programem studiów, sylabusami, liczbą godzin zajęć oraz efektami uczenia się. Dokumenty te nie są dziś równoznaczne z ustawowym uprawnieniem do wykonywania określonej iniekcji, ale pozwalają obiektywnie ocenić rzeczywiste wykształcenie i wskazać, czego należałoby jeszcze wymagać, aby państwo mogło nadać określone kompetencje.

Dlatego spór o MDR nie powinien sprowadzać się do pytania: „czy kosmetolog może dziś wykonywać wszystkie iniekcje?” Odpowiedź na tak postawione pytanie byłaby zbyt uproszczona. Znacznie ważniejsze jest inne: dlaczego polskie prawo nie stworzyło dotąd ścieżki, która pozwalałaby absolwentowi kosmetologii uzupełnić i zweryfikować kwalifikacje, a następnie uzyskać ograniczone uprawnienia do konkretnych procedur i produktów – tam, gdzie pozwala na to prawo unijne?

Załącznik XVI pokazuje bardzo istotny obszar dla całej debaty: procedura może być inwazyjna, produkt może podlegać rygorystycznym wymogom bezpieczeństwa, a jego zastosowanie może nie mieć przewidzianego celu medycznego. Regulacja ryzyka nie musi więc automatycznie oznaczać uznania każdej iniekcji estetycznej za leczenie ani zastrzeżenia jej z samej tej przyczyny dla lekarza. Może również oznaczać stworzenie przez państwo jasno określonych kwalifikacji, granic kompetencji i odpowiedzialności wykonawcy.

Kosmetolog ma dyplom. I to nie jest to samo co kurs

Tutaj raport wymaga szczególnie ważnego uzupełnienia. Autorzy wielokrotnie podkreślają, że kurs prywatny nie rozszerza zakresu zawodu. Z tym trudno polemizować jako zasadą. Ale akademickiego kosmetologa nie można sprowadzić do osoby, która ukończyła kurs.

W oficjalnym Zintegrowanym Rejestrze Kwalifikacji można znaleźć dyplomy ukończenia studiów pierwszego stopnia na kierunku kosmetologia jako kwalifikacje pełne na poziomie 6 PRK/ERK. Dyplom studiów drugiego stopnia na kierunku kosmetologia jest kwalifikacją pełną poziomu 7 PRK/ERK. Dotyczy to również kosmetologii prowadzonej przez uczelnie medyczne.

Zintegrowany System Kwalifikacji – informacje o kwalifikacjach uczelni

W sporze o kwalifikacje kosmetolog może więc przedstawić dyplom ukończenia studiów, suplement do dyplomu, program studiów, sylabusy konkretnych przedmiotów, liczbę godzin zajęć teoretycznych i praktycznych oraz efekty uczenia się potwierdzone przez uczelnię.

Jeżeli dyskusja dotyczy tego, czy dana osoba została przygotowana do określonych czynności, te dokumenty są materiałem pozwalającym ustalić, czego faktycznie została nauczona. Nie zastępują ustawy i same nie tworzą ustawowego uprawnienia. Ale nie można również twierdzić, że osoba nie ma określonych kwalifikacji, nie badając dokumentów, które te kwalifikacje opisują.

Kosmetolog i kosmetyczka to nie jedna kategoria

Tutaj pojawia się jeden z najbardziej problematycznych elementów metodologicznych raportu. W słowniku autorzy umieszczają wspólną pozycję: „Kosmetolog i kosmetyczka” i opisują ją jako osobę wykonującą usługi estetyczne i pielęgnacyjne, podkreślając, że nie jest to zawód medyczny i że zakres oraz nazwa różnią się między państwami.

Tymczasem kosmetyczka i kosmetolog nie są w polskim systemie kwalifikacji pojęciami tożsamymi. Są to dwa inne zawody, o innych ścieżkach kształcenia. Kosmetyczka może posiadać formalne kwalifikacje zawodowe, np. świadectwo czeladnicze lub dyplom mistrzowski, a odrębną ścieżką jest również zawód technika usług kosmetycznych. 

Kosmetolog jest natomiast absolwentem studiów wyższych pierwszego lub drugiego stopnia zakończonych uzyskaniem tytułu magistra. Dyplom ukończenia studiów II stopnia w zakresie kosmetologii stanowi kwalifikację pełną na poziomie 7 Polskiej Ramy Kwalifikacji. Dlatego łączenie w analizie kompetencji „kosmetologa i kosmetyczki” w jedną kategorię jest absolutnie błędny.

Jeżeli raport ma porównywać kompetencje, poziom i charakter wykształcenia powinny należeć do podstawowych zmiennych porównawczych. W przeciwnym razie zagraniczny beautician, esthetician czy cosmetician może zostać umieszczony w tej samej kategorii analitycznej co polski magister kosmetologii, mimo że ich przygotowanie zawodowe może być zupełnie inne. A następnie z tak skonstruowanej kategorii można wyciągnąć mylny wniosek, że: „kosmetolog niemal wszędzie pozostaje bez samodzielnych uprawnień”.

Sami autorzy raportu przyznają, że nazwy i zakresy różnią się między państwami. Pytanie więc – czy porównują w nim rzeczywiście równoważne kwalifikacje?

Przeczytaj także

Dwanaście państw wygląda przekonująco. Ale źródła nie są równoważne

Raport przedstawia efektowną tabelę dwunastu systemów. Polska, Włochy, Niemcy, Francja, Anglia, Hiszpania, USA, Korea Południowa, Japonia, Niderlandy, Australia i Kanada. W większości pól dotyczących kosmetologa pojawia się „brak samodzielnych uprawnień”.

Taka tabela robi duże wrażenie. Tyle że kilka akapitów dalej autorzy informują: kolumny zostały opracowane na podstawie danych różnego rodzaju – ustaw, rozporządzeń, orzecznictwa i komunikatów branżowych – i nie powinny być traktowane jako równoważne źródłowo

To bardzo ważne zastrzeżenie. Zakaz wynikający z ustawy nie jest tym samym co stanowisko organizacji zawodowej. Rozporządzenie nie jest tym samym co guidance. A sytuacja zawodu akademickiego w Polsce nie musi być porównywalna z sytuacją osoby świadczącej usługi beauty w innym państwie. Dlatego z tabeli można wyciągać wnioski porównawcze, ale znacznie ostrożniej niż sugeruje jej prosty układ.

Niemcy: nielekarz z uprawnieniami

Ciekawym kontrapunktem dla tez raportu są Niemcy. Autorzy słusznie zaznaczają, że niemieckiego Heilpraktikera nie można utożsamiać z polskim kosmetologiem. To zupełnie inna konstrukcja prawna. Właśnie dlatego warto jednak przyjrzeć się jej bliżej: niemieckie prawo pokazuje, że dostęp do określonych czynności ingerujących w ciało nie musi być zbudowany wyłącznie na alternatywie „lekarz albo osoba nieuprawniona”.

Heilpraktiker nie jest lekarzem i nie musi kończyć studiów medycznych. Co więcej, przepisy nie wymagają od kandydata ukończenia jakichkolwiek studiów wyższych. Warunkiem jest m.in. ukończenie 25 lat, odpowiedni stan zdrowia i niekaralność oraz co najmniej ukończona szkoła odpowiadająca niemieckiemu Hauptschule. Najważniejszym elementem jest jednak państwowa weryfikacja wiedzy i umiejętności przez urząd zdrowia – Gesundheitsamt. Kandydat przechodzi część pisemną i ustną, a urząd ma sprawdzić, czy dopuszczenie go do wykonywania Heilkunde nie będzie stanowiło zagrożenia dla pacjentów i zdrowia publicznego.

Nie jest to przy tym sprawdzian ograniczony do umiejętności technicznego wykonania zabiegu. Oficjalny zakres egzaminu w Berlinie obejmuje m.in. anatomię, fizjologię i patofizjologię, podstawy chorób, rozpoznawanie stanów nagłych, badanie pacjenta, higienę, dezynfekcję i sterylizację, a także techniki iniekcji i punkcji oraz znajomość prawnych granic własnych kompetencji. Po pozytywnej weryfikacji kandydat otrzymuje administracyjne zezwolenie na wykonywanie Heilkunde bez posiadania lekarskiej aprobaty. Sama niemiecka ustawa mówi wprost, że osoba chcąca zawodowo wykonywać Heilkunde, nie będąc lekarzem, potrzebuje takiego zezwolenia.

Co to oznacza w praktyce estetycznej? Niemieckie organy wskazują, że kosmetyczka nie może wykonywać części inwazyjnych procedur, natomiast mogą być one wykonywane przez lekarzy oraz osoby posiadające odpowiednie uprawnienie Heilpraktikera. Berliński urząd zdrowia wymienia w tym kontekście m.in. iniekcyjne wypełnianie zmarszczek, skinboostery z kwasem hialuronowym, mezoterapię, PRP, lifting nićmi czy głębszy microneedling.

Beauty Polisa - Ubezpieczenie OC salonu kosmetycznego

Ubezpieczenia stworzone specjalnie dla branży Beauty

Polisa obejmuje każdy zabieg, pokrywa szkody, chroni przy kontrolach i płaci mandaty za Ciebie.

Zobacz ofertę

Nie jest to tylko informacja administracyjna. W jednej ze spraw dotyczących wykonywania korekcji nosa i powiększania ust iniekcjami kwasu hialuronowego niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości opisywał wykonywanie tych zabiegów przez osobę, która nie posiadała wymaganego zezwolenia Heilpraktikera. Innymi słowy: w niemieckim systemie problemem nie było to, że wykonawca nie był lekarzem, lecz to, że wykonywał tę działalność bez wymaganej nielekarskiej licencji.

Heilpraktiker nie otrzymuje kompetencji lekarza. Jego działalność nadal ograniczają inne przepisy, w szczególności regulacje dotyczące leków, konkretnych produktów i procedur zastrzeżonych. Dobrym przykładem jest toksyna botulinowa: jest produktem leczniczym wydawanym na receptę, a niemieckie przepisy dotyczące produktów leczniczych przewidują wystawianie takich recept przez lekarzy i lekarzy dentystów. Dlatego nie można powiedzieć, że niemiecki Heilpraktiker „może wykonywać wszystko, co lekarz”. Nie może. Jego uprawnienie jest odrębną, ograniczoną prawem ścieżką wykonywania Heilkunde przez osobę niebędącą lekarzem.

Niemiecki przykład staje się szczególnie interesujący z perspektywy polskich kosmetologów. W Polsce magister kosmetologii może mieć za sobą pięć lat kierunkowych studiów wyższych, formalną kwalifikację na poziomie 7 PRK, zajęcia z anatomii, fizjologii, dermatologii czy innych przedmiotów określonych programem konkretnej uczelni. Może przedstawić dyplom, suplement, sylabusy, efekty uczenia się i liczbę godzin zajęć praktycznych. Zarazem sam dyplom nie daje mu jednak dzisiaj automatycznego prawa do wykonywania określonej procedury iniekcyjnej. Państwo dopuściło i akredytuje kształcenie akademickie w kosmetologii, ale nie stworzyło mechanizmu, który pozwalałby absolwentowi powiedzieć: mam kierunkowe wykształcenie, uzupełniam je o wymagane szkolenie kliniczne, zdaję państwowy egzamin, uzyskuję licencję lub certyfikację i od tego momentu mogę wykonywać zamknięty katalog procedur, za które ponoszę pełną odpowiedzialność.

Pytanie brzmi: skoro Niemcy potrafiły stworzyć państwową ścieżkę weryfikacji i dopuszczenia do określonych czynności osoby bez dyplomu lekarza, a nawet bez innego formalnego wykształcenia, dlaczego Polska nie stworzyła dotąd podobnego – dostosowanego do naszego systemu i opartego na akademickim wykształceniu – mechanizmu dla kosmetologów?

Anglia: iniekcja może pozostać procedurą kosmetyczną

Jeszcze ciekawszy jest przykład Anglii. Section 180 Health and Care Act 2022 tworzy podstawę systemu licencjonowania procedur kosmetycznych. 

Ustawodawca nie wychodzi tu z założenia, że przekroczenie bariery skóry automatycznie przesądza o leczniczym charakterze czynności. Health and Care Act 2022 stworzył podstawę prawną do wprowadzenia systemu licencjonowania niechirurgicznych procedur kosmetycznych. W ustawowej definicji cosmetic procedure znalazła się procedura wykonywana lub mogąca być wykonywana w celach kosmetycznych, a wśród wymienionych sposobów jej przeprowadzania ustawodawca wskazał wprost „the injection of a substance” – wstrzyknięcie substancji. W tej samej definicji wymieniono m.in. stosowanie igieł, wprowadzanie nici pod skórę oraz wykorzystywanie światła, energii elektrycznej, zimna i ciepła.

Angielskie prawo pokazuje, że iniekcja może pozostać procedurą kosmetyczną ze względu na cel, w jakim jest wykonywana, a jednocześnie – właśnie ze względu na stopień ingerencji i możliwe powikłania – podlegać szczególnym wymaganiom bezpieczeństwa. Nie trzeba więc najpierw uznać każdej iniekcji za leczenie, aby móc ją rygorystycznie regulować.

Przeczytaj także

Nie oznacza to, że w Anglii każdy może wykonywać każdą iniekcję. Znaczenie ma konkretny produkt i procedura. Odrębne przepisy dotyczą m.in. leków wydawanych na receptę, a szczególne ograniczenia obejmują także zabiegi wykonywane u osób małoletnich. Co więcej, sam system licencjonowania przewidziany przez ustawę z 2022 r. jest nadal rozwijany. Dlatego trzeba odróżnić obowiązującą już podstawę ustawową od szczegółowego modelu podziału procedur, który był przedmiotem konsultacji i dalszych prac rządu.

Rząd brytyjski zaproponował podział procedur według ryzyka na trzy poziomy. W kategorii najniższego ryzyka – green – zabiegi mogliby wykonywać licencjonowani praktycy spełniający wymagane standardy. W kategorii średniego ryzyka – amber – dopuszczano również wykonywanie procedur przez licencjonowane osoby niebędące regulowanymi pracownikami ochrony zdrowia, ale pod nadzorem wskazanego, odpowiednio wykwalifikowanego i regulowanego profesjonalisty medycznego. Dopiero procedury najwyższego ryzyka – red – miały zostać zastrzeżone dla odpowiednio wykwalifikowanych i regulowanych pracowników ochrony zdrowia i wykonywane w placówkach objętych nadzorem Care Quality Commission. Rząd potwierdził w odpowiedzi na konsultacje w 2025 r., że chce dalej rozwijać system oparty na takim stopniowaniu ryzyka.

W pierwotnej propozycji do kategorii amber zaliczono nie tylko zabiegi urządzeniowe. Znalazły się tam również iniekcje toksyny botulinowej, półtrwałe wypełniacze podawane w obrębie twarzy, iniekcje biorewitalizacyjne i kwasu hialuronowego, iniekcje witamin i minerałów, PRP, karboksyterapia czy lipoliza iniekcyjna. Propozycja zakładała więc, że osoba niebędąca regulowanym pracownikiem ochrony zdrowia mogłaby wykonywać część procedur iniekcyjnych, jeżeli uzyskałaby wymaganą licencję i działała w przewidzianym systemie nadzoru.

To nie jest jeszcze równoznaczne z obowiązującym katalogiem uprawnień. Podział green–amber–red był elementem konsultowanego modelu, a przedstawione w nim listy procedur określono jako propozycje, które mogły ulec zmianie. W odpowiedzi na konsultacje rząd podtrzymał natomiast zasadniczy kierunek: regulacja ma uwzględniać poziom ryzyka, inwazyjność, kwalifikacje wykonawcy oraz jego zdolność do bezpiecznego wykonywania konkretnej procedury.

To zasadniczo inna filozofia niż sprowadzenie całego problemu do pytania, czy zabieg narusza ciągłość tkanek. Angielski model rozdziela cel zabiegu od poziomu jego ryzyka. Procedura może być wykonywana wyłącznie dla poprawy wyglądu i nadal pozostawać procedurą kosmetyczną, a jednocześnie ustawodawca może wymagać od jej wykonawcy określonego wykształcenia, szkolenia, licencji, nadzoru albo – przy najwyższym ryzyku – przynależności do regulowanego zawodu medycznego.

Tymczasem w Polsce spór koncentruje się na tym, kto jest lekarzem, zamiast na bardziej precyzyjnym pytaniu: kto, po jakim wykształceniu, dodatkowym szkoleniu i państwowej weryfikacji powinien móc wykonywać konkretną procedurę o konkretnym poziomie ryzyka.

Przeczytaj także

Powikłania 

Autorzy raportu zadają pytanie o postępowanie w przypadku powikłania. Wymieniają niedokrwienie, zakażenia, reakcje anafilaktyczne, powikłania oczne czy działanie toksyczne leków i stawiają zasadę: osoba wykonująca procedurę powinna umieć rozpoznać sytuację niebezpieczną i zapewnić odpowiednią reakcję.

To ważny argument dotyczący bezpieczeństwa. Nie wynika z niego jednak, że wykonawca zabiegu musi samodzielnie posiadać kompetencje do pełnego leczenia każdego możliwego powikłania. Tak nie działa również medycyna.

Wyobraźmy sobie lekarza wykonującego zabieg, po którym u pacjenta pojawiają się nagłe zaburzenia widzenia sugerujące poważne powikłanie okulistyczne. Od lekarza należy wymagać rozpoznania zagrożenia, podjęcia czynności mieszczących się w jego kompetencjach i zapewnienia pacjentowi pilnej pomocy. Nie oznacza to jednak, że ten sam lekarz ma przejąć leczenie okulistyczne, jeżeli nie posiada odpowiednich kompetencji. Kodeks Etyki Lekarskiej formułuje tę zasadę wprost: lekarz nie powinien wykraczać poza swoje kompetencje, a jeśli wymagane postępowanie je przewyższa, powinien zwrócić się do bardziej kompetentnego lekarza.

Ten sam sposób myślenia można zastosować przy projektowaniu przyszłych kompetencji kosmetologów. Ustawodawca nie musi wybierać pomiędzy pełnym zakazem wykonywania procedury a wymaganiem, aby kosmetolog potrafił samodzielnie leczyć każde jej możliwe powikłanie. Może stworzyć ograniczony i bezpieczny zakres kompetencji: określić, jakie procedury może wykonywać odpowiednio wykształcona osoba, jakich powikłań musi umieć uniknąć i rozpoznać, jakie działania ratunkowe musi potrafić podjąć oraz w którym momencie ma obowiązek przerwać własne postępowanie i przekazać pacjenta lekarzowi lub skierować go do odpowiedniej placówki.

W wielu miejscach raport stawia bardzo rozsądne i ważne wymagania dotyczące bezpieczeństwa. Kwalifikacja przed zabiegiem, świadoma zgoda, identyfikowalność produktu, dokumentacja miejsca i ilości podania, plan postępowania z powikłaniami czy ustalona ścieżka pilnego przekazania pacjenta do szpitala nie są przedmiotem sporu zawodowego, są oczywiste.

Odpowiedzialność cywilna jest czymś innym niż brak kompetencji

Autorzy raportu słusznie przypominają, że wyrządzenie szkody podczas zabiegu może prowadzić do odpowiedzialności cywilnej. Przywoływane w raporcie art. 415, 444, 445 czy 471 Kodeksu cywilnego nie odpowiadają jednak same w sobie na pytanie, kto jest uprawniony do wykonania określonej procedury. Regulują odpowiedzialność za szkodę lub niewykonanie bądź nienależyte wykonanie zobowiązania, jeżeli w konkretnej sprawie zostaną spełnione wymagane prawem przesłanki.

Podobnej ostrożności wymaga kwestia ubezpieczenia OC. Stwierdzenie, że ubezpieczyciel może odmówić ochrony za zabieg wykonany poza zakresem działalności czy kompetencji ubezpieczonego, może być prawdziwe w odniesieniu do konkretnej polisy. Nie jest jednak uniwersalną zasadą pozwalającą ustalić zakres uprawnień zawodowych. O tym, co obejmuje ochrona, decydują konkretna umowa, warunki ubezpieczenia, zakres zadeklarowanej działalności i przewidziane wyłączenia. Polisa nie tworzy uprawnienia do wykonywania zabiegu, ale nie może też zastępować przepisów określających kompetencje zawodowe.

I tutaj ponownie wracamy do problemu braku kompleksowej regulacji zawodu kosmetologa. Ustawa oznaczałaby również możliwość określenia wymaganych kwalifikacji, granic kompetencji, odpowiedzialności zawodowej, zasad dokumentacji i postępowania w przypadku powikłań, a także obowiązkowego ubezpieczenia OC

Na czym polega bezpieczeństwo pacjenta?

Raport, tak jak środowisko lekarskie, stawia bezpieczeństwo pacjenta w centrum debaty, twierdząc, że zabiegi estetyczne mogą wykonywać wyłącznie lekarze (nie mogą także pielęgniarki czy przedstawiciele innych zawodów medycznych). 

Czy faktycznie odsunięcie akademickich kosmetologów od znacznej części rynku zabiegów estetycznych rozwiąże problem bezpieczeństwa?

Kosmetolog z dyplomem wyższej uczelni, udokumentowanym wykształceniem, legalnie działającym gabinetem, dokumentacją i ubezpieczeniem jest podmiotem widocznym i możliwym do skontrolowania. To zupełnie inna sytuacja niż wykonywanie inwazyjnych zabiegów przez osoby bez kierunkowego wykształcenia, po krótkich kursach, poza oficjalnym rynkiem. Ograniczenie kompetencji pierwszej grupy nie eliminuje drugiej, czyli najistotniejszego problemu. Powstaje wręcz pytanie o ryzyko przesunięcia części usług do szarej strefy, gdzie kontrola kwalifikacji, produktów i warunków wykonywania zabiegów będzie jeszcze trudniejsza.

Dlatego kosmetolodzy powtarzają: można ustawowo uregulować zawód, określić wymagane wykształcenie, dodatkowe szkolenia i państwową weryfikację, przypisać konkretnym kwalifikacjom zamknięty katalog procedur, wprowadzić obowiązkowe OC, dokumentację, standard postępowania z powikłaniami oraz sankcje za wykonywanie zabiegów bez wymaganych uprawnień.

Nie oznacza to zrównania kompetencji kosmetologów z kompetencjami lekarza, lecz uznanie, że pomiędzy lekarzem a osobą po weekendowym kursie istnieje grupa absolwentów kierunkowych studiów wyższych, świetnie przygotowanych do pracy w zakresie zabiegów estetycznych, której kwalifikacje można zweryfikować, uzupełnić i certyfikować. 

Porządkowanie rynku w tym zakresie nie powinno skupiać się na tym, jakich zabiegów zakazać kosmetologom, lecz jak zbudować system, który pozwoli pacjentowi odróżnić osobę wykształconą, rzeczywiście przygotowaną do wykonania konkretnego zabiegu od osoby, która takich kwalifikacji nie posiada i działa całkowicie poza prawem.

Wszystkie raporty opublikowane przez Akademię Medycyny Estetycznej Wenus:

Raport_1_Akademia Medycyny Estetycznej Wenus_WZORZEC JAKOŚCI_09.2026

Raport_2_Akademia Medycyny Estetycznej Wenus_KOMPETENCJE_ KTO MOŻE WYKONYWAĆ ZABIEGI_09.2026

Raport_3_Akademia Medycyny Estetycznej Wenus_SYMETRIA_09.2026

TAGI

Przeczytaj także

Zapisz się, a nie przegapisz niczego ważnego. W naszym newsletterze znajdziesz informacje o najciekawszych dyskusjach, postach, produktach i nowościach, które ciągle pojawiają się w Grupie Beauty Razem!